Recenzja filmu

La La Land (2016)
Damien Chazelle
Ryan Gosling
Emma Stone

Film z sambą i tapasami

"La La Land" jest filmem nieuczciwym. No bo jak można tak po prostu się przed kimś otworzyć, rozkochać a następnie… skończyć. Tak, nie będzie to w żadnym stopniu recenzja obiektywna, ani też ...
"La la land" jest filmem nieuczciwym. No bo jak można tak po prostu się przed kimś otworzyć, rozkochać a następnie… skończyć. Tak, nie będzie to w żadnym stopniu recenzja obiektywna, ani też analiza, a raczej list miłosny, ponieważ film o krainie śpiewu i tańca stał się dla mnie czymś bardzo osobistym już w scenie otwierającej seans piosenką Another Day of the Sun.

"La la land" to film o marzeniach. Mia i Sebastian (w tych rolach, jak zawsze fenomenalni, Ryan Gosling i Emma Stone), tak bowiem nazywają się główni bohaterowie, to dwójka dorosłych, których podróż w poszukiwaniu spełnienia doprowadziła do "Amerykańskiej Fabryki Marzeń". Mia to młoda dziewczyna, która zdecydowała się zrezygnować ze studiów i poświęcić wszystko, żeby móc w pełni oddać się swojej pasji. Jest nią aktorstwo, do którego zamiłowanie zaszczepiła jej ciotka. Sebastian natomiast to bardzo utalentowany i niespełniony muzyk, który, jak się okazuje na początku historii, został oszukany. Z tego też powodu musi imać się pracy w podrzędnym lokalu, gdzie zamiast realizować się artystycznie, gra kolędy.


Dwójka naszych bohaterów poznaje się przypadkiem, szybko w sobie zakochuje i… tutaj pozwolę sobie zachować resztę historii w tajemnicy. Bowiem, pomimo tego że dla wielu osób taki wstęp może wydawać się sztampowy, historia opowiedziana w "La La Land" nie stanowi kalki schematów znanych nam z komedii romantycznych. Ich związek jest ukazany wręcz do bólu realistycznie, na przestrzeni filmu Mia i Sebastian pokazują, że różnią się od siebie, kłócą się, rozchodzą i znowu wracają. Stanowi to niewątpliwą zaletę filmu, wybijającego się dzięki temu na tle dawnych musicali prezentujących klasyczne podejście do pokazywania związków na ekranie.

Pora powiedzieć również coś o scenografii, którą bez jakiejkolwiek kozery można nazywać świetną. Sceny prezentujące nocną panoramę Los Angeles, molo na plaży podczas piosenki City of Stars, zwiedzanie przez naszą parę studiów filmowych – zasadniczo każdą z nich można by zatrzymać w dowolnym momencie i mieć przed oczyma obraz wart powieszenia na ścianie. Jest to również zasługą świetnej pracy kamery w rękach Linusa Sandgrena, który swój talent zdołał też pokazać chociażby w bardzo dobrze przyjętym "Pierwszym człowieku".


Na oddzielny akapit zasługuje natomiast muzyka. O ile bowiem każdy zdaje sobie sprawę, jak ważną rolę pełni ona w musicalu, w "La la land" jest wręcz fantastyczna i tuż po premierze zdążyła sobie niemal natychmiast zapewnić miejsce wśród takich klasyków jak "Deszczowa piosenka". Ja sam, pisząc tę recenzję, w tej właśnie chwili słucham sobie ścieżki dźwiękowej z filmu, a to, że od dłuższego czasu uważam dzień bez wysłuchania Someone in the Crowd, czy też The Fools Who Dream za dzień stracony, świadczy chyba samo za siebie.

Podsumowując zatem – nieziemskie zdjęcia, kreatywny montaż, urzekająca sceneria oraz gra aktorska pierwszej klasy sprawiły, że ten, tak bardzo niepasujący do naszych czasów, film zasłużenie może się poszczycić sześcioma statuetkami oraz ośmioma nominacjami oscarowymi. Dla mnie natomiast "La La Land" okazał się być bliskim ideału, niesamowicie pięknym, wzruszającym oraz magicznym filmem o pięknym morale, w którym zakochałem się tak bardzo, że niejedna dziewczyna mogłaby pozazdrościć tak głębokiego uczucia. Polecam każdemu.
1 10
Moja ocena:
9
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
80% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (5 głosów).
Chazelle przygotował się ze znajomości zasad rządzących musicalem na szóstkę z plusem. Doskonale skomponowane, naturalnie wprowadzane do opowiadanej historii piosenki ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 83%
"La la Land" to film, którego dawno nie widzieliście, zrealizowany po mistrzowsku. więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 89%