Naprawdę polska arystokracja, co prawda podupadająca wyglądała tak, że wszyscy chodzą na bani.
Naprawdę trzeba było pokazywać i to tak długą scenę gwałtu?
Naprawdę polski film nie może obyć się bez knajackiego języka?
Naprawdę trzeba było zniszczyć tak ciekawe portrety psychologiczne bohaterów i złożone relacje między nimi.
Skąd przeświadczenie u takich reżyserów, że ludzie muszą koniecznie dostawać coś tak prymitywnego?
Tak , trzeba potwierdzać że polska aystokracja to byli potomkowie ruskich chłopów a udający francuzów. Pili cały czas wódkę jak ruscy ? tak ! Nie było też ani jednej sceny że myli ręce przed i po jedzeniu.....
Scena gwałtu była potrzebna żeby zohydzić postać Starskiego. Bo bez tego to on mógłby zacząć budzić współczucie widza. Starskiemu się tu niesamowicie obrywa - i nie mam na myśli wiadomej akcji.
To prawda. Ale.. Starski jest tutaj kochankiem Łęckiej od kilku lat, tak by można przypuszczać. Jest jej bliski, jednak ona go nie kocha. Ale on się w niej zakochał. Tymczasem na jego oczach Izabela zakochuje się w Wokulskim a on nic z tym nie może zrobić. .choć trochę próbuje. Nie ma pieniędzy, nie liczy się też jako kandydat na męża Izabeli. Jest bezradny w tej sytuacji.
Ale jest też totalnym pajacem, który zdradził ją 10 poziomów bardziej (zważywszy właśnie na to, że właśnie jest niby jej dawną duszą i najpewniej kochankiem), niż Wokulski. Kto komuś takiemu miałby współczuć? To jest tylko kolejna scena pisana przez niewydarzonego scenarzystę, która ma szokować. Zresztą prowadzi do kompletnie tandetnego zakończenia w stylu jakiegoś heist movie. Ten serial się po prostu nie broni, mimo że jestem w stanie wskazać wiele jego zalet. Po prostu scenariuszowo jest tandetą.
Jak Starski przybywa do Izabeli do Zasławka i odkrywa że ta czeka na Wokulskiego żeby spędzić z nim noc to jakby mu ktoś w mordę dał :p I Izabela po prostu spuszcza go w kiblu. Starski jeszcze "by zrozumiał" że ona to robi dla pieniędzy -w końcu sam tak robi ze swoją wdową - ale wtedy ona mu wypala że się zakochała. I wtedy znowu jakby ktoś mu dał w pysk. Starski sprzedawał informacje Wokulskiemu ale nie sądził ze coś z tego będzie bo Izabela nie takich odpalała. Ale.. Zresztą to jest pokazane bo im bardziej z Izabeli idzie "ciepełko" do Wokulskiego tym Starskiego bardziej szlag trafia, co jest pokazywane. Polecam przyjrzeć się np scenom z otwarcia sklepu :p
Ja wiem co się w tym serialu dzieje. Po prostu uwżam wybory scenarzystów za grube, nachalne, a nierzadko prymitywne. Do książki ten serial nie ma nawet startu.
Wielkie "zaskoczenie" finałowe (to właśnie temu służy ten gwałt, który jest całkowicie niezgodny z charakterem postaci - gośc jest cwaniaczkiem i sprzedawczykiem, zblazowanym pajcem, do gwałciciela stąd jeszcze daleka droga), które usiłuje udawać jakieś heist movie, to jest już tak tanie i destrukcyjne dla całości, że ręce opadają. Jak zwykle współczesne beztalencia (bo to własnie wśród scenarzystów współcześnie mamy całkowitą zapaść talentu) chciały się popisać i popsuły nawet to co w serialu się udało.
Szkoda, bo jeśli chodzi o walory produkcyjne, montaż, scenografię, muzykę, ogólny klimat, grę aktorską (w szczególności Drzymalska, ale też wiele innych ról), to się broni.
Po prostu zmienili historię. W centrum osadzili relację Wokulskiego i Łęckiej tylko zmienili historię nieodwzajemnionej miłości na romans. Nie musi się to podobać, mnie jednak serial wciągnął i dobrze się bawiłem. No, może tez dlatego że gdy przerabiałem to daaawno temu w szkole i czytałem tą książkę to kibicowałem Wokulskiemu żeby Łęcka odwzajemniła jego uczucia. No i tutaj.. jak najbardziej :p
Nie. To w czym się mylisz, to że myślisz, że zmiena historii jest zmianie historii równa. Nie jest. Ja nie mam nic przeciwko nawet totalnie luźnym adaptacjom, jak są w stanie wnieść tymi zmianami jakiś własny, głębszy sens.
Tutaj natomiast masz taką masę żałosnych i prymitywnych wyborów scenariuszowych, że niestety psuje to cały odbiór serialu. Nawet jak doceniasz jego walory i pewne momenty.
Patrz niżej w tej dyskusji (główny wątek, nie w odpowiedzi do Cb.) cytat z Lalki Prusa, to jest sam początek wprowadzenia postaci Izabeli, oraz opis zycia arystokracji.
Porównaj to sobie z tym co zrobiono z arystokracją w serialu: alkoholicy, nieudacznicy i socjopaci.
Nie, nie na tym polegało odklejenie tych ludzi od rzeczywistości. Prus w tych paru akapitach, stosując proste metafory, napisał o tym więcej, niż scenarzyści tego serialu byliby w stanie przekazać jakby się pocili w swoim beztaleńcu całe życie.
To jest ładny opis tylko, hmmm.. to jest "Przeminęło z wiatrem". Czyli taki dosyć wyidealizowany obraz "tych starych, pięknych czasów". Natomiast upadek starego systemu kojarzy się raczej z jego degeneracją. Myślę że można i tak i tak. Natomiast w serialu nie wszystko jedzie "degeneracją" bo np śniadanie u Wąsowskiej jest całkiem "eleganckie". Zresztą Wąsowska choć pije i popala jest - moim zdaniem - całkiem udaną postacią, choć głownie dzięki Cieleckiej.
Tylko to nie była żadna masowa degeneracja. Arystokracja na poziomie przetrwała w Polsce do II WŚ. To Niemcy i Rosjanie nam ją głównie wybili. W wielu krajach, które nie doświadczyły takich zawieruch, albo nie w tym stopniu, istnieje nadal. I wcale nie w każdym jest jakąś patologią.
Ten serial z przypadków robi regułę, w imię współczesnej pychy. Nic nie ma bardziej obrzydliwego wśród ludzi, niż uważanie się jak to współcześnie są lepsi i wyżej, niż ci kiedyś.
Człowieku. Arystokracja? My żyjemy współcześnie w świecie w którym korporacje i ludzie stojący za rozwojem "ai", to często socjopaci igrający z ludzkim życiem. Mają często większą władzę, niż jakakolwiek arystokracja kiedykolwiek w historii.
A co nam ten prymityw jaki stanowi gros współczesnych, wychowanych na skrajnie lewicowych bredniach, scenarzystów sugeruje? Że gdzie jest problem?
Wśród starych elit. Które jeszcze, w rzeczywistości, w przeciwieństwie do obecnych, bywały szeroko wykształcone, ceniące humanistykę, sztukę, mające - nawet w swoim zagubieniu - jakieś ideały. Czy to propaństwowe, czy wbrew pozorom emancypacyjne właśnie itd.
Tymczasem współcześnie Peter Thiel, zapytany czy uważa, że ludzkość powinna według niego przetrwać odpowiada: umhhh, heh, umhh, to pytania zawiera tyle różnych innych, umhh, ehh. Bo ten realny socjopata, nie widzi nic złego w tym, że ludzkość zastąpi inny gatunek, maszyny, go to wręcz podnieca. A gośc ma miliardy dolarów. Ma władzę tak ogromną, że sobie nawet tego nie wyobrażasz. I on nie jest sam. Przez to jak zorganizowaliśmy świat, wypromowaliśmy na pozycje najwyższych wpływów rzesze totalnych socjopatów pozbawionych już absolutnie jakichkolwiek zasad.
To są ludzie bez tradycji, bez związków z przeszłością, bez rytuału, bez wiary, bez związków z konkretnym państwem, czy społecznością, czysty materiał na technokratycznych Hitlerów.
Co robią tymczasem ludzie współcześnie udający artystów: próbują nam obrzydzać tradycję! Bo na żadne oryginalne dzieło ich zwyczajnie nie stać intelektualnie! A na salonach to jest modne. Bo pewnym grupom na świecie zależy, żeby takie było!!!
To będzie trochę dłużej bo trudno w dwóch słowach. W serialu wydarzenia idą następująco. Izabela czekając na Wokulskiego rozmawia ze Starskim i stwierdza że się zakochała (w Wokulskim). Nie ma powodu tutaj kłamać, a nawet miałaby powód żeby tego nie mówić (bo Starski to jej kochanek). Natomiast przez to co jej mówi Starski zaczyna "obwiniać Wokulskiego za wszystko" - spalenie barek, otrucie konia. Ale też, co gorsze, tym momencie Izabela obwinia Wokulskiego za śmierć ojca, czy to pośrednio czy nawet bezpośrednio. I od tej pory absolutnie Wokulskiego nienawidzi. Podczas tej kłótni na końcu mówi Wokulskiemu "zapłać mi za moje krzywdy i się rozstańmy" na co ten się zgadza bo.. on nie wie że Łęcka się w nim wcześniej zakochała. My widzowie to wiemy (a przynajmniej powinniśmy) ale on nie. Pod koniec tej samej kłótni wychodzi na to że Wokulski jest niewinny więc.. stosunek Izabeli do niego znowu zaczyna się zmieniać. W momencie gdy mają pieniądze i mają się rozejść znowu miedzy nimi iskrzy. No i teraz właśnie pytanie "co dalej"? Tak jak to jest pokazane to bym powiedział że między nimi wciąż jest mocne uczucie. Więc bym obstawiał że pomimo tego rozjazdu powinni się znowu ze sobą zejść (skoro zachowują kontakt).
Porównajmy z samym Prusem (żeby zobaczyć jaka jest przepaść intelektualna między książką, a skrajnie uprymitywnionym intelektualnie serialem). Fragment wprowadzający postać Izabeli:
"Panna Izabela od kolebki żyła w świecie pięknym i nie tylko nadludzkim, ale - nadnaturalnym. Sypiała w puchach, odziewała się w jedwabie i hafty, siadała na rzeźbionych i wyściełanych hebanach lub palisandrach, piła z kryształów, jadała ze sreber i porcelany kosztownej jak złoto.
Dla niej nie istniały pory roku, tylko wiekuista wiosna, pełna łagodnego światła, żywych kwiatów i woni. Nie istniały pory dnia, gdyż nieraz przez całe miesiące kładła się spać o ósmej rano, a jadała obiad o drugiej po północy. Nie istniały różnice położeń jeograficznych, gdyż w Paryżu, Wiedniu, Rzymie, Berlinie czy Londynie znajdowali się ci sami ludzie, te same obyczaje, te same sprzęty, a nawet te same potrawy: zupy z wodorostów Oceanu Spokojnego, ostrygi z Morza Północnego, ryby z Atlantyku albo z Morza Śródziemnego, zwierzyna ze wszystkich krajów, owoce ze wszystkich części świata. Dla niej nie istniała nawet siła ciężkości, gdyż krzesła jej podsuwano, talerze podawano, ją samą na ulicy wieziono, na schody wprowadzano, na góry wnoszono.
Woalka chroniła ją od wiatru, kareta od deszczu, sobole od zimna, parasolka i rękawiczki od słońca. I tak żyła z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, wyższa nad ludzi, a nawet nad prawa natury. Dwa razy spotkała ją straszna burza, raz w Alpach, drugi - na Morzu Śródziemnym. Truchleli najodważniejsi, ale panna Izabela ze śmiechem przysłuchiwała się łoskotowi druzgotanych skał i trzeszczeniu okrętu, ani przypuszczając możliwości niebezpieczeństwa. Natura urządziła dla niej piękne widowisko z piorunów, kamieni i morskiego odmętu, jak w innym czasie pokazała jej księżyc nad Jeziorem Genewskim albo nad wodospadem Renu rozdarła chmury, które zakrywały słońce. To samo przecie robią co dzień maszyniści teatrów i nawet w zdenerwowanych damach nie wywołują obawy.
Ten świat wiecznej wiosny, gdzie szeleściły jedwabie, rosły tylko rzeźbione drzewa, a glina pokrywała się artystycznymi malowidłami, ten świat miał swoją specjalną ludność. Właściwymi jego mieszkańcami były księżniczki i książęta, hrabianki i hrabiowie tudzież bardzo stara i majętna szlachta obojej płci. Znajdowały się tam jeszcze damy zamężne i panowie żonaci w charakterze gospodarzy domów, matrony strzegące wykwintnego obejścia i dobrych obyczajów i starzy panowie, którzy zasiadali na pierwszych miejscach przy stole, oświadczali młodzież, błogosławili ją i grywali w karty. Byli też biskupi, wizerunki Boga na ziemi, wysocy urzędnicy, których obecność zabezpieczała świat od nieporządków społecznych i trzęsienia ziemi, a nareszcie dzieci, małe cherubiny, zesłane z nieba po to, ażeby starsi mogli urządzać kinderbale.
Wśród stałej ludności zaczarowanego świata ukazywał się od czasu do czasu zwykły śmiertelnik, który na skrzydłach reputacji potrafił wzbić się aż do szczytów Olimpu. Zwykle bywał nim jakiś inżynier, który łączył oceany albo wiercił czy też budował Alpy. Był jakiś kapitan, który w walce z dzikimi stracił swoją kompanię, a sam okryty ranami ocalał dzięki miłości murzyńskiej księżniczki. Był podróżnik, który podobno odkrył nową część świata, rozbił się z okrętem na bezludnej wyspie i bodaj czy nie kosztował ludzkiego mięsa.
Bywali tam wreszcie sławni malarze, a nade wszystko natchnieni poeci, którzy w sztambuchach hrabianek pisywali ładne wiersze, mogli kochać się bez nadziei i uwieczniać wdzięki swoich okrutnych bogiń naprzód w gazetach, a następnie w oddzielnych tomikach, drukowanych na welinowym papierze.
Cała ta ludność, między którą ostrożnie przesuwali się wygalonowani lokaje, damy do towarzystwa, ubogie kuzynki i łaknący wyższych posad kuzyni, cała ta ludność obchodziła wieczne święto.
Od południa składano sobie i oddawano wizyty i rewizyty albo zjeżdżano się w magazynach. Ku wieczorowi bawiono się przed obiadem, w czasie obiadu i po obiedzie. Potem jechano na koncert lub do teatru, ażeby tam zobaczyć inny sztuczny świat, gdzie bohaterowie rzadko kiedy jedzą i pracują, ale za to wciąż gadają sami do siebie- gdzie niewierność kobiet staje się źródłem wielkich katastrof i gdzie kochanek, zabity przez męża w piątym akcie, na drugi dzień zmartwychwstaje w pierwszym akcie, ażeby popełniać te same błędy i gadać do siebie nie będąc słyszanym przez osoby obok stojące. Po wyjściu z teatru znowu zbierano się w salonach, gdzie służba roznosiła zimne i gorące napoje, najęci artyści śpiewali, młode mężatki słuchały opowiadań porąbanego kapitana o murzyńskiej księżniczce, panny rozmawiały z poetami o powinowactwie dusz, starsi panowie wykładali inżynierom swoje poglądy na inżynierią, a damy w średnim wieku półsłówkami i spojrzeniami walczyły między sobą o podróżnika, który jadł ludzkie mięso. Potem zasiadano do kolacji, gdzie usta jadły, żołądki trawiły, a buciki rozmawiały o uczuciach lodowatych serc i marzeniach głów niezawrotnych. A potem - rozjeżdżano się, ażeby w śnie rzeczywistym nabrać sił do snu życia.
Poza tym czarodziejskim był jeszcze inny świat - zwyczajny."