oczywiście to trochę takie Gone Girl z Temu, z fabułą rodem ze śmieciowego thrillera i celowo mocno przerysowaną Seyfried, która jest tu zresztą najjaśniejszym punktem, ale… bawiłem się serio dobrze! Feig dość nieźle czuję konwencję, choć wolałbym żeby jeszcze bardziej dołożył do pieca. jest jednak trochę za długie, Sydney ma jedną minę cały film, zakończenie jest kretyńskie, a ten „szokujący” plot twist bardzo przewidywalny. ale jestem przekonany, że zestaw xxl smakuje przy tym filmie wybornie i na „tak głupie, że aż spoko” kino na luźny wieczór świetnie się sprawdza. z plusem.