Istnieje zbyt duża '' chemia '' miedzy Hannibalem a Willem . Trochę to zbyt '' ciasteczkowe''
Na początku było idealnie. Nie za bardzo się lubili. Teraz zaobserwowałam motyw Will- Hannibal. Gdzie pójdzie jeden, tam jest drugi. Nie podoba mi sie to ze we wszystkim sie zgadzaja...
Nom i nie wiem czy dobrali dobrego aktora do roli Willa może się mylę ale ten Will ---> Edward Norton grany w Czerwonym Smoku zupełnie ...po prostu aktora pokroju Edwarda bym w tej roli widział . W serialu ten koleś jakby był nadpobudliwy czy miał adhd ( nie ubliżając nikomu ) .
Norton był o wiele za spokojny, żeby nie powiedzieć beznamiętny. Twórcy serialu trzymają się raczej książkowego pierwowzoru, z delikatnym ukłonem w stronę kreacji Petersena (za co ich uwielbiam).
Edwarda? No chyba żartujesz. W życiu! To już chyba wolę tego Willa. Swoją drogą ta jego nadpobudliwość i problemy psychiczne stawiają go na pierwszym planie. A Hannibal jest gdzieś daleko w tyle. Szczerze, wolałabym na odwrót.
Nie chodzi mi o Nortona ale o kogoś jego pokroju . Obawiam się że między Hannibalem a Willem pod koniec sezonu wybuchnie płomienny romans ( hehe)
Nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby Will nie był takim pasztetem :D
Ale ogólnie to chemii to ja tam nie widzę. Nic nie iskrzy. Nie ma spięć miedzy nimi, więcej jest emocji między Jackiem a Willem, tu są tarcia, przepływa jakaś energia.
No właśnie, w tym rzecz. Powinno być co najmniej na odwrót. Pomiędzy Willem a Hannibalem powinny być nieustanne starcia, niezgodność zdań... no chociaż jakiś wstręt. A jeśli chodzi o stosunki z Jackiem, to nie miałabym zastrzeżeń, gdyby nie fakt że bardziej przypomina ojca niż przełożonego. :D
Nie uważam Willa za "pasztet":D W sumie, jakby się zastanowić to nie mam innego typu do tej roli :D
Pasztet to jest i ma twarz ciężkiego idioty, do tego wyjątkowo antypatyczną :P
No właśnie chemia między Hannibalem a Grahamem byłaby wtedy, gdyby się razem ścierali, ich związek oparty byłby na wzajemnej fascynacji, odpychaniu i przyciąganiu. Dodać do tego dogadywanie sobie, docinki, podpuszczanie, sprawdzanie granic, prowokowanie, konflikty, burze mózgów... noooo w ten deseń.
PS. Łil jezd brzytki!!!!
No i o to właśnie chodzi. :D Może to my zaczniemy pisać scenariusz? :D
Nie masz wrażenia takiej ciasnoty w tym serialu. Przez "ciasnotę" rozumiem zbyt mało przestrzeni na której poruszają się aktorzy. Są tu głównie zbliżenia na bohatera. Kiedy oglądam Hannibala mam wrażenie jakby mnie zamknęli w jakiejś klatce. Wiem, wiem dziwne. :P
Hm, nie mam takiego wrażenia :)
Chociaż faktycznie jest dużo najazdów na twarze, przez co zaznajomiłam się z brzydotą aktorów, bródką Laurenca i doskonałością Madsa.
"doskonałością Madsa" ? :D Uuuu :D Laurence też nie pasuje mi do roli Crawforda :D Nic, tylko narzekam na ten serial. :D
Ale w ostatnim odcinku zaczął się troszkę rozkręcać. Bardziej mnie zaciekawił niż w poprzednich.