Recenzja gry Valkyria Chronicles 4 (2018)
Kohei Yamashita

Wojna nigdy się nie zmienia

Długo przyszło nam czekać na sequel "Valkyrii Chronicles" z prawdziwego zdarzenia. Trudno się jednak temu dziwić – była to zarówno jedna z najlepszych, jak i najbardziej niedocenionych gier ...
Filmweb sp. z o.o.
Długo przyszło nam czekać na sequel "Valkyrii Chronicles" z prawdziwego zdarzenia. Trudno się jednak temu dziwić – była to zarówno jedna z najlepszych, jak i najbardziej niedocenionych gier poprzedniej generacji. Serii nie pomogła też decyzja, by dwie kolejne części wypuścić jedynie na PSP (w dodatku trzecia odsłona nie opuściła nawet Japonii). Wydana w zeszłym roku zręcznościowa "Valkyria Revolution" wydawała się gwoździem do trumny serii. Po nieudanym skoku gatunkowym Sega dała jej jednak jeszcze jedną szansę. Twórcy tym razem postanowili uderzyć w klasyczne tony – "Valkyria Chronicles 4" to powrót do korzeni. 

photo.title

Gra opowiada historię z kolejnego frontu wojny znanej z pozostałych części. Przedstawiony konflikt mocarstw inspirowany jest wydarzeniami podczas II wojny światowej i biorą w nim udział dwa bloki: usiłujące zaprowadzić nowy ład Cesarstwo oraz Federacja, czyli sojusz państw demokratycznych, mający dać opór przeważającej sile agresora. Jako porucznik Claude Wallace uczestniczymy w operacji "Northern Cross" – przełomowym manewrze przypuszczonym bezpośrednio na stolicę Cesarstwa, Schwartzgrad. Nie będzie to droga usłana różami – wróg posiada przewagę liczebną, a trasa wiedzie przez skute lodem krainy.

photo.title

Rozgrywka stanowi ciekawy miks strategii turowej z akcją podejmowaną w czasie rzeczywistym w perspektywie TPP. Kontrolę nad poszczególnymi jednostkami przejmujemy z poziomu mapy taktycznej, wykorzystując punkty inicjatywy, które odnawiają się co turę. Ta sama mechanika tyczy się sterowanego przez AI przeciwnika, a liczbę przyznawanych mu punktów redukujemy, likwidując jednostki dowódców oraz przejmując wrogie posterunki. Nie jest to może najwierniejsze odwzorowanie realiów pola walki, jednak rozpracowywanie kolejnych map daje sporą satysfakcję. Tym większą, że gra aż kipi od urozmaiceń, które często zmuszają nas do dynamicznej zmiany taktyki. Dość powiedzieć, że na jednym z początkowych etapów opowieści musimy jednocześnie odpierać atak nieprzyjaciela, i strzelać do dzwonów na wieżach kościelnych, celem ustalenia punktów pod ostrzał artyleryjski. 

photo.title

Jak w każdej poprzedniej części, także i tu istotnym elementem jest werbunek i opieka nad naszą kompanią. Wszyscy żołnierze przydzielani do naszej rezerwy to ludzie z krwi i kości. Mają swoją historię oraz motywacje, jak również zbiór cech, które udzielają się na polu bitwy: niektórzy lepiej czują się w zwartej grupie, inni mają syndrom samotnego wilka. Jeden w obliczu przeważającej siły wroga dostanie ataku paniki, komu innemu w tej sytuacji skok adrenaliny podniesie celność. Nauczenie się preferencji podwładnych jest tu absolutnie kluczowe dla sprawnego zarządzania jednostką. Ciężar kolejnych potyczek dodatkowo podkreśla widmo permanentnej śmierci – jeżeli w ciągu trzech tur od utraty przytomności nie oddamy kompana w ręce medyka, ten na stałe już opuści nasze szeregi. Wszystkie te elementy działają wyśmienicie i sprawiają, że mimo sporej liczby osób, z którymi mamy do czynienia w trakcie całej kampanii, gracz do każdej z nich zachowuje osobisty stosunek i uważniej mierzy siły na zamiary. Dodatkowym smaczkiem są gęsto porozsiewane epizody bonusowe, które zaznajamiają gracza z relacjami pomiędzy mniej eksponowanymi członkami załogi. 

photo.title

Przy całej kanonadzie pochwał pod adresem rozgrywki w nowej "Valkyrii", trzeba przyznać, że jeżeli ktoś oczekuje po najnowszej części rewolucyjnych zmian, srodze się zawiedzie. Powiedzieć, że "Valkyria Chronicles 4" to gra konserwatywna, to jak nic nie powiedzieć. Zarówno tempo, jak i mechanika rozgrywki to elementy żywcem przeniesione z części pierwszej. Największą zmianą jest tutaj dodanie klasy artylerzysty, jednak poza tym jest to wierna kopia modelu rozgrywki części pierwszej. I o ile przez zdecydowaną większość czasu stanowi to jej zaletę, o tyle przywiązanie do tradycji bywa też niestety kulą u nogi twórców. Sterowanie więc wciąż jest nieco drewniane, AI przez nie zmądrzało ani o jotę, a skrypty potrafią zupełnie niesprawiedliwie zaprzepaścić godzinę rozgrywania mapy. Te wady nie psują oczywiście całego systemu (ten broni się dalej z zadziwiającą gracją), ale naprawdę trudno przymknąć na nie oko, zważywszy na to, że z bliźniaczymi problemami spotkaliśmy się 10 lat temu. 

photo.title

Chociaż fabuła "Valkyria Chronicles 4" mierzy się z podobnymi zagadnieniami co część pierwsza, podchodzi do nich z większą rezerwą. Wyraźny antywojenny przekaz oryginału jest tutaj nieco rozmyty i gubi się w przytaczanych na potęgę kliszach rodem z licealnego anime. Te były oczywiście obecne także w oryginale, ale mam wrażenie, że tym razem twórcy poszli w stylizacji za daleko. Konwencja konwencją, jednak trudno traktować serio opowieść, w której w jednej chwili słuchamy tragicznej historii z dzieciństwa protagonisty, a w drugiej – w fillerowym epizodzie walczymy z sojuszniczym zespołem o podstępnie zwędzone racje żywnościowe. Tak absurdalnych kwiatków nie ma na szczęście zbyt wiele, ale i tak dość mocno odczuwa się brak wyczucia. Są tu oczywiście sceny pełne dramatyzmu i patosu, jednak próżno szukać tak mocnych strzałów jak odbijanie obozu pracy z części pierwszej. 

photo.title

"Valkyria Chronicles 4" to naprawdę satysfakcjonujący sequel i znacznie lepszy prezent dla serii od dziurawego "Revolution". Jednocześnie jednak twórcy niejako w obawie przed zburzeniem złotej proporcji odpuścili sobie praktycznie jakiekolwiek usprawnienia – nawet tam, gdzie już 10 lat temu widać było ubytki i za którymi zdecydowanie nie tęskniłem. Na szczęście są tu też rzeczy, za które gracze pokochali część pierwszą: fantastycznie zaprojektowany świat, bogata paleta solidnie nakreślonych postaci i poczucie epickiej skali konfliktu. To zupełnie inny styl opowiadania o wojnie, który warto sprawdzić osobiście.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (4 głosy).
Jacek Borowski
ocenia tę grę na:
1 10 7/10 dobra