"Bait" to zaledwie sześć półgodzinnych odcinków, które pochłania się ekspresowo – serial Riza Ahmeda ma świetne tempo i dialogi, a chemia między Ahmedem i Guzem Khanem, wcielającym się w kuzyna
Wszyscy, którzy kiedykolwiek odwiedzili Londyn, zapewne zetknęli się tam z pakistańskimi imigrantami lub pokoleniem ich potomków. Brytyjscy Pakistańczycy to druga najbardziej liczna mniejszość etniczna w Wielkiej Brytanii, a Riz Ahmed to jeden z najbardziej medialnych jej przedstawicieli. W zaledwie sześcioodcinkowej produkcji "Bait" aktor nominowany w 2021 roku do Oscara (a także nagrodzony rok później za fabularny film krótkometrażowy) wciela się w… aspirującego aktora, który staje przed szansą, jakiej zdecydowana większość jego kolegów po fachu nie otrzyma nigdy: zagrania agenta 007!
W najnowszym serialu Prime Video mamy do czynienia z nowym poziomem autotematyzmu – oto na platformie streamingowej należącej do Amazona oglądamy serial o kulisach obsadzania jednej z najbardziej ikonicznych ról w historii kina, w serii filmowej od niedawna należącej do… Amazona właśnie. Trzeba przyznać, że to śmiały i ciekawy zabieg, mający zapewne pomóc w zbudowaniu odrobiny dystansu w stosunku do wyglądającego na śmiertelnie poważny i ściśle tajny procesu selekcji. Plotki o kolejnych pojawiających się lub upadających kandydaturach co chwilę "wstrząsają" mediami, a mimo że od premiery ostatniego, 25. filmu serii o Jamesie Bondzie minęło już blisko pięć lat, wciąż nie dokonano wyboru nowego odtwórcy roli legendarnego agenta 007. Scenarzyści "Bait" zdają się natomiast twierdzić, że castingi trwają w najlepsze, bo właśnie od jednego z nich rozpoczyna się serial stworzony przez Riza Ahmeda. Tak, proszę państwa: wszędobylski Riz (jego imię chyba nie przez przypadek brzmi jak współczesne slangowe określenie charyzmy) jest nie tylko aktorem i raperem (tak jak bohater "Bait"), ale także scenarzystą i producentem, a najnowszy serial Amazona to w dużej mierze jego dziecko.
Ów casting oczywiście nie idzie najlepiej – "Bait" to czarna jak smoła komedia o aktorze, któremu brakuje zarówno pewności siebie, jak i choćby śladowych ilości zdrowego rozsądku. Od pierwszych scen udowadnia, że nie ma w sobie wystarczająco wiary i siły, by przekonać do siebie producentów, a co dopiero opinię publiczną, której zapewne niełatwo byłoby zaakceptować pakistańskiego Bonda. Shah Latif, nasz bohater, jest jednak niezłym kombinatorem – myślę, że doskonale odnalazłby się w filmie Josha Safdiego; ma w sobie te same pokłady autodestrukcyjności i skłonności do podejmowania najgorszych możliwych decyzji.
Już na początku bohater postanawia sprowokować plotkę na swój temat, by rozkręcić internetową dyskusję na temat niebiałego agenta 007 – ma nadzieję, że w ten sposób otrzyma jeszcze jedną szansę na rolę marzeń. Za pierwszym instynktem nie idzie jednak żaden plan – w tej czarnej komedii omyłek Shah bardzo szybko traci kontrolę nad spiralą zdarzeń, którą wywołał, a że sam nie znajduje się mentalnie w najlepszym miejscu, mamy do czynienia z gotowym przepisem na katastrofę. Bohater "Bait" usiłuje utrzymać się na powierzchni w życiu zawodowym, a jednocześnie próbuje sprostać wymaganiom rodziny i reanimować dawną relację z Yasmin (zjawiskowa Ritu Arya). W tych wszystkich staraniach zatraca najważniejszą rzecz, którą ma do zaoferowania światu: siebie.
"Bait" to zaledwie sześć półgodzinnych odcinków, które pochłania się ekspresowo – serial Riza Ahmeda ma świetne tempo i dialogi, a chemia między Ahmedem i Guzem Khanem, wcielającym się w kuzyna głównego bohatera, jest fantastyczna. Widzowie spodziewający się klasycznego sitcomu mogą jednak poczuć się zaskoczeni: dość szybko zaczynają się tu dziać dziwne rzeczy, a granica między rzeczywistością i urojeniami głównego bohatera zostaje skutecznie zatarta. Kolejne irracjonalne decyzje Shaha utwierdzają nas tylko w przekonaniu, że jego droga do sławy okaże się ślepą uliczką, ale na szczęście Riz Ahmed nie jest zainteresowany prostymi odpowiedziami. "Bait" to nie tylko satyra na showbiznes, ale też gorzki komentarz na temat współczesnego człowieka: ciągle udającego, zakładającego maski, szukającego sposobu na zaistnienie choćby na chwilę. Shah to z początku taki właśnie bohater, ale podróż, którą odbywa na przestrzeni tych sześciu półgodzinnych odcinków, na pewno skutecznie go odmieni.
"Bait" to świeża, angażująca produkcja, poziomem energii i humoru (a także odniesieniami do doświadczeń postimigracyjnych) przywołująca na myśl "Awanturę" Netflixa. Serial Riza Ahmeda sprawia jednak wrażenie dzieła bardziej autorskiego i osobistego – nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że wiele scen i anegdot przedstawionych na ekranie to autentyczne doświadczenia Ahmeda. Warto zanurzyć się w jego świat na te trzy godziny i wyruszyć w podróż przez Londyn z niezwykłym brytyjsko-pakistańskim przewodnikiem.