Recenzja Sezonu 1

Krwawa ofiara (2026)
Kristoffer Nyholm
Jakob Oftebro
Peter Andersson

112 to numer bestii

"Krwawa ofiara" wydaje się czymś świeżym w nieco skostniałym, choć wciąż zasilanym nowymi tytułami gatunku. 
112 to numer bestii
Skandynawski serial kryminalny to od dawna stała pozycja w menu Netflixa. Z odcinkowymi kryminałami ze Szwecji czy Norwegii jest jak z aferami w polityce – co chwilę pojawia się coś nowego. Kilka dni temu na platformie z czerwonym N pojawiła się szwedzka "Krwawa ofiara", która potrzebowała zaledwie kilkudziesięciu godzin, by stać się numerem jeden Netflixa w 16 krajach. Czy zasłużenie?

Odpowiedź na to pytanie zależy od tego, czego w serialu kryminalnym poszukuje pytający. Jeżeli dynamiki i ciągłej akcji, to serial napisany przez Brytyjczyka George’a Kaya raczej nie będzie właściwym wyborem. Fabuła "Krwawej ofiary" może nie jest zupełnie pozbawiona akcji, ale tempo rozwoju śledztwa nie powala i ci mniej cierpliwi widzowie mogą nie dotrwać do rozwiązania zagadki. Z drugiej jednak strony, jeśli szukamy gęstej atmosfery i wszechobecnego poczucia zagrożenia, najnowszy szwedzki kryminał Netflixa może okazać się strzałem w sam środek tarczy. Osią fabularną jest śledztwo prowadzone przez detektywa Thomasa Berga (Jakob Oftebro), syna niegdysiejszego szefa policji, dziś izolującego się od świata Alfreda (Peter Andersson). Usiłując złapać seryjnego mordercę, który na swe ofiary upatrzył sobie lokalnych policjantów odpowiadających na wezwania z numeru 112, musi połączyć siły z wyobcowanym ojcem, który ewidentnie nie stracił detektywistycznej intuicji. I na dynamice tej relacji oparta jest "Krwawa ofiara" – panowie co i rusz skaczą sobie do oczu, a jedyne, co zdaje się ich łączyć to więzy krwi i pragnienie złapania zwyrodnialca mordującego ich kolegów.


"Krwawa ofiara" to produkcja zaledwie pięcioodcinkowa, ale i tak wspomniana dynamika głównych bohaterów jako motor napędowy fabuły wyczerpuje się dość szybko. Wynika to zarówno ze względu na brak pomysłu scenarzystów, jak i nie najwyższy poziom aktorstwa – wzajemna niechęć ojca i syna nie prowadzi do żadnych konkretnych wniosków ani rozwiązania konfliktu, a duet Oftebro-Andersson, aktorów o imponującym przecież dorobku (tego drugiego możemy kojarzyć choćby ze słynnej trylogii "Millennium"), nie potrafi ożywić tej relacji i tchnąć w nią nieco więcej charyzmy. Nie zakładam, że to kwestia braku talentu, raczej nieumiejętnego poprowadzenia przez twórców, którzy sporo uwagi poświęcają samemu śledztwu i zagęszczaniu intrygi niż bohaterom dążącym do rozwiązania zagadki. I choć to pierwsze można w pełni zrozumieć – wszak zbrodnia i tajemnica wokół niej to esencja każdego kryminału – nie powinno się to odbywać kosztem drugiego. Bo nawet najbardziej fascynująca intryga zaczyna nużyć, gdy jej rozwikłanie powierza się mało interesującym bohaterom.


"Krwawa ofiara" to produkcja nierówna, ale wciąż wyróżniająca się nieszablonowym podejściem do tematu. Twórcy powstrzymali się przed zbyt wczesnym odkrywaniem kart, co często bywa grzechem filmowców stojących za kryminalnymi historiami; pierwsze trzy odcinki serialu to raczej mnożenie znaków zapytania niż podrzucanie tropów sugerujących sprawcę i jego motywy. Ostatnie dwa akty tej historii to już jednak pełne obnażenie braku pomysłu George’a Kaya i jego zespołu – intryga zaczyna się rozłazić, a i bohaterowie zachowują się coraz bardziej irytująco i niezrozumiale. I choć widzowie – odpowiednio zaangażowani dzięki trzem pierwszym odcinkom – wciąż pragną poznać finał tej historii, nieporadność scenariuszowa nieco zaciera całkiem pozytywne wrażenie. Zwłaszcza rozwiązanie "Krwawej ofiary" może być rozczarowujące, choć twórcom udaje się podomykać wszystkie wątki i w pewien sposób "przepracować" relację głównych bohaterów. Ale o ile pierwsze odcinki można porównać do krzywej wznoszącej, kiedy to emocje i zaintrygowanie widza stopniowo rosną, o tyle ostatnie dwa epizody to już krzywa opadająca, na której publika raczej jedynie dryfuje do brzegu niż ochoczo do niego płynie.


Choć w tekście wymieniłem niejedną wadę szwedzkiej produkcji Netflixa, moje ogólne wrażenie po jej obejrzeniu jest dalekie od negatywnego. "Krwawa ofiara" mimo wszystko wydaje się czymś świeżym w nieco skostniałym, choć wciąż zasilanym nowymi tytułami gatunku. Gęsta atmosfera, wydatnie wspomagana przez muzykę wiodącego szwedzkiego kompozytora, Johana Söderqvista, to coś, co na pewno zostaje z widzem po seansie. Gdyby twórcom "Krwawej ofiary" nie zabrakło pomysłu na nieco bardziej efektownego domknięcie tej historii, prawdopodobnie mówilibyśmy o jednym z najlepszych skandynawskich seriali kryminalnych ostatnich lat.
1 10
Moja ocena serialu:
6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?