Historia o powrocie zrabowanych skarbów. 26 obiektów opuszcza Paryż, by po ponad stu latach znaleźć się w Królestwie Dahomeju – dzisiejszym Beninie. W szerszym ujęciu: to opowieść o kolonizacji oraz o tym, co buduje naszą tożsamość, także narodową.
Paryż, 2039 rok. Grupa aktywistów ekologicznych znika po tym, jak zostali zaatakowani podczas protestu. Jedna z nich, Julia, budzi się w nieznanym jej miejscu zwanym "Planetą B".
Dakar. Robotnicy na budowie futurystucznej wieży domagają się kilkumiesięcznych, zaległych wypłat. Jeden z nich zakochany jest w Adzie, która obiecana została innemu mężczyźnie.
Haitańskie voodoo i czarna magia w paryskiej szkole z internatem. Bonello splata dwa wątki: historię Clairviusa Narcisse’a, uznanego na Haiti w 1962 roku za pierwszy potwierdzony medycznie przypadek zombifikacji, i perypetie jego wnuczki uczącej się w ekskluzywnej szkole dla dziewcząt. W efektownym horrorze w stylu giallo Francuz przemyca postkolonialny przekaz. W przeciwieństwie do tradycji pokazywania nieumarłych jako alegorii politycznych Bonello świadomie sięga do genealogii zjawiska i skupia się na etnograficznych źródłach. Bada kulturę voodoo od jej początków po postkolonialną manifestację we współczesnej Francji. Haitańska część filmu pokazuje rytualny i polityczny kontekst voodoo nieobecny w kinie, z wyjątkiem "Divine Horsemen" Mai Deren (1985), "Souvenance" (1991) Thomasa Harlana i "Royal Bonbon" (2001) Charles’a Najmana, któremu "Zombi Child" jest zresztą dedykowane. Bonello pokazuje, że ta synkretyczna, zabarwiona chrześcijaństwem mieszanka różnych afrykańskich kultów animistycznych była odpowiedzią na handel niewolnikami. W drugiej, paryskiej historii jest odwrotnie: voodoo odbija się echem w zachodniej wyobraźni, popkulturowych kodach i figurach, które znamy z niezliczonych filmów klasy B. Zombifikacji ulega Zachód.
Reżyserka Jessie Jeffrey Dunn Rovinelli zrealizowała swój film jako na poły dokumentalną, na poły teatralną adaptację eksperymentalnej powieści niemieckiego autora Ronalda M. Schernikaua. Akcja przeniesiona zostaje z z Berlina lat 80. do współczesnego Nowego Jorku: transseksualna artystka Tonia (w tej roli reżyserka) przyjeżdża do swojego chłopaka Franza i mieszka z nim w queerowej komunie. Mieszkanie dzieli z nimi inna para – Paul i Erika. Sceny z ich życia codziennego – rozmowy, spacery, seks, imprezy, obcowanie ze sztuką, polityczny aktywizm – zestawione są z sekwencjami czytania tekstu Schernikaua. Rovinelli znajduje dla swojej opowieści niezwykłe tempo: powolny ruch kamery, jasne kadry, prostota kompozycji budują atmosferę spokoju i oddechu. To wspólnota miłości, empatii, a przede wszystkim radykalnego otwarcia i odrzucenia sztywnych norm i podziałów. "So Pretty" mówi o utopii – pięknej i kruchej, biorąc pod uwagę obecny polityczny klimat.
Podczas przemówienia z okazji otrzymania nagrody za całokształt Nicolas Chauvin – żołnierz, weteran Pierwszej Armii Republiki Francuskiej w czasie wojen napoleońskich oraz ojciec szowinizmu, po którym nosi nazwisko – rozpoczyna wielki monolog i wspomina historię swojego życia. W punkcie zwrotnym upiorne spotkanie wstrząsa jego (nie)egzystencją.
Victor i Rainer to dwaj typowi młodzi francuscy hipsterzy. Jadą właśnie do centrum Paryża na melanż. Popijając Red Bula rozmawiają o Stone Roses i o tym, co ich czeka. W klubie Victor poznaje przypadkowe dziewczyny. Rainer wpada w oko chłopakowi. Testosteron buzuje, wymiana zdań kończy się bójką. Wszystko wygląda jak zwykła noc spędzona na mieście. Do czasu.