Cancel Culture

Czy kiedykolwiek zaprosiliście na randkę dziewczynę o imieniu Ramlethal Valentine? Czy zagraliście miłosny hymn na jazgoczącej gitarze elektrycznej? A może leczyliście złamane serce u konowała z ...
"Guilty Gear -STRIVE-" - recenzja
Czy kiedykolwiek zaprosiliście na randkę dziewczynę o imieniu Ramlethal Valentine? Czy zagraliście miłosny hymn na jazgoczącej gitarze elektrycznej? A może leczyliście złamane serce u konowała z papierową torbą na głowie i skalpelami zamiast palców? Dokładnie tak heavy-metalowa jest nowa odsłona serii "Guilty Gear" ("Doom" może spokojnie odejść na emeryturę). Podczas gdy Axel Bowie, Lemmy Hetfield i ZZ Cooper śnią wspólnie najpiękniejszy sen po tej stronie księżyca, entuzjaści bijatyk tańczą pogo. W grze jest też inna dziewczyna – brazylijska agentka specjalna włoskiego pochodzenia, tłukąca się bez litości w imieniu amerykańskiego prezydenta z astralnym psem u boku. Proszę, bierzcie już moje pieniądze.



Ciężko wytłumaczyć fenomen cyklu "Gulity Gear" komuś, dla kogo cała historia dwuwymiarowych bijatyk sprowadza się do świętej triady "Street Fighter" – "Mortal Kombat" i – powiedzmy – "King of Fighters". Ale możecie mi wierzyć na słowo, gdy mówię, że bez liczącej ponad dwie dekady, flagowej serii studia ArcSys rozpikselowany pejzaż przełomu wieków byłby o wiele nudniejszy. W czasach, gdy torcik tego szlachetnego gatunku został już podzielony, małe studio z Yokohamy pogodziło skrajne żywioły technicznej rozgrywki i arcade'owego szaleństwa, okraszając całość ręcznie rysowaną grafiką przecudnej urody. I choć dalsza historia cyklu przypomina drogę krzyżową (najważniejszym przystankiem była bez wątpienia utrata praw do marki), to w 2021 roku historia zatoczyła koło – "Guilty Gear" znów skrada się za plecami największych, by co jakiś czas partyzancko zaatakować. W "Strive" widać jednak chęć zmiany tego stanu rzeczy – nie bez powodu gra jest ukłonem w stronę żółtodziobów. 



Nieinteraktywny tryb fabularny oraz schowana w czeluściach menu encyklopedia to transakcja wiązana – tylko przekopanie się przez hałdy tekstu pozwoli zmieścić pod czaszką niezbędne fakty z tego monstrualnie rozdętego uniwersum. Jeśli jednak nie w smak Wam takie rozrywki, mam dobrą wiadomość: landrynką dla oczu i pożywką dla mózgu jest już sama ikonografia. To rzeczywistość, w której mściwi motocykliści mierzą się z demonami z innego wymiaru, zcyborgizowani samurajowie upuszczają olej radzieckim robotom z demobilu, a wymachująca gigantyczną kotwicą dziewczynka miota we wrogów swoim przyjacielem delfinem. Choć w przypadku tak pięknej gry wszelkie recenzenckie prawidła nakazują poświęcić oddzielny akapit samej koncepcji artystycznej, nie da się ukryć, że to równie skuteczny marketingowy haczyk, co przedpremierowe obietnice wobec neofitów. Wystarczy rzut oka na "Strive", by z kącików ust pociekła ślina, a szczęka zmiażdżyła palce u stóp. A gdy dotrze do nas, że w świecie zbliżającym się do anime na odległość jednego pociągnięcia pędzla po gębach piorą się trójwymiarowe postacie (udające jedynie płaskie sprite'y), wszelkie dyskusje stają się bezcelowe. "Guilty Gear -Strive-" to najładniejsza bijatyka 2D w długiej i szlachetnej historii tego gatunku. 



Pod błyszczącym pozłotkiem kryje się bogaty system walki, który przypadnie do gustu zarówno laikom, jak i weteranom serii – choć ci drudzy będą oczywiście narzekać na ustępstwa wobec nowych na pokładzie. Pięcioprzyciskowa, zbudowana na spiętrzonych cancelach (w skrócie: kombinacjach i ciosach inicjowanych w trakcie trwającej animacji poprzedniego ciosu, ergo – "cancelujących" go) mechanika doczekała się znaczących zmian. Piącha cancelowana do kopniaka, kopniak do cięcia, cięcie do potężnego cięcia, następnie do ataku specjalnego, plus lekkie warianty wszystkich ataków cancelowane do silniejszych – tak było do tej pory. Tymczasem w "Strive", dzięki znacznemu ograniczeniu długości kombinacji, działa to nieco inaczej. Większość combo-starterów zaczyna się cięciem, co siłą rzeczy wymusza krótsze, ale potężniejsze serie (widać to zresztą w topniejącym znacznie szybciej pasku życia oponenta). Myli się jednak ten, kto twierdzi, że podobny kompromis odarł grę z tożsamości. Skracający dystans dash, rzuty i ucieczki, garda z bańką negującą wszelkie obrażenia, perfekcyjny, trwający jedynie dwie klatki animacji blok, potężne ataki Overdrive – wszystko, co tygrysy lubią najbardziej, wciąż jest w menu. Powracają również tzw. Psych Bursts, czyli specjale działające albo jak "karta wyjścia z więzienia" (przy ataku przeciwnika), albo jak darmowa taktyczna przewaga (gdy używamy ich do ataku, napełniają pasek czynności specjalnych). A także mechanika zwana Tension, pozwalająca spożytkować wspomniany pasek na potężne Overdrives, albo na tzw. Roman Cancele (będące zarówno ofensywnym, jak i defensywnym narzędziem kontroli przestrzeni i rytmizacji combosów). W ramach zbójeckiej zagrywki możecie też przebić facjatą rywala niewidzialną ścianę i wyszorować jego bezwładnym ciałem drugą część mapy. Cudnie.  

Chociaż z serwerami łączą nas leniwce ze "Zwierzogrodu", a internetowe lobby to niezły Meksyk (poczynając od kuriozalnej, pixel-artowej grafiki po mało intuicyjną nawigację), sam kod sieciowy jest bezbłędny i pozwala cieszyć się stabilnymi pojedynkami w 60 klatkach na sekundę. Zaś niezbyt oryginalny zestaw wyzwań dla samotnego gracza (nihil novi, od treningu przez survival po arcade) równoważy interesujące podejście twórców do poziomu trudności – pierwsza walka służy za egzamin, od którego zależy, czy trafimy na ukwieconą polanę, czy na autostradę do piekła. To wszystko oczywiście nieistotny szum. Jak każdą dobrą bijatykę, "Guilty Gear -Strive-" napędza przede wszystkim kinetyczna energia samych pojedynków. A jeśli w dodatku interesuje Was, co powstanie ze skrzyżowania gitary basowej, "Afro Samuraia", Guns N’ Roses, małej syrenki i kilku listków LSD, tego koncertu nie możecie przegapić.
1 10
Moja ocena:
8
Michał Walkiewicz
Dziennikarz filmowy, redaktor naczelny portalu Filmweb.pl. Absolwent filmoznawstwa UAM, zwycięzca Konkursu im. Krzysztofa Mętraka (2008), laureat dwóch nagród Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
67% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (6 głosów).
Udostępnij: