Mijają lata, a mi to ciągle nie daje spokoju

Zdawałoby się, że żyjemy w świecie, w którym kobiety coraz częściej zdają sobie sprawę, że ich wartości nie budują związki, że nie muszą być marionetkami mężczyzn, że nikt nie ma prawa ich upokarzać. Tymczasem dostajemy serial, który miał być historią dwóch przyjaciółek (sami scenarzyści przyznali, że na początku Blair i Serena były dla nich najważniejsze), które na jego końcu zostają obdarte z resztek godności.

Blair wychodzi za Chucka - mężczyznę, który ją wyniszczał, wielokrotnie upokarzał, stosował wobec niej przemoc fizyczną i emocjonalną, sprzedał ją za hotel, a po fakcie obwinił i upokorzył. Wielokrotnie przez niego czuła się bezwartościowa i żeby było jeszcze gorzej - obarczał ją tym, że sam czuł się bezwartościowy. To był mężczyzna, który usiłował zgwałcić inne bohaterki serialu, a Blair traktował jak swoją własność, sabotował jej każdy związek i jakąkolwiek próbę bycia szczęśliwą bez niego. Razem stworzyli grę, która miała na celu jak największe wyniszczenie życia drugiego. Oni razem to książkowy przykład toksycznej relacji, którą powinno się jak najszybciej przerwać, a w najlepszym przypadku zakończyć terapią. To uzależnienie, chora obsesja, którą powinno się leczyć, a nie budować na niej przyszłość i pokazywać jako przykład romantycznej miłości w serialu dla nastolatek. Na koniec Blair stwierdza, że wszystko, co robił Chuck jest okay, bo on jest jednym z nich i za niego wychodzi. To chyba jedno z najbardziej patologicznych usprawiedliwień spaczonych, graniczących z kryminałem zachowań, jakie widziałam w serialach "o romansach".To przerażające, że wielu ludzi uważa ten związek za wzór do naśladowania i ciągle natrafiam na komentarze młodych dziewczyn, piszących, że chcą takiego Chucka w swoim życiu. To naprawdę alarmujące.

Serena natomiast wychodzi za Dana i nie byłoby w tym nic strasznego (i tak uważam, że jako para się nie sprawdzali, bo on miał zbyt dużą tendencję do oceniania jej, a ona prawie nigdy nie była z nim szczera, ale jako młodzieńcza miłość byli całkiem uroczy, jednak jako dorosły związek nie mieli racji bytu), gdyby nie fakt, że Dan był Plotkarą (pominę głupotę tego scenariusza). Nie wiem co myśleli scenarzyści, kiedy postanowili wydać Serenę za jej regularnego stalkera, który wielokrotnie publicznie ją upokarzał, kontrolował jej życie i wielokrotnie je niszczył i jeszcze włożyli w jej usta słowa, że to wszystko to był "list miłosny".

Naprawdę nie wiem, co siedzi w głowach ludzi, którzy uznają, że napisanie takiego scenariusza, gdzie dwie główne bohaterki wychodzą za swoich oprawców jest w jakikolwiek sposób romantyczne.

65
  • No to widocznie nie rozumiesz tego serialu.... owszem Chuck zrobił wile Blair i nawzajem ale pomimo tych wszystkich zdarzeń byli ze sobą szczęśliwi ich miłość rozkwitła a oni sami dojrzeli i zaczęli się szanować i inaczej traktować...
    z głupich nastolatków zmienili się w dorosłych którzy chcieli spróbować być ze sobą
    Głównym morałem całego serialu było ukazanie wpływu innych na nasze życie oraz roli pieniędzy w naszym życiu , chociażby to jak plotkara jedną wiadomością mogła wszystko zniszczyć, a pomimo tego ludzie próbowali to przezwyciężyć
    co do Dana to jakoś nigdy go nie mogłam zrozumieć itd więc hmm... nie pasował mi do nikogo nigdy itd więc ich związku z Sereną nie rozumiem

    • Nie rozumiem serialu... Niech i tak będzie :D Widocznie bardziej go rozumiałam, kiedy miałam te 15-16 lat, serial rozpoczynał swój pierwszy sezon i byłam nim zachwycona. Pewnie rozumienie tego jakże intelektualnie wyzywającego serialu przeszło mi z wiekiem :) I nie wiem, czy zauważyłaś, ale nie poruszyłam w tym temacie roli plotkary jako konstruktu socjologicznego, ale poruszyłam kwestie dwóch głównych wątków miłosnych serialu, które niestety są modelowymi przykładami upodlenia kobiet. Uwierz mi, był czas kiedy i ja kibicowałam Chuckowi i Blair (o naiwności), ale przychodzi moment, że zaczynasz rozumieć, że nie żyjemy już w czasach Wichrowych Wzgórz i uczucie, które wyniszcza i graniczy z obsesją nie jest ani piękne, ani stymulujące do rozwoju w przyszłości. Czy ludzie w toksycznych związkach mają szczęśliwe momenty? Oczywiście. To te momenty trzymają ich przy sobie, to to sprawia, że wierzą, że ta druga osoba się zmieni, że tak już będzie zawsze. Chuck i Blair mieli wiele takich momentów w serialu, które bardzo szybko zostawały brutalnie przerywane. Jakie mam podstawy ku temu, żeby uwierzyć, że tym razem tak nie będzie? Bo nawet w ostatnim sezonie Chuck nie mógł uporać się ze swoimi "demonami", nawet wtedy Blair była na jego łasce. W którym momencie dokładnie zaczęli się szanować? Wtedy kiedy Blair uznała, że jej zadaniem jest ratowanie Chucka i wzięcie z nim ślubu tylko po to, żeby nie poszedł do więzienia? Czy może wtedy jak raz się do siebie uśmiechnęli na weselu Dana i Sereny? Przykro mi, ale ci scenarzyści nie pokazali nam kompletnie żadnego rozwoju postaci, niczego co by sprawiło, że uwierzyłabym, że Chuck już Blair nigdy nie skrzywdzi. W Chucku nie widziałam żadnej zmiany przez cały serial. Zawsze liczyły się tylko jego problemy, firma po ojcu i pewność, że Blair jest tylko jego, nawet jeśli w tym momencie akurat nie mógł z nią być, bo "daddy issues". A czy Blair zmieniła się w ostatnim sezonie? Oczywiście, porównując ją do Blair z 4 i 5 sezonu. Blair zatoczyła pełne koło i wróciła mentalnie do liceum, a nawet gorzej - stała się karykaturą siebie z liceum. Nie skończyła szkoły, nie spełniła swoich planów i marzeń, przejęła firmę po matce, czego wcześniej ewidentnie nie chciała, została żoną tylko, żeby ratować faceta, od którego się uzależniła. Świetny rozwój postaci... Przykro mi, ale w kwestii prowadzenia postaci - scenarzyści Plotkary wygrywają w kategorii "nie mam pojęcia jak to się robi, co to jest dojrzewanie?".

      • Każdy ma swój punkt widzenia i nie zapominajmy o jednym to tylko serial. wiadomo że w rzeczywistości nic z tego nie miało by miejsca bo życie to nie serial z happy endem ale moim zdaniem warto go obejrzeć żeby zobaczyć jaką władzę mają ludzie z kasą...
        no nie wiem moim zdaniem pod koniec widać że chuck chce dla Brair wszystkiego dobrego i nie postępuje jak gówniarz tylko myśli i robi wszystko żeby była szczęśliwa
        Nie skończyła szkoły hmmm a tak szczerze ile osób teraz po studiach robi to co chce?
        bo ja nie znam, ale nie poddała się tylko pomimo tego że tego nie chciała wzięła sie w garść i przejęła firmę

        • Oczywiście, że tylko serial. Jednak serial, który oglądały miliony nastolatek na całym świecie, które zostały zrobione trochę w balona poprzez pokazanie Chucka i Blair nie jako tragicznej miłości, lecz jako miłości z happy endem, bez żadnego odniesienia się do ich niszczycielskiego wpływu na siebie, jakby poprzednie sezony zostały wymazane. Żadne ze scenarzystów nie miało odwagi odnieść się do toksyczności tego zakończenia (liczyłam trochę na Safrana, bo jedyny potrafił zobrazować rozwój Blair, ale po jego odejściu przed 6 sezonem nie było już na to nadziei). Jedyną osobą, która miała odwagę po latach to zrobić była sama Leighton Meester, która powiedziała: "I hope that young women aren't looking at this and thinking 'I should model my relationships after this' because there was some domestic violence in there." A każdy dobrze wie, że nastolatki są bardzo podatne na patrzenie na ekran i stwierdzenie "o, takiego związku chcę. Takiego Chucka chcę w moim życiu".
          Czy serial warto obejrzeć, żeby zobaczyć jaką władzę mają ludzie z kasą? Nie. Większość seriali CW to romanse umieszczone w różnych scenariuszach, czy to fantastycznych, czy to bogatych ludzi itp. Można oczywiście obejrzeć pierwszy sezon, ale reszta to już tylko powtarzanie w kółko tych samych wątków. Jeżeli ktoś chce zobaczyć jak działa władza, czy pieniądze, to są inne seriale, które nie robią z widza idioty.
          Nie mówię o tym, że skończenie szkoły by jej w czymś pomogło. Mówię o tym, ze gdyby scenarzyści naprawdę trzymali się swojego własnego scenariusza, to pamiętaliby, że jednym z marzeń Blair było ukończenie szkoły z ligi bluszczowej i nie zostanie projektantką, a redaktor naczelną pisma o modzie. Gdyby też pamiętali, ze stworzyli Blair jako postać, która czy to intrygami, czy to ciężką pracą osiąga to, czego chce, to nie poszliby w jej wątku na taką łatwiznę. To kompletne skreślenie budowania przez lata tej postaci. No, ale przecież jest z Chuckiem - to najważniejszy happy end serialu :/ On sam w życiu nie osiągnął nic poza przejęciem firmy ojca, Blair przecież musiała zrobić to samo, bo jakby to wyglądało, gdyby to ona nagle osiągnęła więcej od niego? Jak Chuck udowodniłby, że jest jej wart (coś, co ona jemu musiała wielokrotnie udowadniać)? Co mógłby zrobić taki człowiek, bez żadnej innej ambicji niż przejęcie czegoś, co zbudował jego ojciec, jak Chuck? To zakończenie pokazuje tylko, że nic poza pairingami się dla tych scenarzystów nie liczyło. Nawet przyjaźń Blair i Sereny została zredukowana tylko do rozmów o tym, który z ich facetów jest gorszy. Oczywiście, to jest tylko serial, ale rolą scenarzystów jest pokazanie chociażby cząstkowej umiejętności zbudowania postaci z osobowością, a nie tylko szablonowych karykatur, z czym niestety mieliśmy do czynienie w ostatnim sezonie (i bardzo często nawet wcześniej).

  • Blair to S U K A jakich mało i zasłużyła na swój los.

  • Serena w pewnym momencie też została plotkarą i robiła dokładnie to samo, co Dan. Więc nie uzałabym jej za ofiarę.
    A jeżeli chodzi o Blair i Chucka - najważniejsze w tym związku było to, jak dojrzeli. Mimo głupot, które robili wcześniej dorośli do tego związku i myślę, że o to chodziło. Na koniec są dla siebie najlepsi i nie widzę tam żadnego "opracy i ofiary".
    Takie raczej było założenie tego zakończenia-pokazać jak bohaterowie wydorośleli.

    • Problem w tym, że w tym serialu dosłownie nikt nie wydoroślał, a nawet jeśli chwilowo wydoroślał to szósty sezon był doszczętnie ten rozwój postaci zniszczył.
      Dan zaczynał serial jako zakompleksiony nastolatek, który zarazem uważał, że jest w jakiś sposób lepszy od ludzi ze szkoły, bo są bogaci, wszystko im uchodzi na sucho i generalnie są be i uznawał, że czasem trzeba upokorzyć swoją dziewczynę, żeby sprowadzić ją na ziemię. Mijały sezony i zaczynał dostrzegać, że ludzka moralność nie jest tylko czarna i biała i decyzje jego znajomych są o wiele bardziej złożone niż mu się wcześniej wydawało. Stał się o wiele bardziej pewny siebie, nauczył się kochać dziewczynę, którą najpierw poznał od najgorszej strony, odsunął na bok swoje uprzedzenia i osądy i stał się naprawdę porządnym człowiekiem tylko po to aby na koniec scenarzyści mogli go cofnąć mentalnie do liceum, żeby mógł sobie stwierdzić "ale, ale przecież ja byłem z nich najlepszy, a Chuck Bass ma moją dziewczynę? boohoo, zniszczę ich wszystkich!", na dokładkę zrobili z niego plotkarę, co kompletnie nie trzyma się kupy i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to wszystko po to, żeby Chuck przy nim wyglądał na człowieka z resztkami przyzwoitości.

      Nate na początku serialu był jedyną postacią, która naprawdę nikomu nie robiła celowo krzywdy. Był trochę pogubiony, ale z idealnymi manierami, nikogo nie osądzał. Mógł być prawdziwym "księciem z bajki" tego serialu, ale niestety nie wiem czy to wina aktora bez charyzmy, czy po prostu był za nudny dla nastolatek, ale jego postać nie zyskała wielu fanów ani antyfanów (co chyba często działo się w przypadku Dana), więc został zepchnięty niemal do roli drugoplanowej i musiał przespać się z każdą gościnną aktorką w serialu. Ach, no i w ostatnim sezonie umawiał się z nieletnią, wtf? A czy dorósł? Nie wiem, bo scenarzystów to nie obchodziło. On miał tylko ładnie wyglądać.

      Historia Sereny w całym serialu to huśtawka między "kocham Dana", "nie kocham Dana", a "może kocham Dana, ale raczej nie będziemy razem", ach no i czasami jeszcze "kocham Nate'a, a tak ogólnie to też muszę umawiać się z każdym gościnnym facetem w serialu". Historie Nate'a i Sereny uważam za największy zmarnowany potencjał w serialu. Nie wspominając o okropnym poprowadzeniu wątku problemu Sereny z używkami. Scenarzyści nawiązywali do tego tylko jak kończyły im się pomysły, nigdy nie poprowadzili tego porządnie. Serena mogła być złożoną postacią i czasami nawet wydawało się, że prawie była, ale tak naprawdę do końca pozostała słoneczną pięknością bez własnego zdania, czerpiącą swoją wartość ze związków z przypadkowymi mężczyznami i wierzącą, że chłopak, który miał czasami na nią dobry wpływ kiedy była nastolatką jest miłością jej życia, mimo że przez przynajmniej dwa lata nie pamiętał o jej istnieniu, bo był bezwarunkowo zakochany w jej najlepszej przyjaciółce i tak naprawdę była dla niego nagrodą pocieszenia i na dokładkę okazało się, że przez lata kontrolował jej życie. To naprawdę nie jest porównywalne z tymi kilkoma odcinkami, kiedy ona była plotkarą.

      Blair była przez pewien czas kompleksową, ciekawą postacią. Bywała okrutna, ale mogliśmy z nią sympatyzować i czasami rozumieć jej motywy. Jednak to chyba ona miała największy problem z dorośnięciem i wyrośnięciem z dziecięcych marzeń. Niestety problemem tych scenarzystów było pisanie żeńskich postaci, bo niestety i Blair, i Serena były definiowane przez mężczyzn, z którymi akurat były. Mimo, że Blair swobodnie mogłaby się stać dorosłą kobietą bez pomocy żadnego mężczyzny jej wątek przez cały serial był prowadzony tragicznie. Od początku marzyła tylko o idealnym życiu z Natem, później uwikłała się w wieloletnią grę z Chuckiem, która upokorzyła ją w każdy możliwy sposób. Przykro mi, ale sprostytuowanie przez "miłość jej życia" jest nieporównywalne z czymkolwiek czego doświadczyli bohaterowie tego serialu. Niestety zostało to zbagatelizowane i przez scenarzystów, i przez widzów. Później chce prostej miłości i spełnienia dziecięcych marzeń, więc wychodzi za księcia, ale okazuje się, że też została wykorzystana i jest niekochana. Po tym wszystkim jest tak słaba i upokorzona, że Dan Humphrey musi jej powiedzieć, że jej siły i niezależności nie powinien być jej w stanie odebrać żaden mężczyzna. I choć jest to prawdą i powinno być momentem zwrotnym w życiu Blair jestem niepocieszona, że o jej wartości musiał jej przypominać kolejny mężczyzna, że nie mogła dojść do tego sama, a najgorsze, że na koniec i tak o tym zapomniała i oddała się budowaniu swojego życia tak aby pasować do Chucka, bo sama ona to dla niego za mało. Zatem czy ta postać dorosła? Absolutnie nie.

      No i zostaje Chuck. Dla mnie postać absolutnie odrażająca od pierwszego odcinka, kiedy próbował zgwałcić dwie bohaterki serialu. Nienawidziłam go cały pierwszy sezon, w drugim poczułam do niego nić sympatii i byłam w stanie zrozumieć, że może jednak nie powinien być tylko antagonistą i nawet zaczęłam się wciągać w Chair, ale i tak zawsze miałam nieodparte wrażenie, że i on, i Blair są lepszymi ludźmi dla siebie samych i dla innych, kiedy są z dala od siebie. Trzeci sezon przekreślił go całkowicie w moich oczach, bo mimo, że miał już w swoim życiu osoby, które go kochały i się o niego troszczyły robił naprawdę obrzydliwe rzeczy. W czwartym sezonie fizycznie zaatakował Blair, w piątym chciał zniszczyć Dana tylko dlatego, że był dla niego konkurencją, w szóstym zastanawiał się, czy Blair jest dla niego wystarczająca i czy mają być razem, czy nie. Chuck i Blair to naprawdę jeden z najsłabiej napisanych wątków miłosnych w telewizji. Potencjał był ogromny, bo mieli dobrych aktorów z niesamowitą chemią, dwie postacie z szarą moralnością, z ciekawymi historiami, z wolą podbicia świata, ale niestety wpadło to w ręce fatalnych scenarzystów, którzy pisali im banalne teksty jak z najtańszego harlekina, którzy nie potrafili zrozumieć, że niektóre rzeczy są po prostu niewybaczalne i wcale nie dodają historii pikanterii i nie czynią jej tragiczną i pokręconą, ale najzwyczajniej w świecie patologiczną, a zakończenie ich wątku ślubem wcale nie daje mi nadziei na ich szczęśliwe zakończenie, bo szczerze, czy widzieliśmy ich w tym dojrzałym związku? Nie było nam dane zobaczyć jak razem działają jako dorośli ludzie. Ich związek w tym serialu widzieliśmy tylko raz w trzecim sezonie i wiemy jak to się skończyło. Finał serialu był pójściem na łatwiznę, bo mam wrażenie, że scenarzyści najzwyczajniej w świecie nie mieli pojęcia jak napisać ich jako funkcjonalną (ale pokręconą na ich własny sposób) parę.

      Z takim zakończeniem ten serial mógłby się skończyć równie dobrze na pierwszym sezonie. Nikt nie zauważyłby różnicy, a ja osobiście nawet bym lubiła więcej niż połowę postaci, bo w szóstym sezonie nie mogłam znieść już żadnej.

      • Muszę się zgodzić, ja wytrzymałem do 4 sezonu, którego nawet nie skończyłem oglądać. Ja rozumiem, że ten serial jest głównie skierowany do dziewczyn/kobiet, ale jako fan Życia na fali miałem nadzieję na coś godnego uwagi. Twórca zaznaczał, że będzie to coś w stylu O.C, przez co gorzko się rozczarowałem. Poprzednik nie był jakimś dziełem sztuki, ale poziom trzymał. W zasadzie jest tylko jedno podobieństwo, w jednym i w drugim są bogaci i piękni. Mimo wszystko w Życiu na fali bohaterowie są bardziej naturalni/prawdziwi. W Plotkarze wszystko było przerysowane i sztuczne. Dodatkowo prawdziwa tożsamość tytułowej "Plotkary"(dzięki za informację) to jakaś kpina. Tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie mam czego żałować.

      • Wow, nie spodziewałam się tak dogłębnej psychoanalizy bohaterów. Mimo wszystkich potknięć scenarzystów, a było ich sporo, ja serial lubię. I lubię Chair, uważam że oboje wydorośleli w pewnym sensie. Nie lubię za to Dana, ani związku Dana i Sereny, (Serena to wql trudny temat), a tym bardziej związku Dana i Blair. Chuck może i był złym charakterem, ale nie był obłudny, a Dan był i to bardzo. Hipokryta według mnie.
        Swoją drogą, jesteś fanką związku Dana i Blair?

        • Powiem tak, nie jestem wielką fanką Dana, denerwował mnie bardzo w 2 i 3 sezonie, a 6 sezon to już apogeum. Wielokrotnie miałam nadzieję, że ktoś go przywoła do porządku i przestanie się użalać nad swoim życiem i usprawiedliwiać wszystko, co robi tym, że ma kompleks niższości. Jednak mimo wszystko jego obłuda i hipokryzja nie czyni z niego postaci gorszej od Chucka. Nigdy nie zrozumiem tej dziwnej logiki, że skoro Chuck ma świadomość swoich czynów (do czego dochodzenie zajmowało mu nieraz bardzo długo) to są one w jakiś sposób bardziej wybaczalne. Chuck próbował zgwałcić dwie dziewczyny, sprostytuował miłość swojego życia, zaatakował ją fizycznie i wielokrotnie upokarzał. Był kompleksową postacią, nieraz ciekawą do oglądania, jednak nie potrafię czuć do niego cienia sympatii w sytuacjach kiedy popełnia niewybaczalne czyny. Gdyby dosłownie siłą nie został powstrzymany, to zniszczyłby psychikę dwóch młodych dziewczyn do końca ich życia. Na to nie ma żadnego usprawiedliwienia, nawet takiego, że tatuś go nie kochał. Czyny Dana robią z niego osądzającego ludzi dupka i hipokrytę. Chuck jest najzwyczajniej w świecie agresywnym, toksycznym gwałcicielem. Gdyby w serialu nie był miliarderem z pewnym urokiem, wyglądem i zawadiackością i nie miał wątku epickiej miłości z Blair, to nikt by go nie usprawiedliwiał. I o ile mogę jeszcze przyznać, że Chuck w szóstym sezonie zachowywał się doroślej niż wcześniej, to w przypadku Blair kompletnie tego nie widzę. Zwłaszcza w porównaniu z Blair z czwartego sezonu, kiedy faktycznie ciężką pracą spełniała swoje marzenia.

          A czy lubię związek Dana i Blair? Lubię, chociaż nie przepadałam za tymi postaciami przed i po tym związku. Blair długo była moją ulubioną postacią, ale gdzieś w okolicach trzeciego sezonu i ona zaczęła mnie irytować. A ich związek wniósł pewną świeżość i zupełnie nową jakość do serialu, co spotkało się z dużym entuzjazmem krytyków. W płytkich serialach dla nastolatek zdecydowanie bardziej odpowiada mi dynamika pary, z jaką mieliśmy do czynienia w przypadku Dana i Blair (wątki komediowe, nawiązania do klasyków komedii romantycznych(ich wątek był wzorowany na "Kiedy Harry poznał Sally") i ogólnie do klasyków kina, związek oparty na przyjaźni i wspólnych zainteresowaniach itp.), a nie Chucka i Blair. Tak samo wolałam związek Nate'a i Blair od Chucka i Blair, chociaż oni akurat mieli niewiele wspólnego.

          • Monika zgadzam sie calkowicie wczesniej z tym co pisalas o Serenie i Nate'cie!

          • Wow niesamowita rozmowa się tu rozwinęła. W sumie zgadzami sie prawie ze wszystkim co zostało powiedziane, ale nie podoba mi sie ostateczna ocena postaci. Najciekawszą częścia oglądania Plotkary była dla mnie próba zrozumienia zachowań postaci. To oczywiste dlaczego Blair była suką- przez całe życie wszyscy woleli Serene, jej matka, koleżanki nawet Nate... żeby osiągnąć cokolwiek w takiej sytuacji nie miała innego wyjścia. A Chuck był pierwszą osobą, która wolała ją od Sereny, oczywiście bywał draniem ale miał trudne dzieciństwo, ojciec go nie kochał i ostatecznie nigdy nie zdradził Blair ( w pierwszym sezonie nawet nie byli razem). Najwiekszym świństwem jakie zrobił było sprzedanie Blair dla wuja za hotel, ale od tamtego czasu zdąrzył nieco wydorośleć xd Ocywiście nie jest to relacja do naśladowania w życiu, ale to jedyna przedstawiona w tym serialu, która ma jakikolwiek sens. Serena w sumie nigdy się nie zmieniła, ale nie miałą zbyt dobrego autorytetu w pieciokrotnie zamężnej matce... Nie wspomnę tu o Danie i Jenny którzy byli mega denerwujący, a nie mieli do tego takich podstaw jak rozpuszczeni bogacze z Upper East Side :) Najbardziej jestem zawiedziona Nate'em który miał duży potencjał i był prawdziwym przyjacielem itd ale ostatecznie jego głównym zajęciem były kobiety... Ale mimo wielu minusów w tych wszystkich postaciach było to dla mnie niesamowite jak oni wszyscy byli dla siebie pomocni ile mogli poświęcić dla przyjaciół... pytanie czy gdyby wszyscy byli mili sympatyczni i uroczy byliby w stanie walczyć w obronie przyjaciół :P

      • Ja po przeczytaniu twoich wypowiedzi uważam ze jestes wielka feministka. Przyczepiasz sie przykładowo do tego jak Chuck traktował Blair i niszczył każdy jej związek, a ona tego nie robiła przepraszam bardzo? Rozumiem jak mowisz ze ten związek był toksyczny, ale to za sprawą obu stron bo traktowali sie wzajemnie tak samo.

        • Uuu, ale mnie obraziłaś, nazywając mnie feministką hehehe :D dawno to pisałam, ale gdzieś tam raczej wspomniałam, że oboje nie byli dla siebie dobrzy. Jak Blair zniszczyła jego związek z Evą, to też nie byłam zadowolona, bo wtedy Chucka nawet lubiłam :)

          • Mi się wydaje, że na tym polega urok związku Blair i Chucka, że ona jest tą s u k ą a on tym draniem :D Co to związku Sereny i Dana to od początku to mi nie pasowało, chociaż bardzo lubię postać Sereny. Po prostu moim zdaniem oni nie są dla siebie stworzeni. Co innego Chuck i Blair...
            Idealnie dobrane charaktery... Nie żebym jakoś specjalnie lubiła Blair czy Chucka, ale po prostu do siebie pasują...
            Blair od początku nie lubiłam chociaż jej niektóre zachowania były wytłumaczalne jak już ktoś skomentował wcześniej.
            Chuck jest tym złym, co prawda można go ująć jako "gwałciciela bez uczuć", ale czego można się spodziewać po rozpieszczonym dzieciaku wychowanym przez bezuczuciowego dupka jakim był jego ojciec?
            Związek Sereny i Dana jak już wspomniałam mi się nie podoba.
            Serena to ta "dobra" i moim zdaniem dobrze zagrała swoją rolę, bo mi przypadła do gustu ;D Miła, zabawna, co prawda czasami robi niektóre złe rzeczy (przespanie się z chłopakiem swojej przyjaciółki na przykład) ale nie sądzę, żeby robiła to celowo (zresztą była wtedy pijana i sądzę też że pewnie na haju ;D )
            Dan na początku jest aspołeczny, nieśmiały i samotny, ale z czasem (przez bycie Plotkarą) staje się taki sam jak każdy z tych bogatych, rozpieszczonych dzieciaków z Upper East Side, które sam tak krytykował.
            Za to zainteresowała mnie postać Jenny Humphrey...
            Na początku nieśmiała, niewinna dziewczynka, z czasem zmieniła się w niezależną.
            Zawsze bała się opinii innych, robiła to co kazali jej inni, ale w gruncie rzeczy miała dobre motywy.
            Chociaż zdarzało się, że poddawała się złym wpływom Blair i tego chłopaka od narkotyków, nazywał się chyba Damien, to była dobrą osobą w tym serialu... W 5 sezonie została całkowicie poniżona przez wszystkich "tych z Upper East Side" i muszę przyznać, że było mi wtedy smutno...

            Ogólnie cały serial mi się podoba, szczególnie postacie Chucka, Sereny i Jenny ... Daje 10/10 ;D

  • Masz rację, że związek Chucka i Blair jest toksyczny, jest książkowym przykładem destrukcyjnej miłości, oboje wyniszczali się nawzajem i moim zdaniem scenarzyści pokazali to idealnie. Czytałam książkę ''Kobiety które kochają za bardzo'' jakiś czas temu i mogę szczerze przyznać, że Blair się do nich zalicza, problemy z na pozór kochającym ojcem, który jest dla Blair wszystkim, a który opuszcza ją i jej matkę, dla mężczyzny w kluczowym momencie rozwoju emocjonalnego Blair. Owszem, jest to serial dla nastolatek, które mogą wyciągnąć z niego błędne wzory, ale uważam, że jest to również miła odmiana do wszechobecnej hollywoodzkiej miłości, którą można już rzygać. Tak, Blair poślubiła swojego rzekomego ''oprawcę'', ale dzieje się tak również w codziennym życiu i to częściej niż się nam wydaje, wiarygodność tego serialu sprawia, że lepiej się go ogląda. Nikt nie mówił, że ich miłość jest zdrowa, sami bohaterowie wielokrotnie przyznawali, że się wyniszczają. Uważam, że dobrze się stało, że skończyli razem, porażką tego serialu byłoby dla mnie gdyby każdy dostał to na co zasługuje. Mieliśmy do czynienia z dobrymi dzieciakami, którym rodzice w większości spaprali życie. Matka Blair i to, że wielokrotnie stawiała pracę ponad dobro swojej córki, ojciec, który uciekł z mężczyzną, Kapitana i jego relacji z Natem nawet nie trzeba rozwijać moim zdaniem, tak samo jak mamusi, która go broniła nieważne co robił. No i oczywiście Serena i jej ciągłe ''daddy issues'', ale również matka, która wolała romansować zamiast wychowywać dzieci. Najbardziej pokrzywdzony został Chuck. Jak można oczekiwać, że ludzie, którzy mieli tak tragiczne dzieciństwo będą się wdawać w zdrowe relacje?
    Serena ucieka tak jak jej matka, wiecznie kłamie i tworzy tajemnice. Chuck za wszelką cenę chciał zostać inny niż jego ojciec i dzięki Blair, częściowo mu to wychodziło, ale nie był w stanie pozbyć się mrocznej strony swojego charakteru karmionej latami przez psychotycznego ojca.
    Co do planów Blair, ilu ludzi w wieku 17 lat wie dokładnie co chce robić? Owszem, pójście do Yale było jej marzeniem, głównie ze względu na ojca, który tam chodził i na którego uwadze Blair tak bardzo zależało. Nie uważam, że to, że przejęła firmę po matce to coś złego, to właśnie była dojrzała decyzja. Blair przez lata próbowała pokazać wszystkim jaka to ona nie jest niezależna, samowystarczalna i silna, dokąd ją to doprowadziło? Już nie mówiąc o tym, że robiła to po to, żeby nie żyć w cieniu swojej najlepszej przyjaciółki. W końcu zrozumiała, że nie potrzebne jej to do szczęścia, że jest gotowa zająć się firmą Eleonor co właściwie było jej pisane od samego początku.
    Owszem, spaprali wątek Nate'a, mogli zrobić z niego i Sereny ciekawą parę, a tymczasem z niego zrobili męską dziwkę, a z niej łatwowierną blond idiotkę, która rzuca się w ramiona każdego kto okaże jej odrobinę uwagi (daddy issues no halo).
    Dan jest w ogóle dla mnie dziwną postacią, moim zdaniem powinien zostać sam, pozostać z boku tak jak było na samym początku, wkupywanie go w łaski ludzi, których mieszał z błotem przez lata nie było zbyt mądrym i ciekawym zakończeniem.

  • Przeczytałam początek i myślę "jakaś nawiedzona nie wie, że Chuck był super, a miłość wszystko wybaczy"; doczytałam do końca i odszczekuję to, co pomyślałam, bo coś w tym rzeczywiście jest.
    Zastanawiam się, jak duży wpływ na obecne młode kobiety mógł mieć taki serial obejrzany w okresie "nastoletniości", i czy przypadkiem nie zbyt duży... Bo to prawda, dlaczego Blair i Serena kończą z Chuckiem i Danem? Jeśli tyle młodych kobiet zostało nauczone, że "prawdziwa" miłość (biorę w cudzysłów, bo w tych czasach zbyt wiele uczuć do zbyt wielu ludzi nazywa się prawdziwą miłością) wszystko zwycięży, a zbyt niewielu młodych mężczyzn ogląda takie seriale jak "Plotkara", to niestety, ale... nie wróżę szczęśliwych związków owym kobietom.
    Kurczę, trochę mi to zabrało radości z serialu...

  • Wiem wątek dawno był , ale muszę się wypowiedzieć . Moim zdaniem związek Blair i Chucka najpewniej wygląda tak jak zanim sprzedał ją za hotel :) Po za grą ;) Niszczyli siebie nawzajem , ale też sporo dla siebie zrobili , Chuck wysłał list do Columbi , wiano , chciał wychować dziecko księcia , wspierał ją na początku studiów i jej problemów z akceptacją , że koniec królowania , i to on nie zgodził się na załatwienie papierku z ślubem tylko chciał dać namiastkę tego o czym pragnęła :) Blair była przy nim kiedy odkrywał prawdę o matce , powiedziała mu o powrocie Jacka ,poszła do Jacka , była przy nim po śmierci ojca ( tej pierwszej xD) A , że tylko się uśmiechnęli do siebie na końcu ? A może asz ? W końcu są ze sobą , bez problemów i ze spokojem , tak po prostu szczęśliwi razem i do tego synek , może bez fajerwerków , ale razem już na zawsze , nie boją się , że się stracą. Nie wiem , może patrze na serial jak nastolatka , którą jestem ale mi się ta para podoba :) Co do Dana i Sereny nie mam zdania , z jednej strony podoba mi się związek , z drugiej widzę to jako łapanie się dobrych wspomnień zanim się pozmieniali ...

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię