Recenzja filmu Flesh Memory (2018)
Jacky Goldberg

Kobieta z kamerką

Film Goldberga opowiada przede wszystkim o wielkiej samotności. Finley to nietypowa dokumentalna bohaterka, bo nie musi oswajać się z obnażaniem kamerą. Ale przecież reżyser wymaga od niej innego ...
Filmweb sp. z o.o.
Typowy amerykański living room, zza okna dobiega ćwierkanie ptaków, po pokoju chodzi otulona w kocyk blondynka w okularach, spokojnie paląc papierosa. Dzień jak co dzień. Nagle jednak dzwoni telefon, kobieta odbiera i zaczyna czule szeptać do słuchawki słowa erotycznej zachęty. Reżyser Jacky Goldberg filmuje to w długim statycznym ujęciu, dokumentując kontrast między prozaicznością scenerii a wymyślnością seksualnej fantazji. Scena jest banalna i niezręczna zarazem, a Goldberg nie odpuszcza i każe nam przeczekać aż do końca rozmowy. Dziewczyna w końcu odkłada słuchawkę, ale dzwonek zaraz rozlega się ponownie. Dla niej to faktycznie "dzień jak co dzień".

photo.title

"Flesh Memory"
opowiada o życiu niejakiej Finley Blake, zarabiającej jako tak zwana "dziewczyna z kamerki". Goldberg spokojnie przedstawia jej codzienność. 33-latka mieszka sama w dużym domu, a dni upływają jej na seks rozmowach z klientami, występach przed kamerą oraz przygotowywaniu perfum, które sprzedaje w sieci. Finley jest wytatuowana od stóp do głów, nosi piercing, interesuje się magią (opowiada nawet, że urodziła się w Salem), ale to tak naprawdę zwyczajna kobieta. Choć "Flesh Memory" często stawia nas w pozycji dyskomfortu i prowokacyjnie przekracza granicę intymności bohaterki, to ten rzut oka na "drugą stronę kamerki" nie przynosi żadnych sensacji. Chyba że szokiem dla kogoś będzie fakt, że życie Finley jest tak normalne.

Film Goldberga opowiada przede wszystkim o wielkiej samotności. Finley to nietypowa dokumentalna bohaterka, bo nie musi oswajać się z obnażaniem kamerą. Ale przecież reżyser wymaga od niej innego rodzaju intymności. To już nie rola grana w internetowym pornograficznym spektaklu, to ona sama – z akcentem na "sama". "Flesh Memory" pokazuje przecież kobietę, która utrzymuje kontakt ze światem za pośrednictwem ekranów – okienka Skype'a, okienka serwisu pornograficznego, okienek laptopa czy smartfona. Fizycznie – paradoks! – jest jednak wciąż wyalienowana. "Flesh Memory" to więc film pustych przestrzeni, w jakich żyje bohaterka: domowych korytarzy, sypialni, łazienki. Reżyser w zasadzie tylko raz pokazuje Finley w towarzystwie drugiej osoby – jej małego synka. Tyle że to synek, o prawo do opieki nad którym kobieta musi walczyć. Opiekę odebrano jej bowiem ze względu na wykonywany zawód.

photo.title

"Flesh Memory" nie wnika w kontekst porno-biznesu, nawet prywatną historię bohaterki odsłania bardzo powoli. W centrum jest tu owa tytułowa "pamięć ciała" zapisana w tatuażach, zdjęciach i transmisjach Finley; opowieść o jej chorobach, zawodach, żalach, ale i radościach. Reżyser nie jest jednak konsekwentny w swojej narracyjnej ascezie. "Flesh Memory" to dokument niby bez narracji z offu, bez "gadających głów". Za ekspozycję służą tu więc rozmowy bohaterki z jej bliskimi – niestety, nieco zbyt "zainscenizowane", sztywne, zaburzające nienachalny "realizm" reszty filmu. Jeszcze dziwniejszym reżyserskim chwytem jest obecność symbolicznej – i dość konfundującej – sceny, w której zza kadru wyłania się anonimowa ręka, by czule dotknąć śpiącą Finley. "Flesh Memory" ujmuje nienachalną obserwacją i powściągliwą empatią, za chwilę zawodzi jednak nachalnym sentymentalizowaniem, płaczliwymi smykami na ścieżce dźwiękowej, jakąś narracyjną protezą. Ale to wciąż ciekawy portret; co najważniejsze – pozbawiony oceny i moralizatorskiego tonu. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (2 głosy).
Jakub Popielecki
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni