pewnego razu na dzikim zachodzie - arcydzieło. kwintesencja kinematografii, piękno, pełne wykorzystanie możliwości jakie daje film. te słynne ujęcia Leone na twarze, ekspresyjne ukazanie emocji z pełną mocą, powolna narracja, genialna muzyka Morricone (mi kojarzy się z soundtrackiem do Straży przybocznej Kurosawy). jedno z największych osiągnięć kina. rys psychologiczny postaci jest fenomenalny - każdy bohater czy antybohater reprezentuje odmienny styl, cel życia. poza tym poemat zemsty. takie obrazy tworzą magię kina. kocham ten western.