Recenzja gry Strange Brigade (2018)

Babki z piasku

Arabski wojownik wymachuje mieczem, prezentując swoje popisowe ruchy. Stojący naprzeciwko niego spocony Indy z beznamiętną miną sięga po rewolwer i posyła delikwentowi kulkę. Pamiętna scena z ...
Filmweb sp. z o.o.
Arabski wojownik wymachuje mieczem, prezentując swoje popisowe ruchy. Stojący naprzeciwko niego spocony Indy z beznamiętną miną sięga po rewolwer i posyła delikwentowi kulkę. Pamiętna scena z "Poszukiwaczy Zaginionej Arki" znakomicie oddaje charakter nowej gry studia Rebellion, bo wszystkie dylematy rozwiązuje się tutaj przy pomocy samopowtarzalnego karabinu lub pistoletu.

photo.title

Niby to żadna nowość, bo na dobrą sprawę co druga produkowana na świecie gra faworyzuje dyplomację z pełnym magazynkiem i szybkim palcem na spuście, lecz nie bez kozery przywołałem przygody doktora Jonesa. "Strange Brigade" znajduje bowiem swoje fabularne podparcie, tak jak swojego czasu Spielberg z Lucasem, w pulpowej przygodzie z lat trzydziestych, kiedy to jeszcze za pięć złotych nie dało się zobaczyć egzotycznych dżungli inaczej jak na kinowym ekranie czy okładce groszowego magazynu. Nie powiem, oprawa ta przysłużyła się grze, pozwalając na skonstruowanie dynamicznej i atrakcyjnej narracji ze spikerskim głosem z offu komentującym poczynania dziarskiej Brygady z pełną przejęcia jowialnością i nienagannym akcentem. A jest co komentować, bo nasza ekipa to faktycznie osobliwa zbieranina, oczywiście stereotypowa, lecz jeśli byłoby inaczej, to odczułbym lekki zawód. Sam wybrałem podobnego do Indy'ego, ciekawskiego profesorka z gnatem – są jeszcze dziewucha ze sporą giwerą, żołnierz ze sporą giwerą i Masajka z nieco mniejszą giwerą – ale pograłem też innymi i generalnie różnice są kosmetyczne, szczególnie że arsenał można dowolnie modyfikować, a główny wyróżnik to ataki specjalne, dostępne po naładowaniu amuletu duszami pokonanych. Im dalej, tym intensywniej dopakowujemy broń i kupujemy nowiutkie sztuki, czyli niejaki standard. Standardem jest też i sam gameplay, i fabuła.

photo.title

Tę można streścić paroma słowami, a mianowicie Brygada rusza z misją sprawdzenia, co też dopadło afrykańską ekspedycję niejakiego Harbina. Na miejscu okazuje się, że archeolog uwolnił duszę okrutnej królowej i na Ziemię powyłaziło różne tałatajstwo. Problem rozwiązujemy odpowiednimi dawkami ołowiu, od misji do misji. Kampania na jednego gracza nie przewiduje jednak żadnej pomocy ze strony towarzyszy; łaziłem sam jak palec, co jest, zważywszy na tytuł, nieco rozczarowujące. Ale, na szczęście, "Strange Brigade" ma fajowy, arcade'owy feeling sprzyjający samotnej rozgrywce, czyli przemy naprzód i sieczemy niezliczone zastępy przeciwnika – niby zróżnicowane, lecz oparte raczej na wariacjach na ten sam temat – na planszach podzielonych na swoiste "komnaty"; czyli drzwi się otworzą, dopiero kiedy wybijemy wszystkich do nogi. Nie musząc przy tym specjalnie martwić się zbieractwem, podnosimy wszystko, co trzeba, czyli monety i dusze, z automatu, pada naciskamy praktycznie tylko po to, aby przeładować, strzelić i odskoczyć od nacierającego trupa. Lub otworzyć skrzynię ze specjalnym sprzętem (na przykład snajperką albo karabinem maszynowym) czy wyciągnąć amunicję z plecaka. Owszem, co jakiś czas wyskakują przed nos zagadki logiczne (zwykle i tu operujemy pistoletem), lecz polegają na prostych zadaniach, jak ułożenie płytek w odpowiedniej kolejności; wszystko po to, aby na zbyt długo nie odciągnąć nas od strzelania. Owa prostota potrafi być zaletą, szczególnie że Rebellion stara się urozmaicić plansze, wykorzystując przeszkody terenowe albo pułapki, które możemy uruchamiać – oczywiście za pośrednictwem celnego strzału – ale może też i znużyć. Partyjka potrafi być bowiem katartyczna, ale jednak po godzince czy dwóch rypania ze strzelby i rzucania granatami chciałoby się od życia czegoś więcej, czegokolwiek. A, niestety, to wszystko, co mamy.

photo.title

Gra zyskuje przy multiplayerze, zdecydowanie raźniej pruje się do mumii z przyjaciółmi, ale to niejaka oczywista oczywistość, zresztą z myślą o nim "Strange Brigade" powstało i poniższa ocena wystawiona została rozgrywce grupowej; single niech odejmą jedną gwiazdkę. Model gry nie zmienia się znacząco, ale pojawia się pewien element rywalizacji, bo to, co skroimy ze skrzyń, i dusze, które zwiniemy, są nasze i tylko nasze, nie wspólne. Poza tym gra oferuje jeszcze dwa tryby: te same plansze, tyle że na punkty, oraz strzelanie do nadciągających lawinowo hord. I to by było na tyle. Gra od Rebellion okazuje się tytułem solidnym, bo solidnym, ale jednak dla stosunkowo niewymagającego odbiorcy, który, znudzony zarówno bombastycznymi blockbusterami, jak i indykami pytającymi o sens życia, ma chęć na niezobowiązującą przygodę z awanturniczą brygadą.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 75% uznało tę recenzję za pomocną (8 głosów).
Bartosz Czartoryski
ocenia tę grę na:
1 10 7/10 dobra