Świąteczne porządki

Gra o sprzątaniu ma swoją premierę tuż przed świętami. Przypadek? I tak, i nie. Bo choć z jednej strony sesja z padem zamiast z odkurzaczem w tym przypadku faktycznie może służyć za swoiste ...
"The Gunk" - recenzja
Gra o sprzątaniu ma swoją premierę tuż przed świętami. Przypadek? I tak, i nie. Bo choć z jednej strony sesja z padem zamiast z odkurzaczem w tym przypadku faktycznie może służyć za swoiste alibi, to z drugiej – tytuł od Image & Form Games niechybnie by przepadł, gdyby nie trafił do Game Passa.



Pomijając aspekt promocyjny, trudno byłoby z czystym sercem polecić gwiazdkowy zakup akurat tej pozycji. Niby nic jej nie brakuje, prócz tej nieuchwytnej i ulotnej iskry bożej oddzielającej produkcje zwyczajnie średnie od tych natchnionych. Niby nie pożałujecie tych paru krótkich godzin spędzonych z "The Gunk". Ale jak nie zdecydujecie się ich spędzić, to też nie pożałujecie.

Rani i Becks to przecinające kosmos poszukiwaczki czegokolwiek cennego, cierpiące na ciągły deficyt gotówki i czujące na karku oddech niespłaconego kredytu. Wyłapując słaby sygnał dochodzący z tajemniczej, niedotkniętej ludzką ręką i nogą planety, stawiają wszystko na jedną kartę z nadzieją, że znajdą tam podkłady energii nadające się do przerobienia na twardy pieniądz.



Tyle że zadanie nie będzie łatwe, bo wszystko oblepione jest tytułowymi czarnymi glutami, które przyduszają naturalną esencję odkrytego przez dziewczyny świata. Na szczęście mechaniczna rękawica Rani potrafi wessać wszystko niczym odkurzacz Luigiego albo sprzęt ekipy Ghostbusters. Mimo sceptycyzmu Becks dziewczyna rusza na ratunek i im, i planecie.

Samo czyszczenie sprawia nielichą frajdę, przynajmniej początkowo, bo kiedy nareszcie nadejdzie ta nieuchronna chwila uświadamiająca nam, że w tym aspekcie nic się już nie zmieni, to jednak czar pryska. Odkurzanie kosmicznego gluta niewiadomego pochodzenia przynosi jednak niekłamaną satysfakcję, bo kiedy uporamy się z danym obszarem, na miejscu poczerniałej ziemi i spopielałych roślin pojawia się zielona trawka i wyrastają kosmiczne grzyby, po których możemy dostać się do przed momentem niedostępnych miejsc. I powtarzamy te czynności jeszcze ze sto razy.



Z czasem przychodzą nam z pomocą dostępne ulepszenia rękawicy, pieszczotliwie zwanej przez Rani per "Pumpkin", które przyśpieszą nie tylko cały proces, ale i pozwolą nam na sprint lub dodadzą zdrowia. Owe modyfikacje odblokować można, skanując teren. Im więcej świata poznamy, tym prędzej dostaniemy nowe zabawki. Trzeba co prawda uprzednio jeszcze uzbierać surowce konieczne do ich zainstalowania, ale to formalność.

Tak naprawdę nieliczne z owych usprawnień są konieczne do ukończenia gry, tę pozwalającą na obsługę maszynerii starożytnej obcej cywilizacji, na jaką się ostatecznie natykamy, oraz służącą do wyrywania roślin z korzeniami. Cała reszta podnosi jedynie komfort korzystania z rękawicy. Pumpkin potrafi nie tylko sprzątać gluty, ale i strzelać kulkami plazmy, dzięki którym coś otworzymy lub przesuniemy coś innego, oraz rzucać przeciwnikami jak piłkami, choć nie nastawiajcie się tu na epicki pojedynki, te są jedynie pretekstowe.



Ogólnie mało tu urozmaiceń. Radocha płynąca z "ożywiania" kolejnych połaci planety szybko się ulatnia, bo choć graficznie "The Gunk" prezentuje się całkiem ładnie (pomijając okropną animację woskowych twarzy głównych bohaterek), to jednak sam design jest powtarzalny i mdły. Po dwóch godzinach gra się praktycznie już tylko z rozpędu, żeby poznać fabułę, bo ani zagadki, ani okazjonalni bossowie, ani sekwencje platformowe nie sprawią żadnych trudności nawet początkującym graczom.

Snuta przez ekipę Image & Form Games opowieść jest za to całkiem ciekawa, mimo że cokolwiek zachowawcza, zwłaszcza jeśli chodzi o relację między Rani i Becks, ewidentnie romantyczną, ale jednak niedookreśloną. Dialogi – dziewczyny komunikują się ze sobą przy pomocy radia – są nieźle napisane, a dubbing porządny. I choćby dla interakcji między bohaterkami wypada te historię doprowadzić do końca. Nieźle i wiarygodnie nakreślono ich wzajemną nieufność i kryzysowy moment tej niełatwej relacji. Aż szkoda, że nie dostaje do tego gameplay.



Można się tu też dopatrzeć ekologicznego przesłania gry, bo czarna maź to nic innego jak zanieczyszczenia, istny pasożyt żerujący na zdrowym ciele planety, a z konwersacji Rani i Becks wynika, że cały kosmos został praktycznie wyssany przez człowieka do cna. Nie jest to radosne tło dla wielkiej przygody, ale raczej zaduma nad tym, że musimy jak najprędzej uporać się z własnymi glutami.

Rani i Becks zasłużyły na zdecydowanie lepszą grę niż "The Gunk", które dałoby się skwitować nieco obojętnym, wypowiedzianym ze wzruszeniem ramion "jak na Game Pass to całkiem okej".
1 10
Moja ocena:
5
Bartosz Czartoryski
Krytyk filmowy i tłumacz literatury. Publikuje regularnie tu i tam, w mediach polskich i zagranicznych, a nieregularnie wszędzie indziej. Czyta komiksy, lubi kino akcji i horrory, tłumaczy rzeczy... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
50% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (6 głosów).