Uwielbiam wracać do Kamurocho, a wersje kiwami pozwalają na rozkoszowanie się historią Kiryu bez archaizmów i dziwnych naleciałości obecnych w erze Playstation 2 i 3. Obecność "trójki" daje mi
"Yakuza Kiwami 2" zaostrzyła mój apetyt na kolejne odświeżone części przygód Kiryu i spółki. Naiwnie liczyłam, że wydanie "trójeczki" to tylko kwestia czasu. Zanim się jednak zorientowałam, w kalendarzu nastąpił przeskok o siedem lat, studio RGG wypluło z siebie masę spin-offów, a zamiast wiadomości o kolejnym remake’u w tle słychać było tylko świerszcze. Pewnego dnia zamiast krzaczków przelatujących przez wyludnione miasto uraczeni zostaliśmy fanfarami, bo oto w ramach celebracji dwudziestolecia studia RGG, Japończycy wreszcie zapowiedzieli "Yakuzę Kiwami 3".
Sega
Ryu ga Gotoku Studios
Pierwotnie wydana w 2009 roku (na Zachodzie – w 2010 roku) "Yakuza 3" była pierwszą grą z serii wypuszczoną na Playstation 3. I choć spotkała się z pozytywnym odbiorem, to zachodni odbiorcy nie mieli okazji poznać jej historii w pełnej krasie. Z gry wycięto część minigierek, sporą część zadań pobocznych i segment związany z hostessami. Późniejszy remaster próbował to co prawda naprawić, ale w trakcie rozgrywki z tyłu głowy wciąż kołatała mi się myśl, że nadal nie gramy w ten sam produkt, z którym mieli styczność Japończycy.
"Yakuza Kiwami 3" stanowi nowe otwarcie dla tego wcześniej poszatkowanego tytułu. Nie będzie pewnie żadnym zaskoczeniem, gdy napiszę, że Kiryu nie jest dane życie w spokoju, a demony przeszłości znajdą go wszędzie. Nawet w sierocińcu położonym na dalekiej Okinawie. Miejsce, które miało stanowić sanktuarium dla Kazumy, Haruki i gromadki osieroconych dzieci, jest łakomym kąskiem dla możnych próbujących postawić w jego miejscu wakacyjny kurort. Opór ze strony Smoka Dojimy jest na tyle silny, że konflikt szybko eskaluje, raniąc osoby jemu najbliższe. Nieubłaganie zbliża się moment, w którym będzie on zmuszony zamienić klapeczki i bermudy na oksfordy i błyszczący garniak.
Sega
Ryu ga Gotoku Studios
I na tym poprzestanę, jeśli chodzi o fabułę. "Kiwami 3" serwuje wyborną historię, której najlepiej doświadczać samodzielnie, bez zbędnej ingerencji osób trzecich. Niestety, nie obyło się też bez paru kontrowersyjnych zmian. I nie chodzi tylko o fabularne fikołki. Zarówno Sega, jak i RGG Studio pozostały głuche na głosy krytyki uderzające w jeden z castingów. Jest to dziwne o tyle, że w przeszłości Japończycy wielokrotnie podmieniali nie tylko samych aktorów, ale i ich cyfrowe podobizny, gdy na horyzoncie pojawiały się różnego rodzaju skandale obyczajowe.
Wróćmy jednak do zawartości remake’u. A ta w porównaniu do oryginału zapiera dech. Podobnie jak w poprzednich częściach twórcy nie idą tu po linii najmniejszego oporu. Zamiast przekładać całość 1:1, postarali się, by rozgrywka była różnorodna i posiadała nowe elementy. Jednym z nich jest możliwość dekorowania posiadanego przez Kiryu telefonu. Tak, na pierwszy rzut oka może się to wydawać głupie, ale idealnie wpisuje się w zamiłowanie Japończyków do ozdabiania mobilek różnego rodzaju plastikowym barachłem. Charmsy, naklejki, diamenciki i inne śmieszne pierdołki nie tylko będą miały walor estetyczny, ale przełożą się też realnie na umiejętności Kiryu – przełożą się na większą odporność na obrażenia czy też szybsze napełnianie się paska ataków specjalnych.
Sega
Ryu ga Gotoku Studios
Gra nie mogła się też obyć bez elementu zarządzania. Zostawiamy za sobą Majima Constructions, kluby hostess i skupiamy się na damskiej gałęzi gangu bosozoku. To jedna z subkultur, której członkowie poruszają się na spersonalizowanych motorach. Rolą Kiryu będzie doprowadzenie Haisai Girls na samą górę mafijnej drabinki. By tego dokonać, nie tylko zrekrutujemy nowych członków ekipy, ale i stoczymy zażarte walki o terytorium. Starcia te będą okazją do zdobycia doświadczenia i zobaczenia dawno niewidzianych twarzy w nowej odsłonie.
Gros czasu spędzimy na Okinawie, w sierocińcu Morning Glory. Kiryu chce być dla dzieciaków najwspanialszym opiekunem na świecie. Jest też daleki od obarczania wszystkimi sprawami Haruki, więc ochoczo przystępuje do podstawowych domowych czynności. Na graczy czekają minigierki związane z odrabianiem prac domowych, gotowaniem, a nawet szyciem na maszynie. Do tego dochodzi też pielenie grządek i zarządzanie żywym inwentarzem. Przydomowy biznes z biegiem czasu przynosi coraz większe profity, co sprzyja zacieśnianiu więzi dzieci z Kiryu. Wątek ten został rozbudowany względem oryginału, co przełożyło się znacząco na jakość historii.
Sega
Ryu ga Gotoku Studios
Rozgrywka "Yakuza Kiwami 3" to nie tylko sadzenie kapusty, ale przede wszystkim walka. Tym razem Kiryu, poza tradycyjnym stylem Dojimy, zawalczy w też w stylu Ryukyu. Ten osadzony w kulturze Okinawy zestaw ruchów pozwoli Kazumie na pranie przeciwników za pomocą tonf, łańcuchów i innych dziwnych ustrojstw. Sama walka jest jak zwykle soczysta, pełna fajerwerków i odjechanych ciosów kończących. W małą irytację wprawiają częste losowe potyczki z minionkami. Nagrody z tych starć nie są warte zachodu, ale skutecznie wybijają z przeszukiwania Kamurocho.
Nowemu remake’owi od RGG Studio towarzyszy dodatek "Dark Ties". Opowiada on historię Yoshitaki Mine, głównego antagonisty "trójki". Myślałam, że reklamowanie "Dark Ties" na równi z "Kiwami 3" oznaczać będzie, że dostaniemy de facto dwie duże gry w cenie jednej. Tymczasem podróż Mine "od zera do mafii bohatera" zajmie jakieś pięć godzin, co zbliża ją bardziej do opowiastki Majimy z "Kiwami 2" niż wielowymiarowego tytułu na dziesiątki godzin. Nie oznacza to jednak, że nie możemy sobie wydłużyć czasu spędzonego z fanbojem Daigo. Mine musi dbać o reputację innego znanego złola. Tsuyoshi Kanda jest leniwym, zapatrzonym w siebie i skupionym na zabawianiu kobiet oblechem. Jest też jedyną szansą Mine na wdrapanie się wyżej w mafijnej hierarchii. Swoimi działaniami Yoshitaka próbuje udowodnić, że Kanda wcale nie jest taką kanalią, za jaką mają go ludzie. W przerwach od niańczenia Kandy, Mine zanurzy się też w świat podziemnego klubu walki.
Sega
Ryu ga Gotoku Studios
Staram się zrozumieć, czemu akurat "Dark Ties" doczekało się własnego nagłówka na równi z "Kiwami 3". Być może wynika to z rankingów popularności, w których Mine zdobywa całkiem wysokie miejsca. Trudno zgadnąć, jaki zamysł mieli twórcy RGG Studio, zwłaszcza że na pokładzie od kilku lat brakuje już Nagoshiego. Nie zdziwiłabym się, gdyby "Dark Ties" i dziwne zabiegi fabularne z "Kiwami 3" były początkiem odpinania wrotek i dalszego przerabiania materiału źródłowego.
Moim największym zastrzeżeniem do tego produktu jako całości jest, o dziwo, grafika. Odniosłam wrażenie, że "Kiwami 3" wygląda zdecydowanie gorzej niż prawie dziewięcioletnie już "Kiwami 2". Najbardziej widać to chyba na twarzach NPC-ów. Co zabawne, męskie postacie są dopracowane w najmniejszych szczegółach, podczas gdy damskie, jak choćby Haisai Girls, przypominają pozbawione życia manekiny, w których jedynym ruchomym elementem są usta. Twórcy obiecują wprowadzenie patcha poprawiającego mankamenty graficzne. Na dzień publikacji tego tekstu brak jest jednak konkretów, kiedy dokładnie będziemy mogli się go spodziewać.
Sega
Ryu ga Gotoku Studios
Czy te bolączki uniemożliwiły mi dobrą zabawę? Oczywiście, że nie. Uwielbiam wracać do Kamurocho, a wersje kiwami pozwalają na rozkoszowanie się historią Kiryu bez archaizmów i dziwnych naleciałości obecnych w erze Playstation 2 i 3. Obecność "trójki" daje mi też nadzieję na to, że prędzej czy później doczekamy się też wykręconych opowieści obecnych w czwartej i piątej części "Yakuzy". Oby tylko nie trzeba było na nie czekać kolejnych dziewięciu lat.