Wyprodukowane przez Stevena Soderbergha sci-fi to opowieść o świecie przyszłości, w którym ludzkość zależna jest od cudownego serum zapewniającego wieczną młodość. Stworzony przez genialnego naukowca, Sterlinga Pierce'a eliksir uzależnia jak narkotyk i doprowadza naszą cywilizację do ruiny. Zwłaszcza odkąd znalazł się w rękach wyzutego ze skrupułów Sterlinga Juniora. Gdzieś z gwiazd na ratunek światu przybywają tajemniczy bracia, którzy porywają potentata, odpowiedzialnego za zmonopolizowanie młodości. Film napisany i wyreżyserowany przez Eddie'ego Alcazara to ponura rozprawa o śmierci i odrodzeniu, komentarz na temat kapitalizmu i naszej obsesji na punkcie młodości i atrakcyjnego wyglądu. Ludzie zażywający serum Divinity mają młode powłoki, ale ich umysły odmawiają już posłuszeństwa. Zniewoleni przez obietnicę nieśmiertelności tracą zdolność myślenia i oceny. I dlatego tak łatwo nimi manipulować.
Para zakochanych wyrusza w podróż, by spędzić romantycznie weekend. Po drodze zatrzymuje się na stacji, gdzie Brea spotyka przerażoną kobietę, która wrzuca jej niepostrzeżenie do torby swój telefon.
Grzebanie się w oczyszczalni ścieków to na pewno nie idealna wizja życia, ale Chip to w gruncie rzeczy łajza. Jego jedyną zasługą jest fakt, że ma świetną dziewczynę Lizę. Wprawdzie jej główny wkład w ich relację to pieniądze od jej sponsora, ale każdy związek ma swój urok. Gdy dziewczyna proponuje, by okraść jej "dobroczyńcę", odkrywa przed Chipem swoją ciemną stronę, której chłopak nigdy nie zauważył lub nie chciał widzieć. Teraz Chip ma broń w dłoni, 68 000 dolarów, dziewczynę w bagażniku i niecałe 24 godziny na to, żeby posprzątać cały ten bałagan. Ale będzie musiał nieźle się nagimnastykować żeby przetrwać w świecie zabójczych, pewnych siebie kobiet, które dokładnie wiedzą czego chcą i wiedzą jak to zdobyć. Chłopak musi poradzić sobie już nie tylko z Lizą (AnnaLynne McCord) ale i nie mniej okrutną Monicą (Sheila Vand, "O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu"). Te kobiety to nastawione na cel diablice, które ani myślą wchodzić w rolę biernych nimf potrzebujących wsparcia lub ratunku ze strony faceta.„68 Kill” to prawdziwa petarda. Twórcą filmu jest Trent Haaga, współtwórca scenariusza do "Cheap Thrills". Za przedstawianie przemocy w sposób iście rockandrollowy mógłby z powodzeniem przybić piątkę z Quentinem Tarantino. Mamy w tym koktajlu składniki przyprawiające o przyjemny zawrót głowy: od niewybrednego, ostrego poczucia humoru, po szybkie tempo, nieoczekiwane zwroty akcji i komiksową estetykę. I cieszy fakt, że reżyser odwrócił wszystkie sztampowe role damsko-męskie, znane z wielu filmów epatujących przemocą. Dawno nie było w kinie obrazu tak boleśnie dającego w kość stereotypom.