Osobiście nie lubię komercji. Uważam, że producenci dobrze robią, gdy ogłaszają, że film będzie trylogią przed sukcesem pierwszej części. Kiedy jednak tak nie mówią, a ogłaszają to dopiero po sukcesie kasowym, często jest to "dzieło" nie najwyższych lotów (choćby druga część "Efektu motyla"). W ostatnim czasie chyba się skończyły pomysły, i producenci czy też reżyserzy często sięgają po starocie. Mamy "Powrót Supermana", "Batman - początek", początek Hannibala Lectera, następna część Rambo, "Szklana pułapka IV", nowa część Omenu. Jak dla mnie to wszystko jest bez sensu i zmniejsza wartość części poprzednich, już klasyków (dla mnie to równie idiotyczne, jak dopisywanie kolejnego tomu "Wojna i pokój" Lwa Tołstoja przez pisarza współczesnego). Poza tym tetralogia już nie brzmi tak medialnie jak trylogia. Kiedy skończy się powielanie starych, dobrych przebojów?