Film jest spójną, zwartą i zawiązaną historią zamkniętą w dwóch godzinach (około i przeważnie). Serial może ciągnąć się latami i do jego wad podchodzi się chyba z większą wyrozumiałością. Z reguły od produkcji serialowej nie oczekuje się takiego warsztatowego, technicznego, realizacyjnego kunsztu, jak od produkcji kinowej.

I tak by było nadal, gdyby nie współczesność czyli serialowa nowożytność. Przyniosła nam ona seriale, które są filmami. Spójne, zwarte, z zawiązaną historią. Serialo-filmy to takie same filmy jak wszystkie inne, z tą różnicą, że nieco dłuższe niż 2h, a seans podzielony jest na kilka czy kilkanaście części. Mają jednak nad zwykłymi filmami tę przewagę, że pozwalają opowiedzieć historię i opisać jej bohaterów "głębiej". Te produkcje zwane są niekiedy mini-serialami, ale zdarza się, że doczekują się "kontynuacji" czyli tzw. drugiego sezonu. Albo więcej. Ale nadal wszystko jest zwarte, spójne i do pewnego stopnia zamknięte. Modne staje się robienie wielosezonowych serialo-filmów, w których jeden sezon to jedna, oddzielna i zamknięta historia. Coś owe następne "sezony" czasem łączy ze sobą, ale nie jest to warunek niezbędny do spełnienia.

Innymi słowy nowożytność wprowadziła jakby nową kategorię: serialo-filmów, które mają w sobie cechy obu tych pierwiastków. To nie znaczy, że tasiemce wielosezonowe wymrą, albo 2h filmy odejdą do lamusa, ale nie da się ukryć, że otrzymujemy jakby nową odmianę obu form.
Czy będziemy je oceniać inną miarą niż oceniamy - z jednej strony - seriale i - z drugiej strony - filmy?

Filmweb A. Gortych Spółka komandytowa