Recenzja filmu Mamy talent! (2018)
Christian Lo

Kill, Death, Destroy

W wyróżnionym przez jury dziecięce na Festiwalu Ale Kino! w Poznaniu "Mamy talent!" to zabawny i ciepły, a momentami urzekający film o przyjaźni, marzeniach, akceptacji siebie i innych, ...
Filmweb sp. z o.o.
Wbrew padającym w "Mamy talent!" słowom rock wcale nie umarł, co więcej, wciąż ma się całkiem dobrze. Dwóch nastoletnich przyjaciół, Aksel i Grim, regularnie robią próby w garażu i zawsze z dumą wypowiadają nazwę swojego zespołu – Los Bando Immortale. Kiedy ich zgłoszenie na skandynawski festiwal rockowy zostaje przyjęte, a poszukiwania basisty okazują się bezowocne, do duetu w zastępstwie dołącza dziewięcioletnia wiolonczelistka Thilda. Oryginalne trio, wraz z Martinem w roli kierowcy, wyrusza w szaloną podróż przez Norwegię, napędzane ekscytującą wizją wystąpienia na scenie.


Chociaż decyzja o udziale w ważnym konkursie świadczy o ich odwadze, zuchwałości i gotowości do podążania za marzeniami, bohaterami wciąż targają wątpliwości. Beztroski wyjazd do Tromsø szybko staje się przede wszystkim ucieczką: przed problemami, rodzicami i policją. Miłość do muzyki ich przepełnia, ale nie zagłusza rozterek i nie przesłania motywacji. Żyjący złudzeniami Aksel jest przekonany, iż udany występ na scenie zwróci uwagę jego obiektu westchnień, Grim ma nadzieję na pojednanie rodziców, Thilda poszukuje zrozumienia i akceptacji, a Martin dołącza do małoletniej zgrai, byleby móc odpocząć od ojca.
"Mamy talent!" to kolejny już efekt współpracy specjalizujących się w kinie familijnym reżysera Christiana Lo i scenarzysty Arilda Tryggestada. Tym razem ich opowieść o przygodach nastolatków przyjmuje formę przyjemnego w odbiorze filmu drogi. W trasie członkowie rockowego zespołu dowiadują się nowych prawd o sobie samych, umacniają lub dopiero nawiązują relacje, konfrontują swoje wyobrażenia z rzeczywistością, redefiniują hierarchię wartości, dojrzewają. Twórcy stawiają na ich drodze zarówno fizyczne, jak i mentalne przeszkody. Stopniowo chęć wygrania konkursu zastępuje wewnętrzna potrzeba chociażby dotarcia na czas na scenę.

W filmie Lo, który w dzieciństwie ponoć sam należał do podobnego zespołu, szczególnie silnie wybrzmiewają różnorodne wątki związane z rodzicami. Dorośli kłócą się między sobą, chcą decydować o każdym aspekcie życia dzieci lub w ogóle nie poświęcają im uwagi. Ukazanie skrajnie różnych postaw rodzicieli stanowi być może wskazówkę dla starszych widzów, by nie angażowali swoich pociech we własne konflikty, i sugeruje konieczność znalezienia balansu w dawaniu im "przestrzeni", ale i poświęcaniu uwagi dzieciom.

photo.title

W parze z zawsze wartym przypomnienia przesłaniem idą jednak schematy, niezręczne sceny i fałszywe tony, wyczuwalne zwłaszcza w grze przerysowanego drugiego planu. Największą bolączką tej nieco wtórnej historii, jest bez wątpienia przymus oglądania jej w wersji zdubbingowanej, dostosowanej oczywiście do wieku potencjalnego odbiorcy. Jak w wielu podobnych przypadkach, poważne zgrzyty między głosem a ekspresją aktorów co rusz wybijają tutaj z rytmu.

W wyróżnionym przez jury dziecięce na Festiwalu Ale Kino! w Poznaniu "Mamy talent!" to jednak nadal zabawny i ciepły, a momentami urzekający film o przyjaźni, marzeniach, akceptacji siebie i innych, świadomości swoich wad i zalet, umiejętności słusznej oceny sytuacji, w której należy walczyć lub zrezygnować. Połowiczny happy end jawi się jako naturalna kolej rzeczy. Bohaterowie nadal jednak z uśmiechem na ustach śpiewają autorską piosenkę "Kill, Death, Destroy". Mogą nie tylko nieco pysznie pochwalić się, jak chce polski tytuł, że mają talent; po wielu wspólnych przygodach należałoby jeszcze dodać, że teraz mają także większą świadomość, doświadczenie i – przede wszystkim – siebie nawzajem.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (1 głos).
Joanna Krygier
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły