Tetris jest

Parafraza z Toma Kinga pasuje tutaj jak ulał, bo "Tetrisa" nigdy się po prostu lubiło albo nie lubiło; ta gra naturalnie istnieje w tym samym świecie, co my, kiedyś na kupowanych na bazarze ...
Tetris Effect: Connected - recenzja
Parafraza z Toma Kinga pasuje tutaj jak ulał, bo "Tetrisa" nigdy się po prostu lubiło albo nie lubiło; ta gra naturalnie istnieje w tym samym świecie, co my, kiedyś na kupowanych na bazarze prymitywnych handheldach, których wtedy chyba nikt nie nazywał u nas handheldami, dzisiaj na płaszczyźnie rzeczywistości wirtualnej. "Tetris" jest. Od zawsze. Przynajmniej dla mnie (jesteśmy praktycznie rówieśnikami).



Przez przeszło trzydzieści lat gra wymyślona przez radzieckiego inżyniera przeszła już tyle inkarnacji, że nie sposób chyba omówić nawet skrawka jej historii, co zakrawa na niejaki paradoks, bo przecież sam gameplay praktycznie nie uległ zmianie. Owszem, dziwaczono z tym czy owym, próbowano rozgrywkę jakoś unowocześnić, ale szkielet pozostawał identyczny i summa summarum chodziło o układanie spadających klocków tak, aby tworzyły nieprzerywane linie rozciągnięte na całą długość pola gry, a następnie zniknęły. Za co dostawaliśmy punkty.



Brzmi to bardziej skomplikowanie, niż jest, ale szczegółowe tłumaczenie zasad "Tetrisa" mija się z celem i jest zwyczajnym wodolejstwem. Powyższe nie znaczy również, że to gra łatwa, nic z tych rzeczy. Ogólnie rzecz biorąc, porównałbym "Tetrisa" do kostki Rubika, także jeśli chodzi o jego oddziaływanie na nasze emocje: jednego sfrustruje po kwadransie, drugi osiągnie swoiste zen. A skoro już mowa o kwestiach psychologicznych, nieprzypadkowo przecież gra nosi tytuł "Tetris Effect", bo ten jest opisany przez uczonych. Znacie ten moment, kiedy, robiąc coś, stopniowo nabieracie rozpędu, jesteście maksymalnie skupieni, działacie jak maszyna? Oto rzeczony efekt.



Z drugiej strony chodzi tutaj też o efekty innego autoramentu, a mianowicie te specjalne. Każdej partyjce towarzyszy animowane tło, które sprzęgnięte jest z muzyką (japoński producent Tetsuya Mizuguchi od dawna chciał połączyć "Tetrisa" z melodyjnymi dźwiękami) i niekiedy animacje tła potrafią zachwycić. Rozpoczynamy naszą Wyprawę – tak nazywa się tutaj tryb, z braku lepszego słowa, "kampanii" – na oceanicznym dnie i im lepiej nam idzie, im szybciej układamy klocki i im więcej linii zbijamy za jednym zamachem, tym głośniej grzeje beat, a fantazyjne kształty przybierają zwierzęce formy. Im dalej, tym ciekawiej, bo są tu i stacje kosmiczne, i kowboje, choć czasem te wszystkie fajerwerki potrafią przysłonić pole gry albo odwrócić uwagę od rzeczy najważniejszych i wtedy zaczyna się pomstowanie, na czym świat stoi. Lecz nadanie "Tetris Effect" otoczki gry rytmicznej przysłużyło się dobrej znanej rozgrywce, ustawia inną optykę.



Novum jest tutaj opcja odpalenia "zony", czyli zatrzymania czyszczenia linii, abyśmy mogli dołożyć kolejne klocki i zgarnąć premię za mocarne combo. Premiowane jest zresztą każde odejście od rutyny, chociażby błyskawiczne dobicie klocka. Z czasem robi się, oczywiście, trudno i gra niewybaczalnie przyśpiesza, zwalnia, czasem o kilka stopni, rzuca nam kłody pod nogi i tak dalej, ale sama eksploracja tego, co przyszykowano na kolejnym etapie jest doskonałym motywatorem, żeby przeć dalej. Poza tym są tutaj tryby dodatkowe, które ułożono niemalże zgodnie z czakrami i jedne mają nas zrelaksować, inne zmusić do umysłowego wysiłku. Rzecz jasna można też grę odpalić z goglami do VR oraz połączyć siły z innymi graczami przez sieć.

Okazuje się, że i starą grę da się nauczyć nowych sztuczek. Nie powinno to dziwić, bo "Tetris" jest.
1 10
Moja ocena:
8
Bartosz Czartoryski
Krytyk filmowy i tłumacz literatury. Publikuje regularnie tu i tam, w mediach polskich i zagranicznych, a nieregularnie wszędzie indziej. Czyta komiksy, lubi kino akcji i horrory, tłumaczy rzeczy... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
67% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
Udostępnij: