Wielki Marty
Projekt Hail Mary
Tajny agent

TOP FILMY 2026

Lista rankingowa

55 tytułów
Top filmów, które pojawiły się w polskiej dystrybucji w 2026 (kino, streaming, festiwale).
believe the hype - to może być film roku. wybitnie wyreżyserowane, zainscenizowane i zagrane (Timmy po Oscara!) widowisko o narcystycznym dupku, który jest przekonany o swojej wielkości - pięknie symbolizującym USA. najbardziej intensywne doświadczenie ostatnich lat - wraz z Wilkiem z Wall Street, Mad Max: Fury Road i Uncut Gems. ciut za długie. scena z miodem będzie mi się śnić po nocach.
dopiero marzec, a mamy już chyba blockbuster roku. Lord i Miller dostarczyli jeden z fajniejszych buddy movies ever o sile komunikacji i że człowiek kamieniowi człowiekiem. świetna i wierna adaptacja książki, Gosling znowu pokazuje jak bardzo jest niedocenianym aktorem, wizualnie wygląda GENIALNIE, no i muzyka Pembertona tak różna od tego czego z reguły spodziewasz się po filmie sci-fi. za dużo dla mnie czasem tu śmieszkowania, przez co nie czuć aż tak stawki, a i brakuje trochę tych naukowych rozkmin z książki. natomiast bawiłem się świetnie i fajnie w końcu wśród tych wszystkich historii zobaczyć historię, która daje nam trochę nadziei.
świetny mozaikowy portret Brazylii lat 70-tych, tego jak system niszczył ludzi od środka i jak szybko zapominamy lub modyfikujemy historię. niespieszny rytm może niektórych odrzucić, ale ja wsiąknąłem w ten klimat na całego. jedyne do czego mogę się przyczepić to współczesne wtręty i sama końcówka / spokojnie film mógłby się bez tego obejść.

Gradiva

4
no chyba najlepszy film festiwalu. bardzo ciekawie skonstruowane queerowe coming-of-age, gdzie pod skórą buduje od emocji i dramatów. znakomici młodzi aktorzy, imponujący debiut reżyserski i w pełni zasłużone nagrody w Cannes. tylko czemu ktoś po dwóch randkach na grindrze pożycza skuter, w taką naiwność akurat nie uwierzę xd
bardzo możliwe, że to najlepszy film Nolana od dawna, choć dalej z problemami. są tu wybitne momenty - jak te z Cyklopem, Kirke czy koniem trojańskim. są też rozczarowujące jak ze Scyllą i Charybdą czy Kalipso. jest to jednak zaskakująco jak na tego reżysera intymne kino, z bardzo mocnym i emocjonalnym 3 aktem. a z drugiej strony drugi plan często bywa pisany jednym zdaniem, rażą czasem drewniane dialogi, a wędrówka Odyseusza odbywa się dość mechanicznie z jednego punktu do drugiego. obsada dość nierówna - Matt Damon bardzo dobry, Anne Hathaway kradnie wszystkie sceny, świetna Samantha Morton i chcę być Pattinsonem w przyszłym życiu. ale już Zendaya, Holland i Theron kompletnie nie pasują. trochę ponarzekałem, ale jednak ogląda się to świetnie, są tu WIELKIE momenty, nie nudziłem się i zostanie mi ten film w głowie. choć w pełni rozumiem tych rozczarowanych.
wiwisekcja nieszczęśliwych związków dawno nie była tak zabawna. świetnie jest to napisane, konflikt eskaluje z każdą sceną, dużo tu strzelb Czechowa, a aktorzy wyciskają wszystko z każdej linijki, Seth Rogen z rolą życia. Olivii Wilde udaje się, mimo umieszczenia akcji w jednej przestrzeni, uniknąć teatralności, świetnie inscenizuje i wykorzystuje w pełni scenografię i muzykę. szkoda tylko, że postać Nortona nie jest w pełni wykorzystana. też nie jest to jakoś odkrywcze, taka „Drama” podchodziła do podobnego tematu bardziej świeżo (nawet jeśli uważam ją za ciut słabszy film). jest to jednak wciąż film petarda.
momentami przerażający seans, podchodzący zniuansowanie nie tylko do psychiki dziecka, ale też tego jak rodzice nawet przy najlepszych intencjach mogą dużo spierdolić. znakomicie zagrane i wyreżyserowane, ale zakończenie zbyt pospieszne dla mnie.

Widzę budynki upadające niczym błyskawice

8
najbardziej #rel seans od dawna. energiczne brytyjskie kino społeczne o kryzysie mieszkaniowym, tym jak przejebane mają obecnie 30-latkowie i że w tych chujowych czasach jedyne co nam zostaje to wspólnota i przyjaciele. znakomici bohaterowie - mają taką chemię, że po seansie czułem się jakbym obejrzał z nimi cały sezon serialu.
wstrząsnęło mną i chce się tylko ryczeć z bezradności, tak jak bohaterowie tego filmu. można by się przyczepić do warsztatowej części, ale czy to ważne?
świetna satyra na rynek pracy, jego linkedizację, AI i to jak bezrobocie wpływa psychicznie na ludzi i ich status społeczny. kilka kapitalnych scen, świetny humor, znakomita obsada i muzyka, no i jak zawsze jestem pod wrażeniem jak Park potrafi inscenizować sceny. trochę tu jednak za dużo grzybów w barszczu, a i nożyczki montażysty by się przydały. dobrze obejrzeć wraz z Parasite i The Office.
11
Drama
2026
bardzo twisted komedia omyłek. udana satyra na związki i to jak możemy nagle zmienić postrzeganie drugiej osoby. Borgli jak mało kto potrafi wprowadzać dyskomfort na ekranie i mimo że trochę mieli tu jeden żart w kółko, to ogląda się to rewelacyjnie i ciężko się ciągle nie śmiać. ewentualne niedostatki scenariusza dobrze maskują Zendaya i przede wszystkim znakomity Pattinson. mam ciągle wrażenie, że można było z tego pomysłu jeszcze więcej wyciągnąć, ale szanuję jednak wprowadzanie takiego A24-friendly von trierowskiego wisielczego humoru do mainstreamowego kina. i myślę, że dyskusje po seansie mogą być bardzo ciekawe. jest tu też jeden z najlepszych jumpscare’ów ever! z dużym minusem.
12
80 min, a ile tu treści! czym jest kultura po wojnie, czy ma ona granice, a przede wszystkim jak wpływa na najbliższych. absolutnie nie zgadzam się, że to chłodne kino, tu pod skorupą kryje się przecież mnóstwo emocji. wysmakowane wizualnie, aktorsko top, ale tak nagle się urywa, że aż szkoda, że nie trwa z 20-39 min dłużej.
ale to było urocze! gay rom com w nietypowym środowisku, z fajnymi bohaterami z normalnymi ciałami (co się naprawdę rzadko zdarza w kinie queerowym), humorem i znakomitymi zdjęciami. trochę więcej mogłoby być scen z tirowcami. wzruszające. z plusem.
ku mojemu dużemu zaskoczeniu - najlepsza część serii, a trzeci akt jest WOW. mokry sen Nergala i nie wiem czy komuś w najbliższym czasie uda się przeciąć poziom zajebistości tej sceny. wciąż mam problem z wkręceniem się w fabułę tej serii, ale bawiłem się naprawdę dobrze i jest to wciąż bardzo świeże podejście do tematu zombie. z plusem.
15
Fiord
2026
Mungiu stawia widza w niekomfortowej sytuacji, bo chcąc nie chcąc kibicujesz ludziom, których pewnie w realu byś nie polubił. zarzuca hipokryzję zachodnim społeczeństwom i ich rzekomej otwartości i progresywności. bardzo dobry aktorsko i operatorsko, natomiast mam wrażenie, że scenariusz trochę za bardzo pod tezę, a i całość ciut za długa. ciekawy do dyskusji po seansie. z plusem.
16
border kicie are the best i czasem może lepiej być singlem. świetnie żongluje gatunkami, bo i potrafi być zabawną komedią romantyczną, i bardzo creepy horrorem. lepiej nie czytać o fabule i iść w ciemno, bo potrafi zaskoczyć i ma znakomite zakończenie. szkoda jednak, że nie wchodzi głębiej w tematy związkowe i zostaje tylko i aż świetną rozrywką. widać też ograniczenia budżetowe i te porównania do Hereditary mocno na wyrost (Ari Aster jest jednak większym zwyrolem). jest to jednak dużo lepszy film niż podobne tematycznie Together, naprawdę dobrze się bawiłem, a Inda Navarette jest rewelacyjna. dobre na double feature z Dramą. z dużym plusem.
tragikomedia pomyłek, która pod płaszczykiem absurdalnego kina drogi i czarnego humoru zadaje bardzo istotne pytania - czym różni się szukanie sprawiedliwości od zbrodni, czy te dwie rzeczy da się odróżnić i jak żyć w codziennym reżimie. świetne aktorstwo, bardzo mocny finał, trochę przeszkadzały mi tylko zbyt deklaratywne dialogi i trzeba czasami zawiesić niewiarę w to co dzieje się na ekranie. zasłużona złota palma. z plusikiem.
no dobra, ale nie spodziewałem się, że jedną z bardziej pozytywnych niespodzianek tego roku będzie to cudaczne połączenie Babe Świnki z klasą z Na noże xd bardzo przyjemny seans z naprawdę dobrym i inteligentnym scenariuszem Mazina. choć w drugiej połowie trochę idzie już w oczywistym kierunku. ale jako dzieciak uwielbiałbym ten film.
o wow, epickie, poruszające kino rozliczające się z tym jak komunizm w Jugosławii traktował gejów. trochę za długie, ze zbyt idealnymi bohaterami i strukturalnie dość chaotyczne, ale potrafi uderzyć w bebechy. z plusem.
jestem strasznie rozdarty. podoba mi się wizualnie, świetnie tu chodzi kamera, elementy realizmu magicznego w punkt, młoda obsada ma fajną chemię i jak na Polskę jest to unikatowy film. ale nie kupuję tego jako głos pokolenia młodych ludzi. teoretycznie też jestem młodą osobą, a często ciężko mi było zrozumieć tych bohaterów, dialogi rażą czasem sztucznością, a i znowu sprowadzamy „głos pokolenia Z” do warszawskiej banieczki z odziedziczonym dużym mieszkaniem po rodzicach. plus czy to co jest obecnie świeżością w polskim kinie nie było świeże za granicą 20 lat temu? PODOBAŁO MI SIĘ, to się świetnie ogląda, ale te zachwyty to strasznie przesadzone.
gotycka i upiorna opowieść o międzypokoleniowych traumach, depresji, seksualnych przebudzeniach - i przede wszystkim o śmierci i czekającym na nas miejscu „na kredensie”. nie jest to łatwy seans, czasem forma przysłania treść, ale nie widziałem takiego filmu, jest tu mnóstwo warstw do odkrywania, jest przepięknie nakręcony, wszystkie sceny rytuałów pośmiertnych są niesamowite, a i zostanie mi ten seans w głowie. totalnie warto, choć może zmęczyć.
jest to na pewno oryginalne, ciekawy mix found footage, Skinamarink, Lyncha, korytarzy z Lśnienia i Alicji w krainie czarów. kocham wizualny pomysł i scenografię, znakomite są wstawki found footage’owe, ale już ciężko mi się zachwycić tłumaczeniem metafory w 3 akcie. rozumiem, że powracamy ciągle do tych samych wspomnień i schematów, a kapitalizm każe kręcić się nam w kółko, ale ok, tell me something new. niemniej oglądałem zaintrygowany i patrząc na polaryzujące opinie, jest to na pewno JAKIEŚ kino. choć rozumiem, że może totalnie nie podejść.
piękny film-wiersz dla straumatyzowanego kraju, który leży dosłownie na trupach. gdzie pod ziemią leżą ciała, bomby i nieujawnione pragnienia. przepięknie nakręcone. not quite my tempo, ale zostanie mi w głowie.
