Jestem właśnie w połowie drugiego sezonu "Dr. House'a" (późno go odkryłem, wiem...) i mogę powiedzieć tylko jedno - to je vyborne! To jeden z tych nielicznych dziś seriali, którego nie napędzają gwałtowne zwroty akcji czy nierozwiązane tajemnice, a który ogląda się dla samej przyjemności oglądania. Drugi sezon przebija nawet pierwszy, co nie zdarzyło się chyba nigdy wcześniej Ogromna w tym zasługa scenarzystów, dzięki którym każda minuta filmu wypełniona jest ciętymi, błyskotliwymi dialogami. Brawa należą się również Hugh Lauriemu, który wydobył z antypatycznej postaci dr. House'a pokłady charyzmy i inteligencji. Co prawda zostało mi jeszcze sporo odcinków, ale mogę póki co powiedzieć, że House po prostu rządzi i jest najlepszym obecnie serialem dramatycznym w telewizji.
Ja mogę bez zwątpienia napisać, że 3 jest lepszy od 2, 4 od trzeciego..
Może 5 zrobił się trochę przewidywalny, niektóre wątki na siłę, ale i tak trzyma solidny poziom. Właśnie tego nie rozumiem. Dlaczego House MD, może mieć 4 świetne sezony, jeden solidny, a każdy inny serial już po 2 spuszcza z tonu..
Pamiętam, że jak jeszcze nie miałem styczności z Housem to twierdziłem, że Micheal C. Hall jest najlepszym obecnie aktorem serialowym.
Wystarczył jeden odcinek z Hugh Laurie bym zmienił zdanie. To jest geniusz i kropka. A dialogi to mistrzostwo świata. Nie wiem skąd scenarzyści czerpią inspirację i mają tyle, tyle! pomysłów, ale na pewno warci są wielkich pieniędzy.
A mi się właśnie wydaje, że ostatnio House cierpi na syndrom zjadania własnego ogona. Kiedy brak jest już nowych konceptów należy skomplikować fabułę.
A ja widziałam 2 odcinki i nie podobał mi się. Ale to nic dziwnego, mi się żaden serial nie podoba. Ja w ogóle nie wiem jak można oglądać seriale?
Ja z drugiej strony nie potrafię usiedzieć przy filmie. Chociaż jedno kilkusekundowe przewinięcie jest, prawie, zawsze(!). W zasadzie ostatnimi czasy nie zdarzyło mi się, bym oglądnął film jednym tchnięciem. Najczęściej rozbijam sobie na dwa razy.
Dlatego też 40, w porywach do 55, minutowy seans jest wręcz idealny.