Demograficznie mieści się ten serial w wiele mówiącym a zarazem dość niedookreślonym terminie shounen, poza tym, że teoretycznie jest przeznaczony dla młodszych. W praktyce jest to shounen, który odbiega od stereotypu gatunku, mającego ponad 100 odcinków, z których 2/3 zajmują walki podbudowane dla niepoznaki fabułą. Walki w Soul Eater są dość umiarkowane w długości trwania, bohaterowie mają psychikę i są znowu obdarzone silnym charakterem i wyróżnikami, którymi są tutaj ilość dewiacji i nerwic. Ponadto nie uświadczymy w tym anime czegoś takiego jak normalna rodzina, wszystkie są rozbite- np. mamusia głównej bohaterki, która zamiast ją wychowywać podróżuje sobie po świecie, ale wysyła jej pocztówki. I ta wariatka ma pretensje do ojca? Oprócz tego mamy jeszcze BlackStara- ninję, który chce być silniejszy od bogów, jego broń zaś obdarzoną jako jednostka atrofią woli, oraz syna Szefa szkoły dla Schinigami, który to szef w ogóle ponurego żniwiarza nie przypomina, bo nie chce straszyć dzieci. Death the Kid, bo o nim mowa, to jednostka z nerwicą natręctw, oraz wysoką oceną własnej osoby. Oczywiście mniej więcej od połowy serii nie ufa ojcu, który coś przed nim ukrywa. O czym jest ta seria. Odnoszę wrażenie, że jest ona o rozpadzie społeczeństwa, gdzie świat jest szalony, postmodernistyczny i oniryczny zarazem. Celem jest ocalenie go przed jeszcze większym szaleństwem. Oprócz tej metafizykii serii, ma jeszcze ona nadbudowę w postaci nienowej wolność-równość-tolerancja, ale bardzo mi się podoba. Nawet sztampowe kwestie przyjaźni, nie są tutaj podane w nudny sposób, ale na tyle przekonujący, że nie nużą. Moralizatorstwo choć jest, jest nie razi, operuje dość jaskrawymi, ale nie wziętymi z sufitu przykładami. Źli nie są ludźmi w rodzaju… ha, ha, ha a teraz rozpierdolę cały świat! Mają w zasadzie nie mniej mózgu niż protagoniści. O czym jest ta seria? O reintegracji społeczeństwa, bo pomimo postmodernistycznej (ale po pierwszych odcinkach znacznie przecenianej) oprawie, jest tutaj w pewnym sensie dość typowa, ale zarazem ciekawie opowiedziana fabuła, i wątek moralny z przyjaźnią w centrum ale podany w taki sposób, że może zainteresować, a nie odrzucić. A zatem w pozornym świecie gdzie nie ma wartości (post modernizm nie uznaje jednego systemu wartości, ale nie należy go mylić z nihilizmem, który ich w ogóle nie uznaje) stara się znaleźć wspólne mianowniki. I to jest shounen idealny, klasyczny i zarazem nowatorski, bez przegięć jakie z reguły cechuje ten gatunek w rodzaju RPG-izacji czy niekończącej się ilości odcinków, bo seria nieuniknienie zmierza do końca. W sumie szkoda, ale wszystko co piękne kiedyś się kończy. Na wakacjach też sobie obejrzę jeszcze raz. To zapewne zajmie całe 8 dni.
Soul Eater jest jednym z najlepszych Shounenów, jakie widziałem kiedykolwiek (a trochę ich widziałem, choć staram się unikać). Jest on zarazem dość klasyczny, ale nieschematyczny, tradycyjny i nowatorski zarazem, i do tego skrojony, że można go oglądać bez przymrużenia oka.
Nastolatki ratują świat:
Na początku trzeba dodać, że serial ten nie ma jednego wybijającego się ponad innych bohatera, ale aż trzech pierwszoplanowych (razem z brońmy daje nam to łącznie 7 postaci pierwszoplanowych), co jest liczbą dość imponującą. Aż się prosi, by serial ten rozwlec z nieskończoność, bo wszak każdy bohater musi się pokazać. A tutaj akcja nam sił ładnie zamyka w 51 odcinkach, i nie mamy wrażenia, że coś na chama skrócono, wątków nie rozwinięto, tudzież na siłę wydłużono (choć jest parę niewykorzystanych do końca postaci, ale o tym później). Akcja bowiem ma ładne, klarowne zawiązanie w postaci trzech prologów, które dobrze prezentują nam głównych bohaterów. Serii jest przypisywana duża doza postmodernizmu. Jest to opinia przesadzona, bo ten ostatni występuje w dużych ilościach tylko do 7-8 odcinka, a potem już seria idzie na własnych pomysłach. O ile fabuła jest dość typowa, a jest nią ocalenie świata (ale powiedzcie mi co nie jest typową fabułą, gdyby chodziło o coś mniej znaczącego nikt by się tym nie zainteresował, a poza tym i tak wszystko już było), to jednak nie czujemy wtórności. Historia bowiem rozwija się bardzo sprawnie dzieląc się niejako na dwa główne wątki*. Oczywiście jest też masa wątków pobocznych. Żaden nie jest potraktowany po macoszemu. Wszak to też opowieść o dorastaniu i nie tylko.
Postacie są najważniejszą częścią każdego anime, sądzę, że nawet ważniejszą niż fabuła, bo złe postacie mogą zepsuć nawet dobrą fabułę. Co prawda z czasem wykształciły się też schematy postaci dla shounenów, ale tutaj ich nie ma, przynajmniej nie na pierwszej linii. Postacie główne tej serii są bowiem, co tu dużo pisać, są po prostu miejscami zdrowo walnięte. Prawdopodobnie z trójki bohaterów główny Maka i Soul jest najbardziej serio, ale wygląd postaci nie pozwala traktować jej całkiem poważnie (dziewczynka w mini z wielką kosą). Black-Star przez całą serię, chce przerosnąć boga, a Death the Kid, ma obsesję na punkcie symetrii, co często prowadzi do wielu zabawnych sytuacji. Oczywiście z czasem komizm trochę wyhamowuje, ale pozostaje obecny w jakimś stopniu praktycznie do samego końca. Generalnie więc główni bohaterowie to siła tej serii, ale mamy też bardzo mocny drugi plan. Co do broni tychże, to jednak tylko Soul i Tsubaki wysuwają się na pierwszy plan, Lizzy i Patty jakoś nie mogą się przebić (ale i tak siostrzyczki dają czadu).
Także drugi plan jest tutaj bardzo charakterystyczny, poczynając od Shinigami Sama- parodia ponurego żniwiarza jest rewelacyjna, ale są momenty kiedy potrafi być poważny. Także tatuś Maki, przeczulony na punkcie swoich uczuć rodzicielskich do córki (i ten krawat). Choć zapewne najważniejszą postacią drugoplanową w całej serii jest dr. Frank Stein- oryginalne rozwinięcie pomysłu Marry Shelly, swoją drogą bardzo Klimatyczna postać.
Trzeci plan także prezentuje się dobrze, choć kilka postaci jest moim zdaniem niewykorzystanych (zwłaszcza Justin ma większy potencjał).
Co do tych złych, to mogę powiedzieć, że główni nie pozostawiają wiele do życzenia- są źli i nie zmieniają poglądów w trakcie serii. Z drugiej strony dobrze kombinują i choć wiadomo jak to się musi skończyć, to jednak potrafią zaskoczyć swoją skutecznością.
Nadużywana ostatnimi czasy metoda wybaczania złym postaciom i przyjmowania ich pod strzechy jak gdyby nigdy nic, tutaj nie znajduje nadmiernego zastosowania. Przy czym generalnie postaci mają z reguły już wyrobione poglądy na świat i nie zmieniają ich w trakcie, choć kilku bohaterów (w tym też drugoplanowych) jest dość niejednoznaczna. Wychodzi to serii na plus.
Mimo iż większość postaci jest przejaskrawiona i sparodiowana, to kiedy stają się serio, nie odczuwamy tutaj jakiejś wymuszonej powagi. Kiedy ma być śmiesznie jest śmieszenie, kiedy poważnie też tak jest, nic dodać nic ująć.
Ponieważ jak napisałem wcześniej, anime rozbija się niejako na dwie części, to znowu muszę z przykrością stwierdzić, że drugoplanowe złe charaktery pozostają trochę niewykorzystane (z demoniczną piłą łańcuchową i człowiekiem wilkiem na czele, zdają się być użyteczni tylko w dwu odcinkach poczym zostają upchani gdzieś w tle, choć nie mają szansy by się pokazać).
Co mi się jeszcze spodobało w tej serii. Przede wszystkim ograniczoną rpg-izację** (nowa walka, nowe techniki i tak se nabijamy levele), i mimo, że walk jest dość sporo to jednak poszczególne pojedynki nie ciągną się przez kilka odcinków w całości***, i nie służą jako wypełniacz luj w fabule, czy też może lepiej powiedzieć, fabuła nie służy jak wypełniacz luk między poszczególnymi pojedynkami. Graficznie kreska postaci wydaje się być trochę uproszczona (zwłaszcza twarze bohaterów- są pozbawione nosów, co nadaje im wygląd bliższy ludzkiej czaszki), ale nie przeszkadza to w odbiorze, może podkreśla umowność postaci. Poza tym podobają mi się tła 3D (zwłaszcza Death City z oddali). Dodajmy do tego, że istnieją dwie wersje z tego jedna ocenzurowana (bez fan serivcu, Manga już nie jest taka grzeczna). Nie wiem jak jest z brutalnością obu wersji, ale w ogóle mało tu znajdziecie krwi, jeśli w ogóle, choć trup w kilku sytuacjach ściele się gęsto.
Muzyka jest dobrze dobrana, bardzo dobry pierwszy opening, drugi trochę słabszy i z reguły dobre endingi.
Przy tym trzeba stwierdzić, że Soul Eater jest dużo bardziej klasycznym anime dla młodzieży (niż np. dużo bardziej wyłamujący się z gatunku shounenów Kuro Shitsuji) z dość tradycyjnym przesłaniem- najważniejsza jest rodzina, dobro zawsze zwycięża- ale tak podane, że nie czujemy się jak na intelektualnej pustyni- po prostu optymistyczne przesłanie, a nie zwichrowane jak w przytoczonym wyżej KS. W zasadzie być może dlatego, jednak Soul Eater (a śledziłem te seriale w tym samym czasie, nawet skończyłem oglądać tego samego dnia) bardziej mi się spodobał, bo jednak ta bardzo udana parodia shounena (przynajmniej na początku jest to parodia, potem jest coraz poważniej), wychodzi lepiej niż KS, który jednak shounenem jest, ale który stara się za wszelką cenę udowodnić, że jest inaczej ( no ale postacie służących, i Puru-Puru, a w innej wersji Pluto robią jednak swoje).
Spokojnie 8/10. Seria dla każdego.
Plusy:
•Dość klasyczny shounen podany w niecodziennej formie;
•Bohaterowie i ogólnie prawie wszystkie postaci (każdy się czymś wyróżnia);
•Postmodernizm, zwłaszcza na początku (jak ktoś lubi);
•Mało wypełniaczy (trzy odcinki z wątkiem Excalibura ), a jeśli jest ich więcej to nie zauważyłem;
•Brak fanservicu i przemocy (a jak ktoś chce mieć to ma wersję nieocenzurowaną);
•Muzyka;
Minusy:
•Niektóre postacie nie są do końca wykorzystane;
•Trochę jednak RPG się wkrada pod sam koniec;
•Jeśli ktoś oczekiwał pastiszu jak na początku to może się w późniejszych odcinkach zawieść;
Spoilery:
*- Wątek walki z meduzą a potem wątek Arachne i Kishina.
**- choć pod koniec takiego charakteru jednak seria nabiera, to jednak przez znakomitą większość nie daje się tego zauważyć. Np. Mifune był dla Black Stara wyzwaniem przez całą serię.
***- za wyjątkiem może walki Steina z Meduzą. Bo już na przykład walka finałowa rozbija się na dwie mniejsze, a sama walka Maki z Kischinem trwa może łącznie jakieś półtorej odcinka.