Na dobre i na złe

Kiedy w Activision Blizzard wybuchał pożar za pożarem, a my dowiadywaliśmy się z mediów o kolejnych tragediach pracujących tam ludzi, w oddalonym o ponad 4500 kilometrów miasteczku Menands na ...
"Diablo II: Resurrected" - recenzja
Kiedy w Activision Blizzard wybuchał pożar za pożarem, a my dowiadywaliśmy się z mediów o kolejnych tragediach pracujących tam ludzi, w oddalonym o ponad 4500 kilometrów miasteczku Menands na wschodnim wybrzeżu deweloperzy z Vicarious Visiona w pocie czoła pracowali nad wskrzeszeniem legendarnego "Diablo II". Roboty było co niemiara, bo w przypadku ponad 20-letniej gry nie ma mowy o podciąganiu czegokolwiek – wszystko musiało zostać narysowane i zakodowane praktycznie od zera.



"Diablo II: Resurrected" opowiada dokładnie tę samą historię, co dwadzieścia lat temu. Moce zła nawiedziły świat Sanktuarium, a my wyruszamy za Diablo w ciele Mrocznego Wędrowca, który chce przebudzić swoich braci. Wszystko jest tutaj na swoim miejscu, niczego nie wyrzucono, ani też nie dodano. To dalej ten sam rewelacyjny hack’n’slash, w którym zakochały się miliony, i który wyłożył fundamenty dla całego gatunku, przeróżnych naśladowców oraz oczywiście świetnej kontynuacji w postaci "Diablo III". W przypadku odświeżenia tak starej gry warto skupić się jednak na tym, co się zmieniło i co zrobiono, aby godnie zaprezentować tytuł nowym pokoleniom graczy.



"Diablo II" działało oryginalnie na PC w niskiej rozdzielczość i było w całości oparte na dwuwymiarowych spirte’ach, więc właśnie te kwestie trafiły na warsztat w pierwszej kolejności. Wszystkie modele zostały namalowane od zera i stworzone w 3D, jednak z zachowaniem charakterystycznego dla oryginału stylu, więc nie jest cukierkowo, jak zdaniem wielu w "Diablo III". Oryginalna gra działa jednak cały czas pod spodem, więc w każdej chwili możemy przełączyć się na tryb Legacy kombinacją odpowiednich klawiszy na padzie. To też ostateczny argument w dyskusji ze wszystkimi, którzy twierdzą, że "niewiele się zmieniło" – otóż, zmieniło się wszystko; gra ma wsparcie dla panoramicznych ekranów i wygląda po prostu rewelacyjnie. Ciekawostką jest też fakt, że w ustawieniach możemy zdecydować, czy chcemy tryb Legacy mieć w 640x480 czy 800x600 – ta druga rodzielczość została w oryginalnej grze dodana dopiero w dodatku "Lord of Destruction". Niezrozumiałe jest dla mnie jedynie dorzucenie do gry dwóch trybów na konsolach nowej generacji – musimy wybierać między ostrym jak brzytwa 4K w 30 klatkach a niższą rozdzielczością (wygląda na 1440p) w 60 klatkach. Trudno mi uwierzyć, że to z powodu braku mocy obliczeniowej.



Co zmieniło się w samej rozgrywce? Niestety niewiele. Dostaliśmy dodatkową zakładkę w skrytce na przedmioty, która jest wspólna dla wszystkich postaci na tym samym koncie. Sama skrytka też się zwiększyła, przez co możemy zachować w niej dużo więcej przedmiotów. Nasza postać podnosi też sama złoto i niewielkie, wartościowe przedmioty, kiedy po nich przechodzimy. Po stronie sieciowej mamy nowy Battle net oraz opcję przenoszenia naszej postaci między platformami (na każdej z nich musimy jednak osobno kupić grę). Jest też opcja rozgrywki międzygeneracyjnej, ale tylko w tej samej rodzinie konsol – gracze PS4 mogą grać online z posiadaczami PS5, a użytkownicy Xboksów One pobiegają wspólnie po Sanktuarium ze znajomymi na Xbox Series S|X. Szkoda tylko, że deweloperowi zabrakło odwagi na trochę poważniejsze zmiany. Ekwipunek dalej jest taki sami jak 20 lat temu i dalej tak samo irytujący. Wciąż jest też tak samo mały, więc co chwila musimy przerzucać te przedmioty. W przypadku konsol tragiczna jest też obsługa wszystkich menusów za pomocą wirtualnego kursora, bo w sumie pozostawiono je bez zmian w stosunku do wersji PC. To o tyle dziwne, że w konsolowym "Diablo III" od podstaw stworzono ekwipunek specjalnie pod pada i wystarczyło go tylko zaimplementować.



Trudno też przymknąć oko na problemy związane z połączeniem z Battle.netem. Oczywiście, można ich uniknąć, tworząc postać offline, jednak wtedy tracimy możliwość przenoszenia jej między platformami. Możliwe, że te problemy zostaną załatane za jakiś czas, jednak na Xboksie podłączonym kablem sieciowym zdarzały się zerwane połączenia, parę razy mnie wyrzuciło do menu albo gra najzwyczajniej w świecie się przycinała. Szkoda też, że nikt w Blizzardzie nie wpadł na to, że o ile przeniesienie swojej postaci z PC lub dużej konsola na przenośnego Switcha to rewelacyjny pomysł, o tyle wymóg ciągłego bycia online podczas grania psuje zabawę.

Pod względem zawartości to wciąż to samo rewelacyjne "Diablo II". Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że poza zupełnie nową grafiką deweloperzy poszli po linii najmniejszego oporu i nie tylko nie chciało im się popracować nad optymalizacją (wybór trybu graficznego), ale i przerzucili żywcem cały interfejs z PC, który na konsolach po prostu nie działa. To wszyscy jest o tyle dziwne, że to samo studio rok temu dało nam pełnego miłości i idealnie skrojonego "Tony Hawk’s Pro Skater 1+2".
1 10
Moja ocena:
7
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
60% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).