Recenzja filmu Heavy Trip (2018)
Juuso Laatio
Jukka Vidgren

Szybko i brutalnie

Każdy ma swojego lwa, z którym musi się zmierzyć – oto życiowa mądrość przekazana głównemu bohaterowi przez rezydenta szpitala psychiatrycznego, będąca zarazem mottem dzieła. Jeśli dla ...
Filmweb sp. z o.o.
Każdy ma swojego lwa, z którym musi się zmierzyć – oto życiowa mądrość przekazana głównemu bohaterowi przez rezydenta szpitala psychiatrycznego, będąca zarazem mottem dzieła. Jeśli dla twórców "Heavy Trip" owym lwem miało być nakręcenie filmu, to udało im się wyjść ze starcia cało, choć nie obeszło się bez kilku zadrapań. Niedociągnięcia scenariuszowe rekompensuje na szczęście humor, a choć niektóre żarty przekraczają granicę dobrego smaku, historia blackmetalowej kapeli z małego miasteczka gdzieś na północy Finlandii świetnie sprawdza się jako feel good movie. Widz wychodzi z seansu zrelaksowany i nabuzowany pozytywną energią, i mimo że wiele z padających na ekranie kwestii to banały rodem z prozy Paulo Coelho ("Bycie sobą wymaga odwagi"), trzeba przyznać, że całość wychodzi nader zgrabnie i pozostaje w pamięci jako przyjemnie spędzone półtorej godziny.


Naszym przewodnikiem po malowniczych metalowych krainach zostaje Turo (Johannes Holopainen), wokalista wspomnianego zespołu. Dwudziestoparoletni chłopak brak pewności siebie ukrywa pod długimi włosami i koszulką z logiem Cannibal Corpse i jak każdy odmieniec nie ma łatwego życia. Okazuje się bowiem, że nawet w słynącej z otwartości Skandynawii nietrudno o jednostki wyśmiewające innych choćby ze względu na wygląd. Co gorsza, prawie nikt nie traktuje Tura ani jego kolegów z kapeli poważnie. Jako że nie mają żadnego przeboju ani nawet własnego utworu (nie mają też nazwy, bo nigdy jeszcze nie zagrali koncertu), większość znajomych traktuje ich jako nieszkodliwych dziwaków, swojskie uzupełnienie lokalnego kolorytu. Wszystko zmienia się, kiedy pewnego dnia do rzeźni reniferów, nieopodal której chłopaki akurat nagrali swoje pierwsze demo, przybywa manager odbywającego się w Norwegii festiwalu o wielce obiecującej nazwie Northern Damnation. Bohaterom udaje się wcisnąć mu swoją kasetę, a niedługo potem w miasteczku rozprzestrzenia się plotka o ich udziale w imprezie. Podbudowani tym przyjaciele wymyślają dla swojego zespołu nazwę (Impaled Rectum – musicie przyznać, że brzmi metalowo) i zaczynają korzystać z przywilejów, jakie gwarantuje im status lokalnych gwiazd. 

Droga do sławy okazuje się jednak kręta i wyboista. Wiedzie ona nie tylko przez liczne upokorzenia i zatargi z prawem, ale również przez cmentarz i fińsko-norweską granicę (jej przekroczenie przez członków Impaled Rectum omal nie skończy się wojną). Widać, że twórcy "Heavy Trip" znają środowisko skandynawskich blackmetalowców, a przy tym nie boją się z niego śmiać. Szybko i brutalnie rozprawiają się z kolejnymi stereotypami. W konfrontacji z małomiasteczkowymi realiami styl bycia bohaterów wydaje się bowiem nie tyle mroczny i przerażający, co śmieszny. Turo, którego growl brzmi jak ryk dobywający się z trzewi szatana, jeździ na rowerze (niezbyt metalowy środek transportu), pracownik wypożyczalni Pasi (Max Ovaska), posługujący się mrocznym imieniem Xytrax, stoi za ladą w pełnym gotyckim makijażu i z kamienną twarzą serwuje klientom chcącym posłuchać Justina Biebera urugwajski death metal, a imitujący dźwięk zacinającej się maszyny do mielenia mięsa riff muzycy z egzaltacją opisują jako "jęk tysięcy potępionych reniferów podążających do piekła". 


Owe drwiny nie mają na celu kogokolwiek obrazić. To raczej podszyta miłością ironia – ot, blackmetalowiec też człowiek. Jeśli więc podobał Wam się "Exterminator", to jego fiński kuzyn również przypadnie Wam do gustu. Przede wszystkim jednak idźcie na "Heavy Trip" dla symfonicznego postapokaliptycznego, kruszącego renifery, obrażającego Chrystusa ekstremalnego wojenno-pogańskiego metalu z Fenoskandii. Gwarantuję, że nie usłyszycie nic bardziej metalowego. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 67% uznało tę recenzję za pomocną (6 głosów).
Ewelina Leszczyńska
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły