Recenzja filmu Biały Kieł (2018)
Alexandre Espigares
Dariusz Błażejewski

Dzikość okiełznana

Twórcy stworzyli kinowy odpowiednik produktów Gerbera: zbilansowaną narracyjną papkę. Ich film jest po prostu ładną powiastką o biednym wilczku, którego losy pełne są wzlotów i upadków. To ...
Filmweb sp. z o.o.
Skoro to opowieść o zwierzętach, musi być dla dzieci - to popularne przekonanie podzielają najwyraźniej twórcy animacji "Biały Kieł". Stworzyli bowiem kinowy odpowiednik produktów Gerbera: zbilansowaną narracyjną papkę. Ich film jest po prostu ładną powiastką o biednym wilczaku, którego losy pełne są wzlotów i upadków. To wszystko. 


Nie wątpię, że twórcy nieźle się musieli nagimnastykować, by oryginał Jacka Londona sprowadzić do przyjaznego filmidła dla całej rodziny. Okrucieństwo i bezwzględność przedstawionego przez amerykańskiego pisarza świata została mocno przytępiona. Negatywne postaci są groteskowo szkaradne, a przemoc pojawia się w niewielkich ilościach, często jedynie sugerowana. Buduje to bezpieczny kokon, który umożliwia odbiorcy zdystansowanie się od mrocznych aspektów opowiadanej historii. 


Te zabiegi stanowią też znak dla widzów, by nie przywiązywali za bardzo uwagi do faktu, że film dzieli tytuł z książką Londona. Animacja wydaje się nią jedynie z grubsza inspirowana. Twórcy przebierali w powieściowych wątkach niczym kucharz na targu ze świeżą żywnością, decydując się tylko na te produkty, które pasowały im do przygotowywanego dania (czego efektem jest na przykład zmienione zakończenie). Jeśli jednak ktoś zna oryginał pobieżnie, to będzie mógł spokojnie uznać film za solidną, choć uproszczoną, ekranizację. W końcu wątki dzieciństwa Białego Kła z matką w dzikich ostępach Jukonu, dorastania wśród Indian, walk psów i spotkania z Weedonem zostały zachowane. Do tego wszystkiego twórcy zdołali tak je połączyć, że animacja sprawia wrażenie bogatej fabularnie. 

Alexandre'owi Espigaresowi i ekipie scenarzystów nie udało się jednak zupełnie zachować ducha oryginału. "Biały Kieł" jest opowieścią stawiającą ważne pytania natury etycznej. Książkę spokojnie można byłoby przerobić na film pokroju "Proroka" czy nawet "To nie jest kraj dla starych ludzi". W końcu jest to historia o chciwości i barbarzyństwie ludzi, o okrucieństwie, jakiego trzeba się podjąć, jeśli chce się przeżyć w niegościnnym świecie, o zdradzie i o dobrych intencjach, które prowadzą do tragedii. Ponieważ jednak Espigares robił film dla młodych widzów, musiał to wszystko albo pominąć, albo pokazać w taki sposób, by nie zaprzątało to główek małych widzów. Stąd też w animacji brak jest głębszej refleksji nad tym, dlaczego losy Białego Kła ułożyły się tak a nie inaczej. Źli ludzie są źli, bo są źli, a przemoc i cierpienie jest stanem przejściowym, bo dobro - jak to w bajkach bywa - na końcu zawsze zwycięża. 


Oczywiście ten brak głębszego "wgryzienia" się w fabułę będzie przeszkadzał jedynie części dorosłej widowni. Ci, którzy świadomie wybiorą się na film szukając ładnej, podanej w atrakcyjnej formie animacji, powinni wyjść z kina usatysfakcjonowani. Obraz ma niezłą, choć mało oryginalną oprawę muzyczną. Sama animacja wyróżnia się na tle tego, co zazwyczaj można obejrzeć na dużym ekranie, choć do jej "warstwowości" (skutkującej nie zawsze namacalną interakcją różnych elementów obrazu ze sobą) trzeba się przyzwyczaić. "Biały Kieł" to po prostu dzieło bezpieczne - do skonsumowania bez wyrzutów sumienia i szybkiego zapomnienia. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 55% uznało tę recenzję za pomocną (11 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły