Już pierwsza scena filmu jak w soczewce skupia jego główny temat: kryzys męskości. Reporterka i operatorka nagrywają starszego reżysera Pettera, który kręci film o narodowym herosie Fridtjofie Nansenie. Mężczyzna wspomina, że w "jego czasach" kobiety rzadko stawały za kamerą. Gdy obok wybuchają fajerwerki, Petter kuca i chowa się lękliwie za murkiem. Szowinista? Tchórz? Hipokryta? Te pytania będą nam towarzyszyły wraz z rozwojem tej historii, jednej z trzech przeplatających się w ciągu jednego dnia we współczesnym Oslo. Bohaterami pozostałych są osamotniony w rodzinie i szkole Erik oraz Harald, pozbawiony właśnie zasiłku dla bezrobotnych. Obaj reagują na utratę kontroli narastającą frustracją i wybuchami agresji. Przyczyn szukają jednak na zewnątrz: w parytetach wywalczonych przez kobiety czy wrogim systemie społecznym. Debiutująca w pełnym metrażu reżyserka – niczym Haneke – uważnie podpatruje drobne gesty i sytuacje, w czym pomaga jej precyzyjny scenariusz.
Espen "Ash Lad" (Vebjørn Enger) jest synem biednego farmera, którego dom popada w ruinę. W związku z tym, razem z braćmi wyrusza w niebezpieczną podróż, której celem jest uratowanie księżniczki z rąk podłego trolla znanego jako "Król Gór". Gdy plan się powiedzie, chłopcy za wyznaczoną nagrodę będą mogli uratować swoje gospodarstwo.
Jedenastoletni Gilbert jest nowy w mieście i gotowy na lepsze życie. Wszystko, co musi zrobić, to ukrywać swoją okropną alergię na jajka, szczególnie przed Lise - sąsiadką z naprzeciwka.
Do norweskiego miasteczka, w którym przez 24 godziny na dobę świeci słońce, zostaje wezwany szwedzki detektyw, aby zbadać sprawę tajemniczego morderstwa młodej dziewczyny. Podczas pogodni za sprawcą popełnia jednak błąd.