Aż trudno uwierzyć, że czescy twórcy byli w stanie nakręcić film tak mocno przesycony katolicyzmem. Portretowany na ekranie ksiądz Marián Kuffa sprawia wrażenie, jakby wziął sobie do serca tytuł książki Mariusza Szczygła "Zrób sobie raj". W małej miejscowości w słowackich Tatrach od lat prowadzi ośrodek dla bezdomnych, alkoholików, narkomanów i wszelkiej maści outsiderów. Realizowany przez pięć lat "Oprzyj drabinę o niebo" to krzepiący reportaż ze swoistego azylu dla odrzuconych. Jana Ševčíková stara się uchwycić na ekranie niepowtarzalną atmosferę miejsca, w którym życie toczy się jednocześnie w rytmie pieśni kościelnych i dawnych szlagierów zespołu Deep Purple. Doświadczona dokumentalistka po raz kolejny zajmuje się ludźmi zepchniętymi na margines życia społecznego. "Oprzyj drabinę o niebo" nie jest też pierwszym filmem czeskiej twórczyni poświęconym funkcjonowaniu wspólnoty religijnej.
Jest rok 1982, mroczny okres komunistycznego reżimu. Tajny agent policji Rusnák i jego kolega dostają rozkaz, aby śledzić dysydenta Sýkorę. Od jego przyjaciela, zakazanego pisarza dowiadują się, że Sýkora ma kochankę. Banalna zdrada małżeńska staje się narzędziem szantażu. Jednak wszystko się komplikuje, kiedy Rusnák zakochuje się w kochance Sýkory.
Miasto Gyumri w Armenii ucierpiało podczas tragicznego trzęsienia ziemi 7 grudnia 1988 roku. Dokładna liczba ofiar nie jest znana. Oficjalnie było to 25 tysięcy ludzi, nieoficjalnie – trzy razy tyle. Jedną trzecią stanowiły dzieci. Przez dwadzieścia lat mieszkańcy Gyumri starali się zapomnieć o katastrofie, pogodzić z utratą i zaakceptować nowe potomstwo. Dzieci narodzone po kataklizmie często noszą imiona swoich zmarłych braci lub sióstr, których nigdy nie miały okazji poznać. Niekiedy rodzicom kolejne dzieci w swoisty sposób zastępują te utracone. Wielu ludzi nie potrafi powrócić do normalnego życia: poszukują zaginionych krewnych, urządzają domowe muzea pamięci. Przez cztery lata Jana Ševčíková zbierała relacje na temat katastrofy. W swoim filmie zaznajamia nas z ogromem rozpaczy tych, którzy stracili najbliższych. Tych, których rany w duszy są ciągle niezagojone. Nie epatuje jednak ludzkim cierpieniem. Bardziej ją interesują sposoby radzenia sobie z nim. Reżyserka uświadamia nam wieloletnie skutki trzęsienia ziemi. Żyje drugie pokolenie jego ofiar – dzieci urodzone po kataklizmie. Dzisiejsze nastolatki nie tylko dźwigają brzemię wspomnień o utraconych braciach i siostrach, lecz także są bezustannie porównywane z wyidealizowanym rodzeństwem. Autorce udało się przedstawić obraz zbiorowej traumy i jej konsekwencje. Niezwykły klimat filmu tworzą wspomnienia ludzi wydobytych spod gruzów, niesamowite opowieści o wyostrzeniu zmysłów na chwilę przed katastrofą, a także historie o mocy udzielanej przez duchy zmarłych. Splatając różne narracje, Ševčíková balansuje między trzymającym w napięciu reportażem a przenikliwą pracą antropologa zainteresowanego sposobami, za pomocą których tradycyjna kultura przetwarza zbiorowe doświadczenie.
Jana Ševčíková porzuca Europę na rzecz Japonii, gdzie odnajduje Min Tanakę, artystę i lidera japońskiej trupy teatralnej Mai-Juku. Ich językiem jest ciało, nie słowo, ruch, nie litera. Swojej sztuki Min Tanaka uczy ludzi z całego świata. Taniec i gesty pozwalają im uwolnić się od tego, co racjonalne i świadome. Niektórzy powracają co roku, inni zostają na miejscu na długie lata.