Cooper chowa swoje wielkie ego i ambicje do kieszeni, zostawia pole innym aktorom i… kręci swój najbardziej przyziemny, a jednocześnie chyba najlepszy film. dużo ciekawych i dojrzałych obserwacji dot. związków z długim stażem, które do mnie trafiły, nawet jeśli film za długo się rozkręca, a dialogi czasem szeleszczą papierem. świetna chemia między Arnettem i Dern. nic wybitnego, ale pozytywne zaskoczenie. z minusikiem.
25
trochę jestem rozdarty, bo cieszę się, że takie kinkowe i ostro queerowe historie wchodzą do bardziej mainstreamowego kina. Melling jest znakomity, a sam pomysł na film fantastyczny. ale z drugiej strony - za prosty jest ten scenariusz. nie kupuję dynamiki tej relacji, nie kupuję też bohatera Skarsgaarda. samo przedstawienie społeczności też jest dla mnie zbyt uproszczone. ale bawiłem się serio dobrze, dużo zabawnych scen i doceniam odwagę. z minusem.
ok, nie spodziewałem się, że może mi się spodobać połączenie slow cinema z esejem o miłorzębie i o tym jak powinniśmy się porozumiewać z roślinami. jest to bardzo unikalne kino, które chyba bardziej doceniam i szanuje niż lubię. kilka bardzo udanych scen, ale część covidowa podobała mi się najmniej i brakuje mi puenty w większości wątków. no i trochę jednak za długo.
fani Orville’a Pecka mają nowy ulubiony film. słuszne kino, pięknie nakręcone i z udaną rolą Plummera. trochę jednak szkoda, że historia za bardzo jest oparta na indie kliszach i nie spełnią do końca swojego potencjału, można było z tego wycisnąć trochę więcej. ale podobało mi się, potrzebujemy więcej queerowych kowbojów. z minusikiem.

Następny, proszę!

28
życie geja jest trudne cz. 2137. trochę się nabijam, ale jest to jednak udane studium samotności i uzależnienia, czegoś z czym wiele osób lgbt się zmaga i ten film trafnie pokazuje jak bardzo jest to niekończąca się spirala. jest to oczywiście nakręcone dość amatorsko, aktorstwo pozostawia wiele do życzenia, a i nie wiem skąd bezrobotną osobę stać na trenera personalnego. mimo to jest to obiecujące kino i wciągnęło mnie. z minusikiem.
29
Kokuho
2025
fascynujący temat, przepięknie zrealizowane spektakle kabuki, świetne role… ale chryste panie czemu to jest takie długie? po świetnej pierwszej połowie druga strasznie traci tempo, dodaje niepotrzebne wątki poboczne i zaczyna robić się dość ślamazarnie. nie ma tu aż tak wiele treści żeby uzasadnić 3h metraż. szkoda też, że film zajmujący się tematem genderu w tradycyjnym japońskim teatrze tak bardzo po macoszemu traktuje postaci kobiece. warto jednak dla samego tematu, pierwszej połowy i kostiumów. w pełni zasłużona nominacja do Oscara za charakteryzację. z minusem.
fajnie, że raz na jakiś czas dostajemy inną perspektywę gejowską niż piękne młode ciała hokeistów. dość gorzki obraz starości ze znakomitą główną rolę. ale ma za dużo dłużyzn, spokojnie mógłby być z 20 min krótszy. z minusem.
