Pisarka odwiedza księgarnię prowadzoną przez młodego kolegę, z którym straciła kontakt, a następnie spaceruje u boku reżysera filmowego i jego żony. Spotkawszy aktorkę, próbuje przekonać ją do wspólnego nakręcenia filmu.
Dzień z życia kilku aktorów i scenarzystów spędzony przy dźwiękach muzyki Schuberta, Wagnera i Offenbacha w niewielkiej kawiarni w bocznej uliczce. Tym razem obejrzymy Min-hie Kim w roli Areum, jakby wyjętej z poprzednich filmów Honga, zdystansowanej i w gruncie rzeczy zbuntowanej dziewczyny, która przy kawiarnianym stoliku spisuje podsłuchane rozmowy klientów. Dziwnym trafem wszystkie dotyczą samobójstwa. Ale czy faktycznie Areum podsłuchuje, czy raczej jest autorką, pisarką szukającą natchnienia, a poszczególne sceny to wizualizacja jej myśli? Choć stara się zachować neutralność, raz po raz jest przez swoich bohaterów wciągana do rozmowy, w końcu napije się z nimi soju. Hong nie opuszcza charakterystycznego dla siebie, nakreślonego - wydawałoby się - kilkoma zaledwie kreskami uniwersum, przekonując, że prawdziwie filozoficzne pytania padają zawsze w rozmowie z Drugim, nie w samotności.
Aktorka Young-hee, uwikłana w związek z dużo starszym od siebie, żonatym reżyserem, spędza jakiś czas z przyjaciółką w Hamburgu. Spacerując po mieście, stara się spojrzeć na ostatnie wydarzenia z dystansu, znaleźć sens tej miłości. Po powrocie do kraju spotyka się z dawnymi przyjaciółmi w nadmorskim Gangneung. Przez długie godziny biesiadują nad soju i jak we wszystkich filmach Honga, dopiero po alkoholu są zdolni do głębszej refleksji, szczerej rozmowy i gestów, które ukryją potem pod maską obojętności. Young-hee postanawia zostać w mieście. Podczas melancholijnego spaceru po plaży w wyobraźni przestawia pionki na szachownicy swojego życia, szukając najwłaściwszej drogi.
Japończyk przyjeżdża do Seulu, gdy jego koreańska ukochana przestaje odpisywać na listy. Nie zastaje jednak kobiety w domu, więc wynajmuje pensjonatowy pokój i spędza dni, włócząc się oraz poznając ludzi.
Nazywany dandysem koreańskiej kinematografii, Hong Sang-soo wykracza poza stereotypy, którymi zwykło się ją określać. W jego filmach nie znajdziemy scen przemocy, zmysłowego erotyzmu, czy spektakularnej formy, czerpiącej z kulturowego bogactwa kraju. Precyzyjna struktura dramaturgiczna ukryta jest tu pod warstwą lekkości, spontaniczności, przypadkowości. Akcja jego filmów rozgrywa się w ograniczonych mikrokosmosach, pokazuje codzienność kilku wchodzących ze sobą w relacje postaci. Hong cierpliwie i z humorem pozwala bohaterom - często daremnie - zmagać się z własnymi słabościami, plotkować, manipulować, przesiadywać w barach przy drinku, wędrować bez celu kilkoma ulicami. W "Oki" zwraca obiektyw ku ulubionemu środowisku szkoły filmowej. W czterech odsłonach, prezentujących odmienne punkty widzenia, opowiada o twórczym kryzysie i o kinie, które aspiruje do miana sztuki; o romansach studentki, która musi wybrać między dwoma kochankami: młodym kolegą ze studiów i starszym, doświadczonym reżyserem. Prowokacyjny, chwilami patetyczny autotematyzm nieustannie przeplata się ze zwykłym życiem filmowców, odsłaniając tkwiącą w ich wyborach śmieszność, bądź dramatyczność.
Pięcioro studentów medycyny otrzymuje zadanie wykonania autopsji na zwłokach młodej i atrakcyjnej dziewczyny. Wszystko zaczyna się jednak komplikować, gdy Sun-hwa i jej przyjaciel zaczynają miewać halucynacje oraz koszmary o jednookim lekarzu. Kiedy studenci zaczynają umierać w dziwnych okolicznościach, Sun-hwa, syn właściciela szpitala Joong-suk oraz Ki-bum postanawiają odkryć tajemnice śmierci owej pięknej kobiety i przechytrzyć okrutnego chirurga dr. Hana.