"Co ty właściwie robisz całymi popołudniami?" - pyta Agnes swojego ekschłopaka. Choć w zasadzie zna odpowiedź. Konstantin spędza wolny czas na pisaniu. To syn Irene, która jest aktorką i siostrą Aleksa, podupadającego na zdrowiu pisarza. Pisarzem jest też Max, nowy partner Irene. Trudno połapać się w gmatwaninie relacji i uczuć, jakie podglądamy w letnim domu na brzegu jeziora, niedaleko Berlina. W Popołudniu widzimy ludzi, którzy wspólnie spędzają czas, w miarę sumiennie odgrywając role synów, córek, matek, kochanków. Jednocześnie odnosimy wrażenie, że wszyscy bohaterowie próbują wymknąć się z tego losowego castingu. Wydają się nieobecni, a łączące ich więzi wątłe. Jedno letnie popołudnie zamienia się w kolejne, a upływ czasu zaznaczony jest obecnością przedmiotów, które dopiero co były w użyciu, a teraz leżą porzucone. Równocześnie trwają przygotowania do inscenizacji "Mewy" Czechowa, w której gra Irene. Jedynie w teatrze może odetchnąć z ulgą, być kimś innym.
Dwie pary, które nie mogą sobie zaufać. Młoda pisarka i odwiedzający ją mężczyzna próbują się do siebie zbliżyć, lecz ich związek sprowadza się do sporadycznych dialogów i dotknięć. Druga para mieszka po przeciwnej stronie ulicy, a może jest tylko wytworem wyobraźni pisarki? Jest tu też zaglądająca ludziom w okna kobieta oraz redaktor, wymagający od pisarki "większej gotowości do poświęceń”. Film dyplomowy Angeli Schanelec ujawnia już w pełni rozwinięty język filmowy. Relacje międzyludzkie – smutne, zabawne i niezręczne – pokazane są z dystansu i wymagają od widza skupienia, by rozplątać nitki zależności między bohaterami. A przedstawiony z topograficzną dokładnością Berlin jest terenem fikcyjnych możliwości i subiektywnych, jednoosobowych dramatów.