bardzo przyjemne, ze znakomitą Carmen Maurą. nie jest to absolutnie nic wielkiego, bywa zachowawczy, przewidywalny i szkoda, że nie pokazuje głębszej perspektywy córki. ale czas w kinie spędzony bardzo miło. z minusikiem
absolutnie nic wielkiego, fabuła pretekstowa i sporo pomysłów ukradzionych z Kill Billa, Johna Wicka i Zabawy w pochowanego. ale absolutnie nie przeszkadzało mi to w dobrej zabawie, jest tu sporo kreatywnej choreografii, pomysł na film jest odpowiednio głupawy, a Zazie Beets do twarzy w krwi. super soundtrack. szkoda tylko, że zamiast praktycznych efektów postawiono na słabe cgi. idealny seans do cziperków. z minusem.
dość smutna historia chłopca, którego marzenia i fantazje szybko zostają ugaszone. fajne poszczególne elementy, realizm magiczny i zdjęcia, ale jest tu zdecydowanie więcej vibe’u niż fabuły. z minusem.
no niestety będę narzekać. uwielbiam pierwsze trzy części, czwarta była spoko, choć średnio potrzebna, a ta… po prostu jest. wprowadzenie tabletów mocno spóźnione, poza Pier-Papierem brak nowych ciekawych bohaterów, ci starzy potraktowani kompletnie po macoszemu, Chudy zbędny, wątek z armią Buzzów nie bardzo wiem po co. jest to też pierwsza część, która nie wprowadza do tej serii nic nowego, fabularnie to kopiuj-wklej z czwórki. fajnie, że nie antagonizuje elektroniki, że pokazuje, że jest ona dobra jeśli rodzice mądrze nią zarządzają. ale to już jest baja bardziej dla naszego pokolenia niż dla współczesnych dzieciaków. to fajny mądry film i w innym przypadku byłbym bardziej łaskawy, a tutaj to obcujemy z kolejnym niepotrzebnym post-scriptum. z plusem.
no Wartość sentymentalna to to nie jest. to może jest dobry film, może byłem zbyt niewyspany, ale strasznie mnie to zmęczyło. pierwsza połowa jest zbyt powolna, potem trochę się rozkręca, ma kilka świetnych scen, ale mimo znakomitych ról, nie mogłem przejąć się tymi bohaterami - mimo że lubię tzw. gatunek „film o filmie w ramach filmu”. zniżka formy po świetnych Bestiach.
36
XD obowiązkowy seans po rozstaniach. esencją wszystkiego co najbardziej popierdolone w j-horrorach. miałem czasami wrażenie, że to bardziej zlepek scen, ale niektóre z nich są znakomite i przezabawne. niestety za dużo tu dłużyzn. z plusikiem. „COŚ POSZŁO NIE TAK PRZY TWOIM ZAPŁODNIENIU” <3
37
Pomocy
2026
to jest dobry fun, finał i duet McAdams-O’Brien zdecydowanie dają radę. ale Raimiego stać chyba jednak na trochę więcej, brakowało mi większej ilości tych goofy-horrorowych motywów. no i w drugim akcie trochę kręci się w kółko, skróciłbym całość o 15 min. natomiast z cyklu „absurdalne głupie kino na luźny wieczór” sprawdza się bardzo dobrze. z plusem.
oczywiście to trochę takie Gone Girl z Temu, z fabułą rodem ze śmieciowego thrillera i celowo mocno przerysowaną Seyfried, która jest tu zresztą najjaśniejszym punktem, ale… bawiłem się serio dobrze! Feig dość nieźle czuję konwencję, choć wolałbym żeby jeszcze bardziej dołożył do pieca. jest jednak trochę za długie, Sydney ma jedną minę cały film, zakończenie jest kretyńskie, a ten „szokujący” plot twist bardzo przewidywalny. ale jestem przekonany, że zestaw xxl smakuje przy tym filmie wybornie i na „tak głupie, że aż spoko” kino na luźny wieczór świetnie się sprawdza. z plusem.
dla Fruni <3 dużo tu fajnych rzeczy o przyjaźni i przemijaniu, ale poza tymi horrorowymi fragmentami gdzieś tam emocjonalnie podszedłem do tego totalnie na chłodno i w pewnym momencie zacząłem się nudzić, więc ciężko mi dołączyć do tych zachwytów #mdag2026
Aftersun w dniu krwawych zamieszek w Nigerii. przepięknie nakręcone, szczególnie podobał mi się tu portret Nigerii i Lagosu - żywy, głośny i bardzo kolorowy. ale sama historia nie wywołała we mnie żadnych emocji.
bywa ciekawy, szczególnie na początku, ale potem powtarza się, a jako studium postaci zawodzi. jest tu kilka fajnych refleksji, ale psują je czasami bardzo deklaratywne dialogi i sztywne aktorstwo. bardzo ładne zdjęcia. z plusikiem.
bardzo chciałbym polubić ten film bardziej, bo sam pomysł jest tak szalony, że aż wspaniały. dużo rzeczy mi się tu podoba - estetyka, panujące wciąż uczucie religijnej ekstazy, sceny musicalowe, dobra rola Seyfried i świetna muzyka. ale też fabularnie film ślizga się po powierzchni. nie wiem po tym seansie czym Ann Lee przyciągała ludzi, sama jej postać jest potraktowana dość płytko (nie mówiąc o drugim planie), a temat seksu i religii aż prosi się o lepsze wykorzystanie. nie pomaga też ślamazarne tempo i psująca klimat narracja z offu. mimo wszystko warto, bo jednak sporo tu dobra, po prostu nie opuszcza mnie poczucie zmarnowanego potencjału.
43
Alpha
2025
tu był potencjał na naprawdę dobre kino, ale został zaprzepaszczony przez niedopracowany scenariusz zaczynający wiele wątków, ale nie mający pomysłu na ich odpowiednie rozwinięcie, złe decyzje reżyserskie (co to za niepasujące needle dropy?) i nieciekawą stronę wizualną. są tu ciekawe pomysły, doceniam też, że to zupełnie inne kino niż Titane i Mięso, choć dalej eksplorujące wątki cielesne. i nawet jeśli jest to najsłabszy film Ducournau to dalej jest całkiem intrygujący. tylko nie jestem pewien czy pandemia hiv potrzebuje metafory.
i niezbyt wygórowana ocena. jakby wszystko w tym filmie jest ok, ale chyba mam już dość smutnego norweskiego kina terapii, naprawdę ile można. tym bardziej, że to wszystko już było i u Triera, i Haugerunda. plus czemu w pewnym momencie porzucono wątek uczennicy?
gdyby Burton z Del Toro chcieli nakręcić swoją wersję Leona zawodowcy. ładne to wizualnie (chociaż zamiast cgi wolałbym animatroniki), fajny Mikkelsen, okropna Weaver… ale poza stylówą ostatecznie nie ma tu nic więcej. z plusem.
46
przyjemne i słuszne kino coming-of-age o tym, że nie warto skupiać się tylko na tradycji i oczekiwaniach najbliższych. jest jednak zbyt przewidywalne i za dużo tu klisz, choć mimo wszystko warto. przydałoby się więcej muzyki.
oj no spodziewałem się dużo więcej. zerżnięty koncept z It Follows, tylko gejowski. to się nieźle ogląda, ale banał goni banał i zero zaskoczeń po drodze. amerykańscy krytycy - to, że ktoś ma fajny pomysł na horror, nie oznacza, że jest on od razu udany. z minusem.
48
Hamnet
2025
sory, ale #niepłakałemnahamnecie duże rozczarowanie, szantaż emocjonalny na maxa, ale jak tu się wzruszać jak ktoś zapomniał napisać porządne relacje między bohaterami. każda scena przeciągnięta na maxa tak żeby na pewno widz wiedział, że tak, teraz ma płakać. a użycie „On Nature by Daylight” Richtera jest mniej więcej tak oryginalne jak wykorzystanie motywu z Requiem dla snu w reklamach. z plusów - technicznie super, zdjęcia Żalą piękne, aktorsko bardzo dobrze i pierwsza połowa filmu jest naprawdę niezła, szczególnie gdy wchodzi w te metafizyczne strony. szkoda, ze w drugiej o tym twórcy kompletnie zapominają. z minusem.
fajny punkt wyjścia, świetny wizualnie, ale to nie był film na tak późną porę. klimatyczne, wierzę, że inni znajdą tam więcej niż ja, ale wlecze się to momentami strasznie i wątpię żebym wiele z tego zapamiętał.
a dajcie spokój z tymi zachwytami. Kieł i Mechaniczna pomarańcza z temu. dobrze zagrane, ale to wszystko już było i to lepiej zrobione, brak tu suspensu, jest to przewidywalne, a zakończenie głupie. Janek, weź wróć do Polski. z plusem.
naprawdę pobijcie mnie jeszcze jeśli raz dam się nabrać na powrót do formy Sorrentino. starcze bajania, te same tematy co zawsze, kilka fajnych scen i dialogów, dużo przestylizowania i gadania o niczym, pretensjonalności i płytkich wniosków do ładnego widoczku. Toni Servillo super, ale poza tym widziało się jeden film Sorrentino - widziało się wszystkie.
no kompletnie mi to nie podeszło. sam pomysł fajny, ale byłoby może lepiej gdyby ktoś inny to wyreżyserował i ktoś inny napisał xd bo intryga przez większość filmu jest żadna, bohaterowie co chwilę uciekają przed jakimiś Braćmi Be trochę nie wiadomo po co, nie ma tu ciekawych bohaterów, przez aktorzy poza Emily Blunt nie mają czego grać - a zmarnowanie Josha O’Connora to jest jednak jakaś sztuka. dialogi są okropne, scenariusz pełen idiotyzmów, a nawet tak ciekawe wątki jak wpływ istnienia UFO na katolicyzm nie dostają rozwinięcia. jest to też momentami strasznie archaiczne kino i po spielbergowsku infantylne. ale co ciekawe - prowadzi to wszystko do znakomitego finału. ostatnie 20 min ogląda się z ciarami.
po tym filmie zachciałem być hetero xd na momenty, ale ostatecznie pomysły kończą się po 20 minutach, w kółko powtarza te same żarty, najciekawsi bohaterowie są tu hetero, bo cała reszta jest strasznie antypatyczna, a całość jest tak dydaktyczna i waląca łopatą po głowie, że wyszedłem z sali bardzo zmęczony. to mogłaby być spoko krótkometrażówka, ale z tak leniwym scenariuszem to te 1,5h trwało jak 2,5.
cytując czyjąś recenzję z Letterboxd: tak to jest jak pozwala się zostać reżyserem komuś kto słynie z pięknych estetycznie moodboardów na pintereście. piękna katastrofa, podchodząca do oryginału z wrażliwością 14-letniej fanki Zmierzchu. ja jestem jak najbardziej za odważnymi adaptacjami wywracającymi treść książki, ale tu nic takiego nie ma. materiały promocyjne obiecywały freaky, odważny, kampowy i bezkompromisowy film, a dostajemy nudny romans z dwójką toksycznych, antypatycznych i strasznie jednowymiarowych bohaterów, którym nie wiem czemu mielibyśmy kibicować. zdjęcia, kostiumy i scenografia piękne, ale tylko podkreślają jaka to jest wydmuszka. ale przynajmniej dostaliśmy nowy album Charli! z minusem.
największy szrot tego roku chyba za mną. to ma fajny pomysł… i tyle. bo potem są egzaltowane dialogi, bohaterki, które zamiast normalnie ze sobą gadać pierdolą jakieś kocopoły, idiotyzmy scenariuszowe („mam urodziny? a to super pomysłem będzie zatrudnienie medium, bo co mam innego do roboty”) i końcówka, która spowodowała śmiech na sali. sory, ale poza dwiema fajnymi scenami nie da się tu nic obronić, nawet tych piosenek.