Recenzja filmu

Podwodna bestia (2011)
Fred Olen Ray
John Schneider
Sarah Lieving

Rekin skacze, a widz płacze

Filmy o rekinach dzielą się na dobre, próbujące trzymać jakiś poziom oraz na te, które nawet nie silą się na zachowanie jakichkolwiek praw logiki. "Podwodna bestia" należy zdecydowanie do tych ...
Filmy o rekinach dzielą się na dobre, próbujące trzymać jakiś poziom oraz na te, które nawet nie silą się na zachowanie jakichkolwiek praw logiki. "Podwodna bestia" należy zdecydowanie do tych ostatnich.

Historia nie jest zbyt oryginalna, jak przystało na niskobudżetowy animal-attack klasy Z. Ot, prehistoryczna bestia czekała cierpliwie, aż ktoś uwolni ją z morskiego dna, z każdym milionem lat coraz bardziej żądna terroru i ludzkiego mięsa. Jej czas wreszcie nadszedł, a to za sprawą chciwego właściciela platformy wiertniczej, nieczułego na dobro środowiska naturalnego. Potwór ma szczęście, bowiem został uwolniony akurat przed konkursem bikini, który przyciąga wiele potencjalnych ofiar nad brzeg morza (a widzów płci męskiej przed ekran telewizora).

Naszymi protagonistami są pani biolog Kat oraz żeglarz Chuck. Sarah Lieving portretujące główną bohaterkę jak zwykle wykazuje się znakomitym kunsztem, zwłaszcza w scenie alkoholowego monologu w barze. Kat posiada ogromną wiedzę o rekinach i nie tylko, jest zawsze gotowa zasypać rozmówcę pseudonaukowym bełkotem wyjaśniającym wszelką zaobserwowaną niedorzeczność. Chuck (w tej roli Tim Abell) natomiast służy Kat za podporę stabilizującą jej rozchwianie emocjonalne i z wspaniałym niedowierzaniem na twarzy słucha jej kreatywnych teorii. Jako ciekawostkę mamy tu gościnny występ Johna Schneidera, którego mogą kojarzyć m.in. fani serialu "Smallville". Rólka co prawda niezbyt duża, ale znacząca dla fabuły dzieła.

Przejdźmy jednak do  tytułowego bohatera (a właściwie antybohatera), osławionego Superrekina. Zwierzę jest olbrzymie i nienasycone. Jak informuje nas niezastąpiona Kat, jest to bestia, która przetrwała od czasów prehistorycznych. Co powszechnie wiadomo, ewolucja lubi czasem zaszaleć, więc po rekinie można spodziewać się wszystkiego. Nawet oglądając film z takim podejściem, widz może zostać poważnie zaskoczony możliwościami rekina. Główną supermocą ryby jest fakt, iż z gracją baletnicy pełza ona radośnie po lądzie, że o malowniczych skokach, wykonywanych zarówno na plaży, jak i z wody, nie wspomnę. Ugryzienie przez krwiożerczego stwora zamienia ludzi w efektowną czerwoną eksplozję. Mimo wszystko Superrekinowi daleko jeszcze do zdolności Moby Dicka ("Moby Dick", 2010). Co prawda posiada standardową potworną kuloodporność, ale jednak miotacz ognia robi już na nim pewne wrażenie. Ponadto łatwo go zwabić, używając fal radiowych, do których żywi ambiwalentne uczucia.W walce z tak nieobliczalną bestią nie należy przebierać w środkach - jedynie amerykańskie wojsko ma jakieś szanse. Pojedynczy żołnierze, którzy na swoje nieszczęście zawsze patrzą w niewłaściwą stronę, nie stanowią jednak wyzwania dla naszego potwora (co najwyżej przekąskę), aby go pokonać, potrzeba czegoś więcej. Do tego celu armia sprowadza z Afganistanu całkiem przypadkowo stworzony w międzyczasie superczołg. Maszyna jest o tyle wyjątkowa, że nie posiada gąsienic, a (tu cytat prosto z filmu): "chodzi po pustyni jak opancerzony wielbłąd". Jak ta zdolność ma pomóc w walce ze zręcznym skocznym rekinem? Nie pytajcie, chyba nikt poza generałem nie zna odpowiedzi. Na szczęście wojsko jest tym razem wyjątkowo otwarte na propozycje obywatelskie, więc szybko powstaje nowa inicjatywa zniszczenia Superrekina za pomocą materiałów wybuchowych przytroczonych do radia. Wyjątkowo, nikt nie próbuje ocalić rekina, by wykorzystać go jako superbroni lub do innych równie sensownych celów.

Ostatecznie widzimy Kat ogłuszoną hukiem eksplozji z uroczym wyrazem twarzy, który najpewniej wyraża radość z faktu, iż film dobiega końca. I udręka widzów również. Na plus filmowi można zaliczyć pewną dozę humoru. Jest to jednak humor filmów klasy Z, a więc objawiający się absurdalnością scen i zaskakującą głupotą bohaterów – zamiast uciekać, wolą na przykład dźgać olbrzymiego rekina parasolem plażowym. Nie każdy go przetrawi, a można doznać nadwyrężenia wewnętrznej tolerancji dla nonsensu. Męska część widowni zapewne doceni jednak widoki prezentowane podczas wyborów miss bikini. Z mojego punktu widzenia film nie obfitował w zbyt nużące dłużyzny fabularne, poza kilkoma przepychankami słownymi Kat z potentatem naftowym. Finał pozwala szczęce na swobodny opad, zaś zakończenie dzieła nie jest jakoś drastycznie ucięte, jak to czasem bywa.
Każdy fan kina klasy Z, jak i filmów o rekinach powinien obejrzeć "Podwodną bestię", jako że jest to klasyczny obraz z poziomu "2/10". Po obejrzeniu "Szczęk" Stevena Spielberga wiele osób obawiało się wejść do jakiegokolwiek zbiornika wodnego. "Podwodna bestia" udowadnia, że na lądzie wcale nie jest bezpieczniej... 
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
65% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (74 głosy).
Udostępnij: