Wybitny reżyser Mike Nichols w 1975 r. zrealizował "Fortunę", stanowiącą mieszankę slapstikowej farsy z czarną komedią, której akcja została osadzona w realiach lat 20. Freddie (Stockard Channing), spadkobierczyni ogromnej fortuny, ucieka z luksusowej posiadłości rodziców na Long Island. Pragnie spotkać się z kochankiem Nickym Stumpo (Warren Beatty). Oboje zamierzają uciec do Kalifornii. Niestety, według prawa, granicę stanu może przekroczyć tylko w towarzystwie męża. Jej ukochany jest już żonaty, więc małżeństwo jest niemożliwe. Na szczęście przyjaciel Nicka, Oscar Sullivan (Jack Nicholson), który jest kawalerem, godzi się na taki układ. Świeżo upieczeni małżonkowie, w towarzystwie "brata" panny młodej, wyruszają w drogę. Obaj panowie mają ogromną słabość do towarzyszki podróży. Freddie zauważa, że zależy im tylko na jej bogactwie i postanawia przekazać cały majątek na cele dobroczynne. Nicky i Oscar chcą pozbyć się Freddie, żeby zgarnąć tytułową fortunę...
Gashade (Warren Oates) powraca do swojej kopalni. Zastaje tam przerażonego Coleya (Will Hutchins), swojego przyjaciela oraz świeży grób drugiego wspólnika -Lelanda. Coley opowiada mu o okolicznościach śmierci Lelanda, rzekomo zastrzelonego przez nieznanego sprawcę. Wyjaśnienie to powiększa jedynie nieufność Gashada, który łączy zabójstwo wspólnika z ostatnimi wypadkami, w które zamieszany był jego brat - Coin. Następnego dnia w obozie poszukiwaczy pojawia się tajemnicza kobieta (Millie Perkins), która składa im intratną propozycje w zamian za pomoc w dotarciu do Kingsley. Gashade przyjmuje ofertę przeczuwając, że nieznajoma ma jakiś związek ze śmiercią jego wspólnika. Nie zdaje sobie sprawy, że został wplątany w diabelską intrygę... Wkrótce do podróżnych dołącza Billy (Jack Nicholson), rewolwerowiec wynajęty przez kobietę. Powoli podróż przemienia się w polowanie. Film nakręcony przez duet Hellman/Nicholson wraz z Niesłusznie oskarżonymi. Uważany jest za jeden z pierwszych westernów egzystencjalych (lub acid westernów wg. nowszej terminologii). Prawdopodobnie jedynie rozkwit kariery Nicholsona uratował ten film przed zapomnieniem. Dopiero na początku lat 80. krytycy zaczeli wypowiadać się o nim pochlebnie, porównując go nawet z dramatami Kafki. Podkreślali m.in. niesamowity klimat wyprawy, sposób budowania napięcia i finał, który można określić jako jeden z najlepszych w historii gatunku.