Recenzja filmu

Seconds Apart (2011)
Antonio Negret
Gary Entin
Edmund Entin

Nakręć mnie

Oprócz przytłaczającego klimatu zostaje nam zaserwowana konkretna dawka schizofrenicznego odbioru rzeczywistości, wywołująca dezorientację i niezidentyfikowany lęk przed bliźniętami.
Horror z punktu widzenia czysto kinematograficznego jest nie zwykle wymagającym gatunkiem filmowym. Od powstania pierwszych klasyków filmowych minął już bowiem mniej więcej wiek i z każdą nowo powstałą produkcją oczekiwania wobec reżyserów rosną. Trudno więc znaleźć coś, co by nie tyle zmroziło krew w żyłach widza, bo często do tego wystarczą same efekty specjalne czy jumpscares, ale przede wszystkim, zawierało intrygującą i zawoalowaną historię, która przykułaby go do fotela. Tak wręczony do rąk odbiorcy film wymaga tylko opakowania go w miłe dla oka obrazy albo, bardziej adekwatnie do gatunku, doprowadzające go do palpitacji serca.  

Film Antonio NegretAntonio Negreta z pewnością zalicza się do tych przykuwających uwagę. Nie jest to bowiem kolejny slasher, ghost story czy gore. Z perspektywy całości można zauważyć kunszt i pieczołowitość, jaka została włożona w stworzenie tej produkcji. Już sam niebanalny krótki opis, który jest ledwie liźnięciem tego, co dostajemy w trakcie obejrzenia, zachęca do zaznajomienia się bliżej z tym horrorem.  
 
Film zaczyna się stosunkowo dziwnie, widz zostaje bowiem rzucony w środek imprezy, gdzie próbuje się doszukać tajemniczych bliźniaków, a zamiast tego zasypany jest lejącym się alkoholem i wyborną zabawą młodych ludzi, do momentu, kiedy na ekranie nieoczekiwanie pojawia się rosyjska ruletka. Grupka sportowców, ot tak dla zabawy, przystawia sobie lufę do głowy i kolejno pociąga za spust, a gdy mózg któregoś z nich obryzguje ściany, reszta nawet nie drgnie. W tym momencie następuje konsternacja i pierwsze podstawowe pytanie "Co się dzieje?". Reżyser jednak nie każe nam czekać długo, bo oto po chwili na ekranie pojawiają się nam dwie identyczne twarze, tak, w końcu są bliźniacy. Ale moment, chwila – jaki projekt? Co mają odczuć? Potem następuje standardowe śledztwo, które prowadzi detektyw Lampkin (Orlando Jones). Cała szkoła bierze udział w rutynowym przesłuchaniu, na nieszczęście (oczywiście późniejsze) jedna z uczennic, Katie Dunn (Jenn Foreman) zwraca uwagę śledczego na nietypowych bliźniaków. W ten sposób reżyser zaczyna nam przybliżać sylwetki Setha (Gary Entin) i Jonaha (Edmund Entin).  

Oprócz przytłaczającego klimatu zostaje nam zaserwowana konkretna dawka schizofrenicznego odbioru rzeczywistości, wywołująca dezorientację i niezidentyfikowany lęk przed bliźniętami. Do głównego wątku wplecione są jeszcze te poboczne- przeszłość detektywa związana ze śmiercią w pożarze jego żony oraz relacja jaka nawiązuje się między Jonahem a Eve (Samantha Droke). Choć początkowo mogą się one wydawać zwykłym zapychaczem lecącego filmu, pod koniec okazują się niezwykle istotnym elementem. Bowiem trawiący detektywa Lampkina żal spowodowany nagłą śmiercią żony, której nie był notabene w stanie uratować, miał istotny wpływ na to, w jaki sposób akcja zapętlała się wokół jego osoby. Przede wszystkim był to główny przedmiot bliźniąt wykorzystywany do manipulacji jego osobą. W końcu to z tego powodu detektyw uderzył w twarz jednego z braci, a w późniejszym rozrachunku był katalizatorem do tworzenia wokół niego iluzji np. scena, gdy Lampkin odwiedził posiadłość Entinów, a rodzice Jonaha i Setha opowiadali o pobycie w jednym z pensjonatów w Aspen, do którego niegdyś jeździł z żoną. Nawet na znak prawdziwości tych słów bracia stworzyli tę samą kulę śnieżną, którą on  trzymał na stoliku nocnym. Z kolei wątek z Eve pokazał nam różnicę między bliźniętami. Mogliśmy dostrzec, że choć Jonah i Seth wyglądali niemal identycznie, poruszali się w ten sam sposób, to pod względem charakteru można było dostrzec różnicę między nimi. Jonah był wrażliwszy, rozsądniejszy i spokojniejszy od swojego narwanego i pełnego negatywnych emocji Setha. W Jonahu mogliśmy dostrzec cień chłopaka, który starał się być dobry. Ciężko jednak stwierdzić jakoby czuł coś więcej do Eve, nie tylko ze względu na krótką znajomość.  
Choć z pozoru mogłoby się wydawać, że film wyłącznie opowiada o nierealnej telepatii między bliźniętami, tak naprawdę zawiera w sobie wiele problemów życiowych. Pokazuje jak wiele małżonkowie są w stanie zrobić, aby dostać upragnione dzieci, a w dalszym rozrachunku, jak trudne i pełne wyrzeczeń jest wychowywaniem potomstwa. Co się z tym wiąże, jak trudno jest znaleźć nić porozumienia w relacji rodzic-dziecko. Znajdziemy tu także niemożność pogodzenia ze śmiercią ukochanej osoby, tym bardzie, gdy dana osoba obwinia się o jej odejście. Ponadto zostaje poruszony nieco bardziej błahy problem związany z dojrzewaniem nastolatków, również i na tle seksualnym, a co za tym idzie, przeżywaniem przez nich pierwszych miłostek. Taka wielowarstwowość filmu sprawia, że nie tylko nabiera on samej w sobie głębi, ale w ostatecznym rozrachunku, okazuje się być ambitną i solidną produkcją, dzięki czemu nie będziemy mieli poczucia zmarnowanego ani na moment czasu.

Co się tyczy samego zakończenia, śmiało mogę rzec, że jest świetnym zwieńczeniem tego niespełna półtoragodzinnego filmu. "Seconds Apart" jest produkcją nietuzinkową, ale i nieprzesadzoną, patrząc przez pryzmat całości. Akcja wartko się toczy, dzięki czemu widz nie może narzekać na nudę ani na nieciekawe sploty akcji. Dodatkowo w trakcie filmu tracimy poczucie, co jest rzeczywistością, a co iluzją. Wywołuje mniej więcej to, czego powinno się oczekiwać od dobrego kina grozy – poczucie tajemniczości i zagadki, która jest zawoalowana w zgrabny sposób, a przy okazji wywołuje delikatny lęk. Film Antonio Negreta jest jednym z ciekawszych horrorów 2011 roku, warto więc przekonać się na własne oczy czy tak jest.
1 10
Moja ocena:
6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Nikt jeszcze nie ocenił tej recenzji $percent% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną ($review.rating.count głosy).
Udostępnij: