Recenzja filmu Once (2007)
John Carney

Pewnego razu...

Film opowiada historię pary imigrantów, którzy przypadkowo spotkali się w Dublinie. Ona pochodzi z Czech, jest młodą matką, która rozstała się ze starszym mężem i wyjechała do Irlandii. On żyje ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Once (2007)
Film opowiada historię pary imigrantów, którzy przypadkowo spotkali się w Dublinie. Ona pochodzi z Czech, jest młodą matką, która rozstała się ze starszym mężem i wyjechała do Irlandii. On żyje wspomnieniami o utraconej miłości, gra własne piosenki na ulicach Dublinu. Oboje nie mają stałych prac, chwytają co popadnie, żeby jakoś przeżyć kolejny dzień. Nie mają perspektyw i pomysłów na przyszłość. Spotykają się przypadkowo na ulicy. On, początkowo zdystansowany, szybko zauważa, że w uroczej Czeszce znajduje bratnią duszę. Łączy ich miłość do muzyki...

Tak mniej więcej wygląda fabuła. Nie jest to bezpłciowe romansidło, a raczej film o przyjaźni. Pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi mi do głowy, to "Między słowami" Coppoli. Para bohaterów wie, że pomimo ich więzi ich łączącej, są zbyt związani i uzależnieni od innych ludzi, by być razem. Cieszą się jednak sobą i wspólną obecnością. W pewnym sensie mobilizują się nawzajem do poukładania sobie życia... On w finale wyjeżdża do Londynu szukać utraconej miłości, Ona sprowadza do siebie męża...

I muszę powiedzieć, że naprawdę miło oglądało mi się perypetie tej dwójki. Zrezygnowana para wyrzutków jednak trafiła na siebie, co dało im siłę, by żyć dalej. Od początku filmu wiadomo raczej, że z ich związku nic nie wyjdzie, a jednak ogromną radość sprawiło mi podświadome kibicowanie, że może jednak ich losy się połączą na dłużej... Na dużą uwagę w filmie zasługuje muzyka. Nie tyle w aspekcie samej fabuły, ale raczej ze względu na to, że wykonywane przez bohaterów kawałki są naprawdę przyjemne i pojawiają się dość często (coś w stylu Damiana Rice'a)... Scena, kiedy po raz pierwszy śpiewają w sklepie muzycznym i kiedy Ona odzywa się swoim ślicznym głosem, wycisnęła mi łezkę z oka. Film obfituje w tego typu sceny. Widok dwójki bohaterów, którzy bawią się i widać, że są przy tym szczęśliwi, wzrusza. Zaczynają się spotykać, pokazują sobie swoje mieszkania, w końcu nagrywają wspólnie piosenkę. Od tego filmu bije szczerość i prostota! Ona mieszka z mamą, chodzi do sklepu w szlafroku, wpadają do niej sąsiedzi na film. On mieszka z ojcem, pracuje przy naprawie odkurzaczy. Urocza jest swojskość i naturalność.

Na uwagę zasługuje także realizacja. Jest ona zrobiona trochę pod Dogmę96, co się sprawdziło w przypadku tego filmu. Zero efekciarstwa, widok się niekiedy trzęsie, nie ma pośpiechu (co jest strzałem w dziesiątkę, np. w przytoczonej już scenie w sklepie muzycznym...).

Generalnie film, pomimo dość nieskomplikowanej fabuły, oglądałem z przyjemnością. Jest lekki, przyjemny i na pewno stanowi miły odpoczynek od bardziej (lub mniej) ambitnego kina, ponieważ sprytnie unika banału. Polecam na zimowy wieczór.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 18% uznało tę recenzję za pomocną (22 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię