Nosferatu - symfonia grozy
Akademia pana Kleksa
Gwiezdne wojny: Część VI - Powrót Jedi
LISTA MOICH FILMOWYCH KAMIENII MILOWYCH
Lista klasyczna 17 tytułów
Ważne seanse, które kształtowały mój filmowy gust i miłość do kina. Zwłaszcza w dzieciństwie, ale i w erze dojrzewania kilka seansów mocno mnie przeorało. Ułożone w kolejności takiej jak je oglądałem.
Bajki, które obejrzałem u zarania, pomijam. Przejdę od razu do cięższego kalibru.
1984 (TVP) Miałem 7 lat i zaliczyłem ten kultowy obraz podczas "Kina nocnego". Przez jakiś czas dzieliłem pokój z dziadkami i udało się raz podejrzeć taki seans. Trochę zakrywałem się kołdrą i do dziś pamiętam co wtedy powiedziała babcia. "To tylko film". Ten prosty przekaz towarzyszył mi przez dziesięciolecia. Nigdy więcej nie bałem się na horrorze, choć niektóre bywały "niepokojące". Nosferatu nieźle namieszał mi w głowie. Traumatyczna scena: gdy hrabia podkrada się do leżącego na łóżku Thomasa, a na ścianie widać cień złowieszczej dłoni. Miazga!
1984 (KINO). Magia kina, magia wyobraźni. Nie można było wtedy lepiej trafić z kinem dziecięcym. Naturalnie później, w kinie zaliczyłem równie magiczne "Podróże".
1985 (KINO). Tak, to nie błąd. Zacząłem przygodę ze Star Wars od części VI. Jasne, że w niektórych wątkach się nie połapałem, ale i tak byłem ugotowany. To było coś stworzone specjalnie dla mnie. Byłem w niebie. Potem obejrzałem część V i ponownie VI. A jeszcze później część IV (bez podtytułu Nowa nadzieja), znów część V i jeszcze raz VI :). Oczywiście wszystko w kinie. W takiej kolejności zaliczałem starą serię. Dziwnie, ale i tak wyszło super.
1985 (KINO). Kolejny kamień milowy w kształtowaniu dziecięcej wyobraźni. Pokochałem, przygody, fantastykę, tak filmy jak i książki. Te chwilowe ucieczki od rzeczywistości, w krainy fantazji, to było coś pięknego. Traumatyczna scena: koń tonący w bagnie. Wówczas sala wybuchnęła.
1985 (KINO) Kaiju to było wtedy Coś. Pół klasy zaliczyło już w kinie jakiegoś Godzillę, więc postanowiłem spróbować i ja. Niestety mama coś źle wybrała i wylądowaliśmy na Gamerze. Niesamowite przeżycie. Dziś w porównaniu do Godzilli (którego też zaliczyłem, ale parę miesięcy później) zestarzało się gorzej, ale wtedy ryło psychiczkę.
1986 (KINO). Wpuszczali na to od 12 lat, ale szczęściem udało się znaleźć kino gdzie mieli na to wywalone. Cóż mogę powiedzieć. To już dojrzała przygoda pełną gębą. Człowiek zrozumiał czym jest nowoczesne kino amerykańskie ( w porównaniu do telewizyjnej ramówki wypełnionej bułgarsko, węgierskimi dramatami społecznymi). A Harrison Ford był dla mnie Bogiem.
1987 (KINO) Czego tu nie ma. Akcja, komedia, kung fu, fantasy, kicz i kozackie teksty. A to wszystko kapitalnie podane. Zero nudy. Jak ja to kochałem. W sumie byłem na tym trzy razy. Nie polecam wersji z VHS. Strasznie skopane dialogi. Najepsza wersja to ta z TVP z 1996 roku.
1987 (TVP) W niedzielne popołudnia zazwyczaj dawali westerny. Lepsze, gorsze. Lubiłem te seanse, ale żaden jakoś nie utkwił mi w głowie na dłużej. Aż pewnego razu w święta puścili "Siedmiu wspaniałych". Rety, ale jazda. Wgniatało w fotel. Niby staroć, a oglądało się pierwszorzędnie. Dodatkowo oglądałem to u znajomego na kolorowym odbiorniku. W domu mieliśmy jeszcze czarno białe.
1988 (TVP) To było "Kino nocne" albo któryś z podobnych seansów. Śpać mi się chciało, ale jakoś przykułem się do ekranu i dałem radę. Pierwsze moje spotkanie z wytwórnią Hammer, choć wtedy nie miałem o niej pojęcia. Mniej więcej w tamtym czasie pokochałem horrory, choć rzecz jasna za dużo ich nie oglądałem. Pamiętam, że w tym samym okresie zaliczyłem "Klub potworów", który wtedy dawali pod tytułem "Klub wampirów". Super.
1987 (TVP) Sylwester roku 1987. To był czas kiedy czekało się na święta czy nowy rok, bo zawsze dawali coś fajnego. Rodzinka zorganizowała sobie imprezkę w domu, a ja od małego stroniłem od wszelkich tego typu bzdur. Koło 22:00 zaszyłem się w jednym z pokoi z telewizorkiem i akurat dali "Wampiry". Kurde, co to był za odlot. Animacja zupełnie inna niż wszystkie jakie dotąd oglądałem. Trochę nawet jakby dla dorosłych. Nie wiem czemu, ale jakoś chwycił mnie ten klimat i sposób opowiadania. I przez wiele następnych lat prześladowało mnie wspomnienie (pozytywne) tego seansu.
1987 (KINO) Pierwsze takie mocne zderzenie z polskim filmem. To była szkolna wycieczka do kina. Chyba w jakąś rocznicę czy coś. Do dziś, uważam tę produkcję za jeden z najlepszych filmów wojennych w historii.
1988 (VHS) To była taka historia. Wakacje w Rabce. I jak to często bywało, w ośrodku była sala telewizyjna z video. Słynne wczasowe seanse, nawet czasem pisali na plakacie o której jaki film. Któregoś dnia, po tym jak skończyły się głupotki w styli "Akademi policyjnej", a było już około 20:00, ekipa (a były zawsze jakieś cwaniaczki co trzymały łapę na telewizorze) oznajmiła, że dzieci won, bo teraz będą brutalne filmy. Coś mnie tknęło i sam nie wiem czemu postanowiłem zostać. A były tam takie bardzo głębokie fotele, że praktycznie nie było widać jak w takim skulił się ktoś mojej postury. Przeoczyli mnie i puścili filmik. Patrzę a tu jakiś wrestling. Chyba nie za bardzo do mnie to będzie, pomyślałem i już zacząłem się zastanawiać jak się wymiksować po cichu z sali.
1988 (TVP)
1989 (TVP)
1989 (KINO)
1989 (KINO)
1989 (VHS)