Ci dwaj musieli budzić spore zdziwienie. Mr. Satan i Adam. Podstarzały czarnoskóry ekscentryk i biały chłopak, którzy grali razem płomiennego bluesa na ulicach Harlemu. To były lata 80., okres silnych napięć na tle rasowym. Oni jednak zachowywali się tak, jakby nie istniały żadne podziały i konflikty. A do tego byli świetni w tym, co robili. Z czasem ich niezobowiązujące muzykowanie zmieniło się w karierę. Rosnące grono fanów, koncerty z prawdziwego zdarzenia, kontrakt płytowy. Mogło się wydawać, że przyszłość należy do nich. Niestety Szatan nagle zapadł się pod ziemię, kładąc kres działalności duetu. Dokument Scotta Balcerka - którego realizacja zajęła ponad dwie dekady - opowiada o przerwanej znajomości, a także o późniejszych losach obu artystów. To film, który zaczyna się jak miejska anegdota, aby stopniowo nabierać coraz większego rozmachu i emocjonalnego ciężaru.
Larry Marley (Tom Vaughan-Lawlor) jest członkiem IRA, który trafia za kratki w 1977 roku. W trakcie pobytu w więzieniu coraz poważniej zaczyna myśleć o planie ucieczki. W końcu nawiązuje kontakt ze strażnikiem Gordonem Close'em (Barry Ward). Mimo że mężczyzn dzieli wszystko, Marley zdaje sobie sprawę, że Close może być bardzo przydatny w skutecznej organizacji spektakularnej ucieczki grupy więźniów.