Powiem od razu - jego "sztuka" wogóle do mnie nie przemawia. Humor kompletnie nie budzi we mnie śmiechu (cokolwiek by nie mówić, jest prymitywny), bohaterów tegoż dzieła ciężko mi polubić (Nooo, może z wyjątkiem pani Frau :D), przeładowane przekleństwami (i to bez pożytku, bo ani to śmieszne, ani obrazujące). Grafika jest w porządku (to, że nie jest fenomenem, to ja wiem, ale podobają mi się te szaro-bure odcienie), choć animacja mogła być lepsza. Fajnie, że jakiś Polak postanowił zrobić satyrę na polską rzeczywistość - pan Kędzierski sam w jednym wywiadzie to powiedział. I ma rację - dzieciaki są kochane, dopóki nie jest się na tyle blisko, żeby wiedzieć, co mówią i słyszą. I co by nie mówić, to nie jest fajne - przekleństwa zamiast interpunkcji, kompletny brak szacunku dla drugiego człowieka i tego typu zachowania. Taką mamy rzeczywistość. Tym bardziej pan Bartosz traci w moich oczach, że miał potencjał, ale go nie wykorzystał. Bo pochwala takie zachowanie, pokazuje, że wszystko jest w porządku, że to śmieszne. Zero przesłania.
Wiem, brzmię jak stara babcia, która nie może przywyknąć do tego, że świat się zmienia. Ja też oglądam/czytam rzeczy przepełnione wulgaryzmami - ale mają one zazwyczaj jakieś zastosowanie (polecam komiks "Skradziona Dusza"). Oglądam czasem przemoc dla czystej rozrywki (te wszystkie anime i komiksy o superbohaterach). To wszystko, jeżeli nawet przesłania nie niesie, to przynajmniej bawi. Tego dla mnie we "Włatcy Móch" zabrakło.
W sumie, mogę pisać teraz co chcę, bo i tak nie będzie nikt tego czytał :), ale jestem trochę zmęczona.
Pozdrowienia i niech kisiel waniliowy będzie z Wami ^^