Recenzja filmu Diabeł morski (1961)
Vladimir Chebotaryov
Gennadi Kazansky

Podwodna republika

"Diabeł morski" to urokliwa ramotka, którą ogląda się z niewymuszoną przyjemnością, jak bajkę z dzieciństwa, do której wraca się z sentymentu.
Filmweb sp. z o.o.
Radziecka produkcja science fiction z 1962 roku to pięknie naiwna opowieść o nieszczęśliwej miłości młodego Romea do ubogiej i dobrodusznej Sierotki Marysi. Motywy SF dodają filmowi uroku, który w połączeniu ze wzniosłymi scenami między kochankami i poetyckimi zdjęciami tworzą z niego romantyczną bajkę o niespotykanej dziś wrażliwości wyrazu.

Tytułowym bohaterem jest Ichtiandr, syn naukowca-marzyciela. Kiedy chłopiec był mały, kochający ojciec, chcąc uratować go przed śmiercią, przeszczepił mu płuca rekina i tym samym skazał na życie w morskich głębinach. Ta eksperymentalna operacja natchnęła doktora, by stworzyć podwodną republikę ludzi szczęśliwych, czyli państwo idealne. Przez całe życie wbijał więc chłopcu do głowy, że da on początek nowej niezwykłej rasie. Kiedy dorosły już chłopak zakochuje się w Gutierze, pięknej córce rybaka, udręczonej przez swojego pozbawionego skrupułów narzeczonego, utopijna wizja doktora Salvatorego okazuje się powodem tragedii.

Wiele lat temu "Diabeł morski" tą romantyczną historią podbił widownię na całym świecie. Ale, jak się okazało, to nie fabuła uratowała go przed zapomnieniem. Tendencyjny układ wydarzeń i archetypowe postaci – dziś jednak płaskie i papierowe – nie zachwycają już z taką siłą. Ich prostota czy wręcz banalność czasem wywołują śmiech, a czasem słodkie rozrzewnienie. W połączeniu z romantyczną czułostkowością sprawiają, że o "Diable morskim" nie można mówić inaczej niż z pobłażliwością i tkliwością podobną do głaskania kulawego kundla. Nie tylko w fabularnej naiwności tkwi jednak urok tej radzieckiej produkcji. Równie czarująca jest jego oprawa wizualna.

Scenografia podwodnego świata, w którym Ichtiandr spędza większość swojego dnia, przypomina konstrukcje ze szkolnych przedstawień teatralnych. Podobnie pomysł na ubranie głównego bohatera w srebrny kombinezon mieniący się jak rybie łuski jest równie oryginalny, co tandetny. "Diabeł morski" stoi na granicy kiczu i trudno powiedzieć, czy to wciąż ciekawe czy może już żenujące. Ma jednak kilka mocnych momentów, które ratują go przed śmiesznością. Najbardziej przekonująco pokazany został motyw ojcowskiej miłości, zarówno rozmowy Salvatorego z Ichtiandorem, jak i rybaka z Gutierą są najszlachetniejszymi scenami w całym filmie. Nie można mu odmówić także świetnych, klimatycznych kompozycji Andreia Petrova oraz klasy, o którą trudno we współczesnych produkcjach.

Krótko mówiąc: "Diabeł morski" to urokliwa ramotka, którą ogląda się z niewymuszoną przyjemnością, jak bajkę z dzieciństwa, do której wraca się z sentymentu.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 53% uznało tę recenzję za pomocną (19 głosów).
Dorota Kostrzewa
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły