Szkarłatne brainpunki

Istota szara to niepozorna, acz niezbędna ludzkiemu organizmowi struktura. Odpowiada chociażby za kontrolowanie naszych ruchów, proces mówienia czy też przetwarzanie bodźców pochodzących z ...
"Scarlet Nexus" - recenzja
Istota szara to niepozorna, acz niezbędna ludzkiemu organizmowi struktura. Odpowiada chociażby za kontrolowanie naszych ruchów, proces mówienia czy też przetwarzanie bodźców pochodzących z narządów zmysłów. Pamięć, inteligencja, myślenie abstrakcyjne to tylko drobny fragment nieodkrytego do dzisiaj w stu procentach potencjału mózgu.


"Scarlet Nexus" to kolejna wariacja z cyklu "co by było gdyby". Co by się stało, gdyby możliwości istoty szarej zostały w pełni uwolnione, a uwrażliwione jednostki społeczeństwa dysponowały dzięki temu zdolnościami daleko wykraczającymi poza zwykłe człowieczeństwo? Obdarzeni mocami mieszkańcy New Himuka w zamian za dar pirokinezy, teleportacji i innych psychicznych mocy, wystawieni są w konsekwencji na ataki krwiożerczych Innych, groteskowych istot wyjętych żywcem z najdziwniejszych snów Salvadora Dali.



Na samym początku gry postawieni zostajemy przed wyborem protagonisty. Prowadzenie Yuito Sumeragiego i Kasane Randall nie różni się jakoś od siebie, jednakże rozegranie gry tylko jedną postacią pozwoli na zobaczenie wydarzeń tylko z połowicznej perspektywy. Wszystkie aspekty historii ujrzymy dopiero po dwóch przebieżkach. Za głównymi bohaterami wędrować będzie wesoła zgraja różnorodnych postaci, z którymi, wzorem utartych już personowych ścieżek, będziemy wchodzić w interakcje skutkujące dodatkowymi bonusami podczas gry. Moją ulubioną postacią w ścieżce Kasane był zdecydowanie Kagero – słaby podrywacz często rzucający nawiązaniami do współczesnych filmów. Relacje panujące między bohaterami zostały rozpisane naprawdę przyzwoicie a ich obserwowanie w ramach przerywników między głównymi misjami pozwalało na złapanie chwili oddechu. 



Przedzieranie się przez świat "Scarlet Nexus" pozostawiło mnie z dość sprzecznymi uczuciami. Z jednej strony moje mangoentuzjastyczne serce doceniło mnogość postaci, ich wyraziste charaktery oraz nieźle zarysowaną historię (tu nie będę nic zdradzać, bo wjedziemy za bardzo w obszar spoilerów). Z drugiej zaś całość przypomina zlepek najtańszych chwytów, których doszukiwać się można w grach z generacji PS3/XBOX 360, gdzie budżet niedomaga i trzeba mocno kombinować.

Absolutnie nie czuć tutaj powiewu nowej generacji. Kolejne odwiedzane lokacje to albo reskiny wcześniej zwiedzanych miejsc albo bure, smutne i pozbawione "osobowości" bloki szarej masy, w których przemy przez prostackie wręcz ścieżki do zaznaczonego na mapie celu. Skojarzenia z "Final Fantasy XIII" i jego korytarzowej budowy są tu jak najbardziej na miejscu.



Ulice straszą jałowością, napotykane postacie oferują nudne i mało angażujące zadania poboczne. A wystarczyłoby dosypać trochę więcej grosza i moglibyśmy otrzymać naprawdę piękne i tętniące prawdziwym życiem miejscówki.

Budżetu nie wystarczyło też najwyraźniej na przygotowanie przerywników filmowych, bądź scenek rozgrywających się między bohaterami. Te, poza nielicznymi wyjątkami, przybrały formy statycznych obrazków, na których jedyny ruch ogranicza się do ruchu warg bohaterów. Przesuwające się leniwie stopklatki mocno wybijały mnie z dynamicznych sekwencji rozgrywających się chwilę wcześniej na ekranie.



Sam system walki jest bardzo satysfakcjonujący. Clou tkwi w tym, by tak żonglować dostępnymi umiejętnościami, by jak najszybciej zbić pasek obrony przeciwnika i sprawnie skrócić mękę jego żywota. Jedni będą wrażliwi na błyskawice, inni nie dadzą się trafić, póki nie zwolnimy czasu lub nie użyjemy teleportacji. Akcja jest tu bardzo dynamiczna, sprawnie miesza szybkie, krótkie wymiany ciosów oraz dalekodystansowe ataki. Praktycznie do samego końca jesteśmy też raczeni tutorialami odkrywającymi nowe mechaniki.

Twórcy bez większego krygowania określają swoją grę mianem "brainpunkowej" i taki też klimat towarzyszy starciom. Postać zwalnia kolejne blokady trzymające mózg w okowach, by z biegiem czasu tworzyć coraz dłuższe, potężniejsze i bardziej zabójcze kombinacje. Nie ma jednego słusznego podejścia do rozbijania wrogów. Graczom zostawiono spore pole do popisu w kwestii ich orania. Najlepsze akcje zostają okraszone dodatkowymi scenkami a towarzysze, z którymi mocniej się zaprzyjaźnimy nie raz, nie dwa udzielą nam wsparcia.



Grze towarzyszyć będzie seria anime, której pierwszy odcinek można całkowicie legalnie obejrzeć w sieci. Istnieje więc szansa, że streamingowane wydarzenia będą mniej chaotyczne i złożą się w miarę sensowną całość. Alternatywną ścieżką jest oczywiście przejście gry obiema postaciami, ale szczerze mówiąc drugi run wypełniony tymi samymi tutorialami i stoperami rozgrywki nie jest dla mnie zbyt kuszącą opcją.

"Scarlet Nexus" straszy lekko przestarzałym wyglądem, nudzi przeciągającą się w nieskończoność końcówką i w gruncie rzeczy słabo rozróżnia rozgrywkę pomiędzy głównymi bohaterami. Pomimo tych wad, intryguje fabułą, przy jednoczesnym zaoferowaniu całkiem ciekawego systemu walki. Aż strach pomyśleć, jakie wrażenie zrobiłoby dziecko Bandai Namco Studios, gdyby deweloperom dano więcej czasu i pieniędzy.
1 10
Moja ocena:
7
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
67% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).
Udostępnij: