Niewielu gości ze światka filmowego szanuję tak, jak tego pana. Wcale nie jest dobrym aktorem, ale w tym właśnie jego fenomen. Urodził się taki, a nie inny, ma fatalną dykcję, jak sam przyznaje nie jest też najmądrzejszy, ale ma cholerną determinację. I to widać. Ten gość nie jest gwiazdą dlatego, że urodził się z...
a nie żaden Michael, jak wymyślił jakiś durny internauta. "Michael", tak jak i "Sly" oraz "Italian
Stallion" to jego pseudonimy. Jego drugie imię to nie "Enzio", tylko Gardenzio.
Proponowałbym też usunięcie z jego filmografii takich filmów, jak: Death Wish i Rambo: The
Last Stand a dodanie The Tomb (2012)....