Jak to by było być Norwidem? Bo wszyscy mówią, że geniusz, ale że dziwak, że samotnik, że nieszczęśnik, że nikt go nie rozumiał, że z życiem niespecjalnie dał sobie radę, że skazany na zły los, że kochał w uniesieniu bez wzajemności, zmarł w biedzie w przytułku, a i po śmierci pochowano go obok tych, których specjalnie nie lubił. A co jeśli to mit? Co jeśli Norwid był towarzyski, lubiany, współpracował z Polonią na emigracji? Co jeśli się stylizuje, bo jego wybór wynika z obserwacji życia?
Dokumentalny film "Tobruk 1941" przedstawia dramatyczną historię polskich żołnierzy podczas II wojny światowej w Północnej Afryce. Produkcja skupia się na udziale Polskiej Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich w obronie twierdzy Tobruk w okresie od 3 października do 26 listopada 1941 roku. Historia obejmuje również kolejne działania SBSK w bitwach pod Ghazallą i operacjach w Cyrenajce. Choć hasło "Tobruk" funkcjonuje powszechnie w świadomości Polaków jako symbol bohaterstwa i oporu, szczegóły militarnych walk o to strategiczne miasto pozostają mało znane. Film wypełnia istotną lukę w pamięci historycznej społeczeństwa, dokumentując zapomniane rozdziały polskiego udziału w konflikcie światowym. Narracja sięga czasów zajęcia Tobruku przez Włochy w latach 1911–1912, obejmując rozbudowę twierdzy w dwudziestoleciu międzywojennym, następnie kapitulację Francji, obronę miasta przez australijskie, brytyjskie i polskie jednostki, aż do triumfalnego jej odblokowania i radzieckiej ofensywy na Cyrenajce. Struktura narracyjna dokumentu opiera się na komentarzu autorskim Zbigniewa Wawera, autentycznych wypowiedziach kombatantów i ekspertów – historyków II wojny światowej. Warstwa lektorska wzbogacona została cytowanymi dokumentami, polskimi i niemieckimi z lat 1940–1941, które stanowią bezpośrednie świadectwa historycznych zdarzeń. Materiał wizyjny pochodzi ze zbiorów Instytutu Polskiego i Muzeum Generała Władysława Sikorskiego w Londynie, zasobów Telewizji Polskiej oraz prywatnego archiwum Zbigniewa Wawera, zawierającego archiwalne materiały filmowe i fotograficzne z tamtego okresu.
Czas sprawił, iż w niepamięć odeszły dwie postacie, których nazwiska onegdaj wymieniono jednym tchem: Franciszek Żwirko i Stanisław Wigura. Nie dość, że życiorys każdego z nich miał cechy niezwykłości, to jeszcze razem stanowili syntezę i symbol dziejów lotnictwa II Rzeczpospolitej. Kim byli dla kilku pokoleń naszych rodaków, obrazują zdjęcia z Pola Mokotowskiego, kiedy to pokonawszy lotnicze potęgi ówczesnej Europy wielkie firmy i wielkie sławy, powracają jako zwycięzcy Challenge 1932. Należeli do ścisłej czołówki twórców polskiego lotniczego cudu. Z poziomu kraju rozjechanego przez Wielką Wojnę, zacofanego gospodarczo, wykonali skok w obszar najnowocześniejszych ówczesnych technologii. Wystarczyło jedno dziesięciolecie. Stanisław Wigura wspólnie z Rogalskim i Drzewieckim stworzyli rodzinę samolotów RWD, śmiałością rozwiązań bijącą renomowane biura konstrukcyjne. Najsłynniejsza z nich RWD - 6 przyniosła im wielki tryumf. Kapitan Franciszek Żwirko był pilotem w I Pułku Lotniczym, instruktorem walki powietrznej, słowem praktykiem z najwyższej półki. Władze wojskowe skierowały go do pracy w środowisku młodzieżowym w Aeroklubie Akademickim. Miał wypatrywać lotniczych talentów. I tak spotkał znacznie młodszego od siebie Wigurę. Setki godzin przelatali razem. Zdobyli dziesiątki sportowych laurów. W locie na Mityng Lotniczy w Pradze opuściło ich szczęście. Zginęli 11 września 1932 roku pod Cierlikiem na Zaolziu. Polska pogrążyła się w żałobie. Dziś te postacie nader symboliczne odpłynęły w świadomości naszej dosyć daleko i z tego powodu warto je przypomnieć.