Bezsenność sprawia, że człowiek jest skazany na rozpamiętywanie swego życia. Nie znajduje ucieczki ani odpoczynku. Skłania też do refleksji. "…rozpad komunizmu jest światłym momentem ostatnich lat mego życia…". Tak brzmiały ostatnie słowa bohatera filmu, zapisane w liście jaki zostawił na kilka chwil przed śmiercią w 1989 roku. "Bezsenność" wybitny film dokumentalny Andrzeja Titkowa to głęboka analiza życia, działalności i duchowych przemian Leonarda Borkowicza, pierwszego powojennego wojewody szczecińskiego, ale też prezesa Centralnego Urzędu Kinematografii, odpowiedzialnego m.in. za sprzyjanie powstaniu "szkoły polskiej" i takich arcydzieł naszej kinematografii, jak "Kanał", czy "Popiół i Diament" – Andrzeja Wajdy.
Bohater dokumentu, pan Witold, wydaje się być dobrodusznym emerytem, z wyglądu przypominającym nieco św. Mikołaja. Zajmuje niewielkie, wypełnione pod sufit różnym sprzętami mieszkanko. Z braku funduszy chodzi na obiady do Domu Dziennego Pobytu Rencistów na warszawskiej Ochocie. Przed kamerą zwierza się ze swego niezbyt udanego życia: samotnym dzieciństwie, fiasku małżeństwa i tragicznym epizodzie z przyjacielem. W jego opowieściach najwięcej miejsca zajmują kobiety: od pierwszej miłości do naznaczonych jego nieśmiałością kontaktów z nimi przed obiektywem. Pan Witold, niegdyś fotograf amator, marzy o zrobieniu wystawy swoich prac. W rzeczywistości jednak bohater filmu ma w swym życiorysie o wiele ciekawsze dokonania: w maju 1991 roku założył pierwszą w Polsce agencję towarzyską o nazwie „Integracja”. Wkrótce od tego typu miejsc zaroiło się w kraju, jego zaś – upadła. Próbował różnych zajęć, aż zajął się sutenerstwem… Uważa, że najlepiej w życiu wychodziło mu to, z czego musiał zrezygnować.
Obraz przedstawia postać jednego z najsłynniejszych polskich poetów i prozaików Antoniego Słonimskiego. Zmarły w 1976 roku Słonimski był jedną z najbardziej znaczących postaci życia literackiego i umysłowego w dwudziestoleciu międzywojennym, która tworzył także w Polsce Ludowej. W czasie II wojny światowej przebywał w Paryżu, a następnie w Londynie. Do Warszawy wrócił w 1951 roku, aby kilka lat później zostać prezesem Związku Literatów Polskich. Film Andrzeja Titkowa ukazuje dwa światy - ten bliski Słonimskiemu, w czasach gdy tworzył najwięcej i ten dzisiejszy, w którym śladów po poecie zostało niewiele. Miejsca, w których mieszkał i w których spotykał się z przyjaciółmi, opiewane przez niego urocze zakątki starej Warszawy, które przestały istnieć, słynne kawiarnie, w których dawnych siedzibach obecnie znajdują się sklepy. Czy gdzieś jeszcze możemy odnaleźć tego dawnego ducha stolicy, który towarzyszył poecie podczas jego największej twórczości?
Gustaw Herling-Grudziński opowiada o swoim życiu począwszy od dorastania na Kielecczyźnie, poprzez pobyt w lagrze, aż po los emigranta i starość w Neapolu.
Dzięki filmowi dokumentalnemu Andrzeja Titkowa poznajemy losy Helmuta Kajzara. Podczas studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim współpracował z Teatrem 38. W latach 1965-1969 studiował na Wydziale Reżyserii warszawskiej PWST. Od 1968 współpracował z instytucjami w Warszawie i we Wrocławiu ("Śmieszny staruszek" Tadeusza Różewicza w Teatrze Polskim, 1968 i "Bolesław Śmiały" Stanisława Wyspiańskiego, 1969). Dokonania Helmuta Kajzara nie przeszły niezauważone za granicą. Dramaturg nawiązał kontakty i współpracował z wieloma teatrami zagranicznymi (m.in. w Getyndze, Londynie, Tybindze). Inscenizował własne dramaty, np. "Paternoster" (prapremiera 1969, reż. Jerzy Jarocki), "Rycerz Andrzej" (Teatr Studio, Warszawa 1975), "Trzy krzyżyki". Adaptował sztuki Różewicza: "Akt przerywany", "Stara kobieta wysiaduje", Witolda Gombrowicza "Ślub" i innych autorów. W jego dorobku nie brakuje wnikliwych esejów. Helmut Kajzar zasłynął jako twórca Manifestu Teatru Metacodziennego.
Film dokumentalny Andrzeja Titkowa zamyka napis: "Podjęliśmy tę niełatwą decyzję pokazania naszych autentycznych, intymnych przeżyć w nadziei, że pomoże to innym ludziom, Grupa Treningowa Laboratorium psychoedukacji, listopad 1987." Jego bohaterami są uczestnicy sesji terapeutycznej oraz prowadzący ją Wojciech Eichelberger. Podczas zajęć uczą się przede wszystkim wyrażania uczuć. Tytułowe zdanie odnosi się do niemożności dania i uzyskania tego, czego się pragnie od swoich najbliższych. To ona staje się główną przyczyną rozpaczy i lęku. W opowieściach bohaterów powraca dojmujące poczucie braku miłości i ciepła. W końcowej wypowiedzi Eichelbergera wybrzmiewa najważniejsze zalecenie dotyczące uważności, odwagi i zrozumienia dla innych ludzi: "Czujesz się tak jak żyjesz, to samopoczucie trzeba pielęgnować". Czułe i czujne oko kamery ukazuje moment, w którym nazwane zostają fundamentalne potrzeby i wyrażone przez lata tłumione emocje. Jacek Petrycki filmuje w bliskich planach, co pozwala dostrzec każdy grymas twarzy i gest. Powracające niczym lejtmotyw sekwencje plenerowe, przedstawiające pacjentów podczas zajęć fizycznych zrealizowano w odleglejszych planach, umożliwiających refleksję i kontemplację pięknego otoczenia Laboratorium.
Film eksperymentalny. Filmowy portret pisarza. Osią filmu jest rozmowa z Tadeuszem Konwickim. Drugą warstwę tworzą cytaty filmowej twórczości Konwickiego. Kolejną - liczne fragmenty dokumentalne z przełomowych momentów naszej historii. Esej o człowieku, artyście i historii, której był świadkiem i którą współtworzył.
Po niesłusznym odebraniu prawa do wykonywania zawodu lekarza, Roman Bognar przeprowadza się na wieś, by znaleźć prawdziwego sprawcę eutanazji i odzyskać swoje dobre imię.
"W takim niedużym mieście" to pierwszy, samodzielny film zrealizowany przez Andrzeja Titkowa po ukończeniu Szkoły Filmowej w Łodzi. Choć jego autor należy do pokolenia tzw. "nowej zmiany" jego kariera rozwija się nieco wolnej niż Zygadły czy Łozińskiego. Kontrowersje wzbudził już szkolny film Titkowa zatytułowany "Dom" (1967). Trudno mu było znaleźć miejsce w zawodzie. Współpracował z Krzysztofem Kieślowskim przy "Byłem żołnierzem" (1970), asystował Wajdzie. W końcu zrealizował debiutancki dokument w Wytwórni Filmów Dokumentalnych w Warszawie. Wpisuje się on wyraźnie w poetykę proponowaną przez debiutujących w tym okresie twórców "nowej zmiany", choć z pewnością bliżej mu do kreacyjnych dokumentów Piwowskiego niż obserwacji Kieślowskiego czy Łozińskiego. Podobnie jak oni, Titkow stosuje metodę pars pro toto - małe miasteczko staje się metonimią Polski. Stawia tym samym diagnozę dotyczącą kondycji moralnej polskiego społeczeństwa. Jest to obraz krytyczny, ale przyprawiony dowcipem, ironią bliską poetyce debiutu Marka Piwowskiego "Pożar, pożar, coś nareszcie dzieje się" (1967). Podstawową metodą twórczą Titkowa, zastosowaną w tym filmie, jest inscenizacja: przemarszu orkiestry dętej, sceny rozstania pary kochanków, i wreszcie - kluczowej dla filmu - sceny zebrania grupy młodych poetów. Ostatni z tych wątków powraca dwukrotnie. W drugiej odsłonie młoda poetka czyta swój wiersz o codzienności małego miasteczka, podczas gdy jeden z jej kolegów zajada kiełbasę, a następnie krytykuje kobietę za poruszanie nieistotnych spraw i nadmierny pesymizm. Titkow w ten sposób z dystansem przedstawia sytuację twórcy kultury w PRL, środowiska, które reprezentował jako poeta i filmowiec.