Nigdy nie rozumiałem, dlaczego ludzie zachwycają się słynnym uśmiechem Mony Lisy, skoro Mona Lisa jest zwyczajnie brzydka. Gdyby na obrazie Leonarda Davinci była Abbie Cornish, to bym rozumiał.
Średnio jej to wyszło w "Candy". Za bardzo rzucał się w oczy jej wątpliwy talent aktorski przy Ledgerze, może powinni byli jej wybrać gorszego aktora. Najgorzej jej wychodziło granie takiej zblazowanej, apatycznej dziewczyny, której na niczym nie zależy. Najlepiej - przewijanie się w tle.
Już oglądając „Jestem bogiem” coś mi w niej nie pasowało. Natomiast jej występy w kilku kolejnych filmach utwierdziły mnie w przekonaniu, że mimo iż ładna, to aktorką jest marną.