Wczoraj wieczorem w TVP Kultura w ramach Studia Alternatywnego mozna było obejrzeć sobie performance Marty Deskur i posłuchać dyskusji na jego temat, jaką toczono w studio.
Czy ktoś oglądał?
Rzecz o zamiataniu przed kościołami. Rzecz o sztuce współczesnej.
Dr Terlikowski (zaproszony do dyskusji) nie umiał dopatrzeć się w akcie zamiatania symboliki: "W takim razie, wszystkie nasze czynności codzienne i zwykłe można uznać za symboliczne".
A Wy? Czy i w jakich warunkach zamiatanie przed kościołem może być symboliczne?
"Krzątactwo" to według Jolanty Brach-Czainy sposób naszego bycia w codzienności, codzienność to z kolei podstawa naszego istnienia (Jolanta Brach-Czaina, Szczeliny istnienia, wyd. eFKa, Kraków 1998). Krzątactwo to wykonywane codziennie czynności, wydawałoby się nieważne, nieistotne, niemal niezauważalne. I należałoby dodać - wykonywane przeważnie przez kobiety. Kobieca codzienność to właśnie sprzątanie, przygotowywanie jedzenia, nakrywanie do stołu, sprzątanie, zbieranie brudnych naczyń, zmywanie, sprzątanie itd. Czynności te wydają się przynależeć do świata kobiety...
http://www.efka.org.pl/index.php?action=z_art&ID=31
Ale fajnie, bo już myślałam, że ja znów przydaję sensów absurdowi
;)
Mi się za to mocno to skojarzyło z biblijną opowieścią o Marcie, siostrze Marii (hmm, wobec imienia twórczyni performance - warto rozważyć :), która pochłonięta krzątactwem właśnie i szeroko pojętym praktycyzmem (troska o rzeczy "małostkowe"? no ale z małostek składa się życie..) jakoś tam oddalała się od nauk Jezusa (nie słuchała tego, co mówi, bo była zajęta organizowaniem życia). I niekoniecznie ta postać musi być postrzegana na wskroś "chrześcijańsko", choć tutaj zamiatanie przed kościołem i tak nas wrzuca w kontekst religii... a może kultury po prostu?
Czy sztuka, która wymaga komentarza (albo nas do tego komentarza i namysłu przymusza), to sztuka gorsza od - za przeproszeniem - obrazu z koniem i polem (realizm, "sztuka tradycyjna")? Z jakiej niby racji?
Poza tym, z tego co wiem, słowo także jest tworzywem sztuki.
Ps. Moja teoria co do braku (większej) obecności kobiet w wielu dziedzinach wiedzy i sztuki wiąże się z koniecznością krzątactwa właśnie :)