Moja lista nie jest rankingiem, tylko jednym letnim wieczorem zapisanym w ośmiu filmach. Zaczyna się słońcem i morzem w „Luce”, przechodzi przez wakacyjne wspomnienie „Aftersun”, kino pod namiotem z „Moonrise Kingdom”, wielki ekran „Top Gun: Maverick” i „Szczęki” oglądane nad wodą. Potem zostają już tylko nocne światła „La La Land”, rozmowa „Przed wschodem słońca” i „Cinema Paradiso” na finał. Bo lato może się skończyć w kalendarzu. Na ekranie nie musi mieć napisów końcowych.