Recenzja filmu

Matchbox: Film (2026)
Sam Hargrave
John Cena

Szybcy i wściekli

Wyssana z palca afera szpiegowska wypełniona widowiskowymi sekwencjami sprawia, że "Matchbox: Film" wygląda bardziej jak kolejna część sagi "Szybcy i wściekli" niż niezależny film (tym bardziej,
Szybcy i wściekli
źródło: Materiały prasowe
Idea zrealizowania filmu opartego na kultowej marce resoraków wydaje się mocno karkołomna. Bo co właściwie miałoby być podstawą takiej fabuły? Jedyna historia, jaką można przywołać na temat marki Matchbox, to ta związana nazwą, a także rozmiarem zabawkowych aut – ponoć Jack Odell, współwłaściciel brytyjskiej firmy Lesney Products, zaprojektował resoraka, który zmieściłby się do pudełka zapałek (z angielskiego właśnie "match box"), gdyż tylko zabawki takich rozmiarów mogła zabierać do szkoły córka Odella. Ot, i cała filozofia. Czy na podstawie takiej anegdoty da się nakręcić widowiskowy film akcji? Najwyraźniej tak.

Historia Jacka Odella, jego córki i resoraka mieszczącego się w pudełku zapałek oczywiście została wspomniana w "Matchbox: Film" – i to niemal na samym początku. Cała reszta widowiska w reżyserii Sama Hargrave’a (twórcy m.in. dwóch części "Tylera Rake’a") to już opowieść, która z kultową marką zabawkowych samochodów wiąże się w znikomym stopniu. Fabuła "Matchbox: Film" rozpoczyna się w 1998 roku, kiedy to poznajemy grupkę nastolatków w małym miasteczku w Ohio. Sam, Crosby, Ted i Helen spotykają się w warsztacie samochodowym należącym do wujka Aimee, ostatniej członkini paczki. Niewiele jednak dowiadujemy się o nastoletnich bohaterach poza tym, że Sean podkochuje się w Aimee, a wszyscy w towarzystwie mają hopla na punkcie resoraków (co jest odrobinę dziwne, zważywszy na wiek bohaterów i czasy, w których dorastają). Już po paru minutach małomiasteczkowo-resorakowa idylla zostaje przerwana, gdyż Sam dowiaduje się, że wraz z ojcem przeprowadza się do Chicago. I tyle tytułem wstępu – już w tym momencie można być pewnym, że "Matchbox: Film" to nie produkcja, która stoi fabułą.


Przekonujemy się o tym także w kolejnym akcie filmu Hargrave’a – otóż okazuje się, że Sean nie tylko wydoroślał i zbudował sylwetkę kulturysty (wszak wciela się w niego John Cena), ale też został tajnym agentem CIA. Spotykamy go na środku Sahary, gdy z tajemniczym ładunkiem ucieka przed zgrają bandytów. Szybko okazuje się, że w potężnym, trzyosiowym pojeździe przewozi bombę nuklearną, którą ma dostarczyć… handlarzowi bronią. Wszystko w imię rzekomej równowagi sił na świecie, o czym informuje go przez telefon jego agencyjna zwierzchniczka (Danai Gurira). Po efektownym wykonaniu zlecenia Sean robi sobie kilka dni urlopu, podczas którego dowiaduje się o śmierci wujka Aimee. Dlatego postanawia wrócić do rodzinnej miejscowości i oddać hołd człowiekowi, który zaszczepił w nim i jego kumplach z dzieciństwa pasję do samochodów. Na miejscu oczywiście spotyka dawną paczkę, na czele z Aimee (powracająca do filmu po blisko dekadzie Jessica Biel). Jak nietrudno się domyślić, Sean i jego przyjaciele szybko wpadają w tarapaty, z których nawet takiemu asowi nie będzie łatwo się wydostać.

"Matchbox: Film" to bez wątpienia kolejny dowód na to, że Sam Hargrave doskonale czuje kino akcji – sceny walki, pościgi i wszelkie widowiskowe sekwencje zostały tu zrealizowane na naprawdę wysokim poziomie. Lokalizacje zmieniają się tu jak w kalejdoskopie: od wspomnianej Sahary, przez prowincjonalne amerykańskie miasteczko, ciasne marokańskie uliczki aż po wypełnione zabytkami wschodnioeuropejskie stolice (mało brakowało, a zahaczyliby o Kraków), a z każdej z nich Hargrave’owi udaje się wyciągnąć coś wyjątkowego. W "Matchbox: Film" udało się też zebrać całkiem imponującą obsadę: co prawda John Cena nie doskakuje do komediowego poziomu, na który go stać (rola zupełnie do zapomnienia), a Jessica Biel nie zalicza udanego powrotu – ale już drugi plan prezentuje się świetnie. Najzabawniejszy w towarzystwie jest Sam Richardson – jego Crosby zapewnia większość zabawnych sytuacji – ale całkiem nieźle radzi sobie także Arturo Castro. W epizodach błyszczą zaś zjawiskowa jak zawsze Golshifteh Farahani oraz znany z "Gry o tron" Kristofer Hivju – wypada żałować, że na ekranie pojawia się dosłownie na chwilę.


Wszystko to jednak traci na znaczeniu w obliczu bardzo rozczarowującej fabuły filmu Hargrave’a. Wyssana z palca afera szpiegowska wypełniona widowiskowymi sekwencjami sprawia, że "Matchbox: Film" wygląda bardziej jak kolejna część sagi "Szybcy i wściekli" niż niezależny film (tym bardziej, że John Cena pojawił się w dwóch odsłonach motoryzacyjnej serii). Nawet w kwestii "morału" płynącego z filmu o resorakach można mieć poczuć déjà vu – że przyjaciele są najważniejsi, a każdemu wyzwaniu można sprostać, jeśli działa się w zespole. To lekcja, która wybrzmiewa z niemal każdej części "Szybkich i wściekłych" (słynne "Salud mi familia" wypowiadane przez Doma Toretto), dlatego nawet pod tym względem "Matchbox: Film" okazuje się dziełem odtwórczym. I choć nikt raczej nie oczekiwał od filmu Hargrave’a niezwykłej oryginalność, poziom wtórności przekracza tu granice przyzwoitości.

"Matchbox: Film" to oczywiście produkcja czysto rozrywkowa i pod tym kątem wypada solidnie, ale wszystkie moje obawy związane z karkołomnością filmu opartego na marce resoraków okazały się zasadne. Nic jednak dziwnego – jeśli kanwą widowiska Apple jest seria zabawkowych aut, za którą nie stoi żadna ciekawa historia ani większa idea, nie mogło na tym powstać nic innego niż kolejny bezduszny blockbuster.
1 10
Moja ocena:
5
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?