Trzymające w napięciu kino policyjne, zabawna komedia, a może niespodziany bromans? Pewne jest, że fabuła "Cop Secret" pełna jest niespodzianek, podobnie zresztą jak biografia reżysera Hannesa Þóra Halldórssona. To były zawodowy piłkarz, który z reprezentacją Islandii występował na największych sportowych imprezach – Euro 2016 czy mistrzostwach świata w 2018 roku. Po zakończeniu kariery postanowił spróbować swoich sił za kamerą. Jego reżyserski debiut w interesujący sposób rozprawia się nie tylko z klasycznym "męskim" gatunkiem, jakim jest film policyjny, ale i w ogóle z definicjami męskości. Bohaterami filmu są dwaj stróże prawa – twardy glina Bússi oraz znacznie bardziej wyluzowany Hörður. Wspólnie rozpracować mają tajemniczą serię napadów na banki, do jakich dochodzi w okolicy. Im bardziej zagłębiają się w kryminalną intrygę, tym mocniej przekonują się też, że może łączyć ich coś więcej niż jedynie doprowadzenie śledztwa do pomyślnego końca. Wszystko to sprawia, że "Cop Secret" to błyskotliwa, nieco oldschoolowa parodia buddy movies i ciekawy głos w sprawie toksycznej męskości.
Introwertyczny, z pozoru miły nauczyciel angielskiego Parker Sithole, z wielką pasją do dobrej literatury, przybywa do małego miasteczka przy granicy z Zimbabwe. Jako człowiek "o nieposzlakowanej opinii", ma objąć posadę w lokalnej szkole średniej. Już pierwszego dnia w lokalnym barze spotyka olśniewającą młodą kobietę, w której zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Nazajutrz dziewczyna wkracza do jego klasy – nowa miłość okazuje się być owocem zakazanym. Tym niemniej Parker nie potrafi pozbyć się obsesji na punkcie ponętnej uczennicy, oczekując odwzajemnienia swoich afektów. Zakazana miłość nauczyciela angielskiego ze studentką to koniec niewinności dla obojga.