Już w tym tygodniu w TV do obejrzenia jeden z najbardziej niedocenionych filmów lat 90.
http://www.filmweb.pl/Boogie+Nights+1997+o+filmie,Film,id=19
'niedocenionych'? Eee tam, a co tu doceniać? jak na dramat za mało dramatyzmu i zbyt powierzchowny zarys postaci; jak na komedię/satyrę za mało komizmu; gra aktorów też nierówna. Ogólnie wynudziłem się oglądając tę (chyba)próbę sfabularyzowania powstających wówczas jak grzyby po deszczu dokumentów o erze rozkwitu biznesu porno.
A ja się zgadzam z założycielem tematu. Wiele tu dramatyzmu (forma narzucona przez Andersona taka właśnie jest. "Magnolia" była podobna w formule.) Nie uważam tego filmu za satyrę. I dla mnie jest to film niedoceniony (po części...). Kilka świetnie zarysowanych postaci, ale przede wszystkim ich prowadzewnie przez demiurga, reżysera. Uważam Andersona za jednego z tych, którzy w kinie pokażą jeszcze wiele. "Boogie Nights" - polecam!!!
No, nie wiem; ja tu dramatyzmu za grosz nie widzę. Nawet nie pomaga wklecenie historyjki w ograny już w dramatach schemat stopniowego zepsucia człowieka przez środowisko w które wkroczył. Tego 'świetnego' zarysu postaci też nie dostrzegłem - jest on raczej powierzchowny, ograniczony do cech przypisywanych przez brukowce stereotypowym gwiazdkom pornobiznesu. Chociaż, w sumie jakich cech można oczekiwać od ludzi kopulujących przed kamerą w przeświadczeniu, że robią wielką sztukę?
Nijak nie potrafiłem zidentyfikować się z którymkolwiek z bohaterów, by choć trochę przejąć się jego losem, a uważam się za widza raczej wrażliwego. Na plus zapiszę świetną muzykę, bez której zapewne zasnąłbym w połowie seansu.