Zakładając zespół TOFOG, Russell pokazał, że jest nie tylko świetnym mężem, ojcem i aktorem, ale także piosenkarzem, który sprawdza się doskonale na każdym podłożu muzycznym. Od pop'u, przez jazz do rocka. Zaryzukuję stwierdzenie ideał aktorstwa i śpiewu. Przykład jak zwykły chłopak po nieksończonym liceum może stać się gwiazdą.
Kilka tytułów jego piosenek o zupełnie innych brzmieniach ;)
"All the white circles"
"Never be alone again"
"What you want me to forget?"
"High horse honey"
Zgadzam się z przedmówczynią! Naprawdę zespół i utwory są godne posłuchania. Ja wymienię też kilka utworów, które utkwiły mi w głowie takie jak chociażby:
"The Photograph Kills"
"Inside Her Eyes"
"Sail Those Same Oceans"
czy też:
"The Rest Of The Day"
"Falling"
Jednymi słowy TOFOG stał się jednym z moich ulubionych zespołów i z pełnym przekonaniem polecam go innym miłośnikom dobrej muzyki ]:-)
mi najbardziej podoba się
"The Photograph Kills"
"all the white circles"
"never be alone again"
"judas cart"
:) bardzo fajne:) Russell Crowe rządzi i tyle:)
Wiele osób, które nigdy nie słyszały ich brzmienia, ocenia ten zespół na podstawie tego, że śpiewa w nim facet, którego znają z "Gladiatora". Ja długo się opierałam, ale w końcu posłuchałam kilku kawałków i muszę przyznać, że byłam mile zaskoczona - szczególnie głosem Raska. To jest tym bardziej zaskakujące, że wielu znanych aktorów biorących się za śpiewanie nie wypada w tej roli najlepiej. Dobrym przykładem może być tu Brad Pitt - słyszałam go kiedyś na jakiejś zbiorczej płycie Hollywoodzkich aktorów (TOFOG też sie tam pojawił). Co tu dużo mówić - żenada. Tym bardziej oklaski dla naszego Nowozelandczyka. Nie dość, że dobrze śpiewa, to jeszcze sam pisze piosenki. Żadnych coverów, żeby natrzaskać kasę. Tak trzymać!
no, dokładnie:) na głos Russella zwróciłam uwagę jeszcze zanim poznałam TOFOG i jakoś go sobie przyswojiłam:) podoba mi się:) sympatyczny zespół:)