Recenzja filmu

Trolle (2016)
Mike Mitchell
Jarosław Boberek
Anna Kendrick
Justin Timberlake

Tęczowa radość

"Trolle" nie są do końca udaną animacją, ale też nie można jej uznać za całkowitą porażkę. Twórcom udało się stworzyć przyjemną bajkę, przy której widz się nie nudzi. 
Któż nie chciałby być szczęśliwy przez całe życie? Pragnieniem każdego normalnego człowieka jest, aby nie nękały go żadne smutki. Temat szczęścia jest też jednym z najbardziej uwielbianych przez filmowców. Była o nim mowa w m.in. "W głowie się nie mieści", "Lilo i Stich", czy pośrednio "Kraine lodu". Jakby nie patrzeć bohaterowie tych filmów poszukiwali drogi do spełnienia marzeń, a tym samym do szczęścia. Jak natomiast poradziły sobie z tym zagadnieniem "TrolleMike'a Mitchella ("Shrek Forever")?



Tytułowe Trolle to kolorowe istotki, dla których najważniejsze są śmiech, śpiew i taniec. Dzięki swemu niezwykłemu optymizmowi stali się głównym daniem wiecznie smutnych i ponurych Bergenów. Dzięki królowi Peppiemu udaje im się uciec w Trollaria, za co zostaje wygnana nadworna Kucharka, która poprzysięga odnaleźć zbiegów. Mija 20 lat. Córka króla - Poppy, jest beztroską i wesołą dziewczyną, uwielbiającą zabawę, czym zaraża pobratymców. Ich radości nie podziela jedynie Mruk, który bezskutecznie stara się ich ostrzec przed dawnym wrogiem, co wywołuje jedynie śmiech i drwiny. Wkrótce okaże się, że to on miał rację i kilku najlepszych przyjaciół Poppy zostaje złapanych przez Kucharkę. Księżniczka zmusza Mruka do pomocy. Niezwykła podróż sprawi, że oboje się od siebie czegoś wzajemnie nauczą i zbliżą do siebie. 



Jeśli chodzi o samą fabułę, to niestety "Trolle" okazują się porażką. Historia jest tak banalnie przedstawiona, że ciężko się tu doszukiwać sensu. Przez to nie udaje się widzowi identyfikować z bohaterami, czy nawet ich polubić. Akcja jest toporna, a sensu i logiki jest żenująco mało. Wprowadzono tu bohaterów, jak chociażby Chmurzak, którzy absolutnie niczego nie wnoszą, nawet humoru. Morał bajki również zostaje tu podany łopatologicznie, a "negatywni" bohaterowie trochę za szybko go pojmują.



Na plus filmowi wychodzą jednak obrazy wizualne. Kolory Trolli są soczyste i ciepłe, co pozostaje w silnym kontraście z ponurym światem Bergenów. Stworki są zabawne, chociaż większość nie grzeszy przy tym intelektem. Kolejnym udanym zabiegiem jest jak zwykle polski dubbing. Kwestie są zabawne i dokładnie przemyślane. Idealnym rozwiązaniem są tu również piosenki. Przetłumaczone na język polski, zmuszają widza do myślenia i kojarzenia zarówno wykonań współczesnych, jak i tych sprzed lat. 



Jednak największym sukcesem okazuje się tu dwójka głównych bohaterów. Poppy i Mruk to dwie skrajne indywidualności. Ona to niepoprawna optymistka, patrząca na świat przez różowe okulary. On jest ponurakiem, stroniącym od wszystkich i szykującym się na nieunikniony atak. I właśnie ta niedobrana para musi teraz współpracować, aby ocalić porwanych. Sprawi to, że obydwoje nieco się zmienią: Poppy, chociaż nadal wierzy w cuda, przekona się, że na świecie jest też dużo zakłamania i okrucieństwa. On odnajdzie swoje zgubione szczęście i otworzy się na innych. 

 

"Trolle" nie są do końca udaną animacją, ale też nie można jej uznać za całkowitą porażkę. Twórcom udało się stworzyć przyjemną bajkę, przy której widz się nie nudzi. Nawet, jeżeli sama akcja jest nudna, to śpiewane tu piosenki są miłym przerywnikiem. A, że muzyka zazwyczaj przynosi radość, to i kolorowe jak tęcza stworki również można nawet polubić. 
1 10
Moja ocena:
6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
20% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (5 głosów).
Udostępnij:
W jednym ze swoich ostatnich filmów za czasów niezależności twórczej DreamWorks Animation powraca do tego, co uczyniło z niej liczącą się w świecie animacji siłę – ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 62%