Recenzja filmu

Bestia (2023)
Bertrand Bonello
Léa Seydoux
George MacKay

Bestie są wśród nas

Wydawać by się mogło, iż Bertrand Bonello umiejscawiając klasyczną powieść Henry’ego Jamesa na przestrzeni różnych epok startując w roku 1910 a kończąc w niedalekiej acz niepokojącej przyszłości
Wydawać by się mogło, iż Bertrand Bonello umiejscawiając klasyczną powieść Henry’ego Jamesa na przestrzeni różnych epok startując w roku 1910 a kończąc w niedalekiej acz niepokojącej przyszłości porywa się z motyką na słońce i dokonuje wręcz aktu ikonoplastycznego. Dosyć skromne opowiadanie o człowieku rezygnującym z rozkoszy życia i wyczekującym nieustannie nagłego zatrzęsienia, pod okiem Francuza przeobraża się w rozpasaną, bogatą w alegorie oraz barokową historię dwójki życiowych rozbitków.  

Akcja filmu rozpoczyna się na wystawnym przyjęciu, gdzie przy delikatnym akompaniamencie skomponowanej przez samego reżysera muzyki poznajemy graną przez Léę Seydoux Gabrielle, która po chwili rozpocznie rozmowę z tajemniczym jegomościem, który jak się okaże będzie przekonywał ją, że mieli oni już wcześniej okazję się poznać, na co ta wyrazi swoje spore zdziwienie, tak jak miało to miejsce w przypadku bohaterki granej przez Delphine Seyring w Zeszłego roku w Marienbadzie Alaina Resnaisa. Jednak niedługo później przypomni sobie tę znajomość pod wpływem słów mężczyzny jakoby miała mu się zwierzyć przed laty ze swojego traumatycznego przeświadczenia nad ciążącym nad nią niewytłumaczalnym złym fatum.

Następnie przenosimy się do roku 2044, gdzie nad ludzkością władzę przejęła sztuczna inteligencja. Okazuje się, że Gabrielle jest jedną z niewielu zdatnych do pracy osób w sterowanej przez boty rzeczywistości oraz że planuje się poddać zabiegowi oczyszczenia swojego DNA i wymazaniu z niej wspomnień oraz emocji, tym samym odbywając podróż przez swoje poprzednie życia. Kiedy decyduje się na ten radykalny krok, razem z nią wracamy do roku 1910, gdzie razem z granym przez George’a MacKay’a brytyjskim arystokratą spotkanym wcześniej na przyjęciu wędruje przez dotknięty wielką powodzią Paryż, gdzie wspominać będą swój romans i zdadzą sobie sprawę z targających nimi silnymi uczuciami. Gabrielle jak się okazuje jest pianistką poślubioną majętnemu lalkarzowi, do którego jednak nie pała ona zbyt wielką miłością.

Później zostajemy wrzuceni do bardziej współczesnego roku 2014, gdzie bohater MacKaya - tym razem nienawistny wobec kobiet, żyjący w mimowolnym celibacie 30-latek, polował będzie na Gabrielle – tutaj aspirującą modelkę, co ostatecznie doprowadzi do nieoczekiwanego climaxu.

Film Bonello jest przedsięwzięciem dość powiedzieć radykalnym. Łączy ze sobą w końcu takie gatunki jak melodramat, film kostiumowy, science fiction oraz slasher. Jednak okazuje się to koniec końców niezwykle dobrą mieszanką. Zasługą tego jest nie tylko jego mistrzowskie podejście do materiału (który oprócz reżyserii i wcześniej wspomnianej skomponowanej muzyki jest tu również jednym z współautorów scenariusza oraz producentem), ale także aktorów - szczególnie Léi Seydoux, która już wcześniej z powodzeniem wcielała się w arystokratki, choćby w arcydziele Raoula Ruiza Tajemnice Lizbony i która potrafi - odważę się zaryzykować stwierdzenie - jak nikt inny we współczesnym kinie perfekcyjnie oddać całą gamę emocji towarzyszącą ekranowej postaci oraz George’a MacKaya, który z powodzeniem wciela się tu najpierw w czułego amanta, żeby później zagrać jego przeciwieństwo - inspirowanego prawdziwym zabójcą Elliotem Rodgerem - wściekłego na płeć przeciwną szaleńca.

Na uwagę zasługują również aktorzy z drugiego planu – Guslagie Malanda, o której zrobiło się głośno w roku poprzedzającym ''Bestię'' dzięki jej roli w ''Saint Omer'', a także między innymi Dasha Nekrasova oraz wcielający się w rolę męża Gabrielle Martin Scali.

W filmie zgodnie z nastałą w ostatnich latach tradycją nie mogło zabraknąć też scen klubowych, które robią tu wyjątkowo duże wrażenie. I to bynajmniej nie tylko ze względu na ponowne wykorzystanie kompozycji Bonello – tym razem o wiele żywiołowej niż na początku, przenoszącej w klimaty techno, ale głównie ze względu na doskonałe uchwycenie poczucia alienacji w takich miejscach, co widać zarówno w przypadku granego przez MacKaya Luisa, który przychodzi tam głównie po to, żeby przysłowiowo ‘podpierać ścianę’ i patrzeć spod byka na szczęśliwe pary przed nim od czasu do czasu, zaciągając się e-papierosem, jak i w przypadku Gabrielle, która w jednej ze scen podchodzi do grupki dziewczyn pytając czy może się do nich dosiąść na co nonszalancko wyrażają swój sprzeciw nie szczędząc sobie przy tym zgryźliwych komentarzy.

Film Francuza potraktować wreszcie możemy jako (przynajmniej) częściowy rewers jednego z jego wczesnych dzieł, jakim jest ''Pornograf'', w którym to bohaterowie w przeciwieństwie do postaci granej przez MacKaya na frustrację seksualną narzekać raczej nie mogą, a wręcz są przez nagość i zbliżenia życiowo wyprani.

To doskonale pokazuje, jak wielki talent ma Bonello, bo cóż może lepiej świadczyć o wielkości twórcy, jeśli nie zręczne poruszanie się między światami równoległymi i umiejętności stawania po dwóch stronach barykady?
1 10
Moja ocena:
10
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Recenzja Bestia
Léa Seydoux stoi w studiu filmowym na tle zielonego ekranu. Zza kadru płyną kolejne reżyserskie... czytaj więcej
Jakub Popielecki
Jakub Popielecki
5